Reklama


Jedni uciekają, inni wracają walczyć, a Polacy pomagają! (video)

01/03/2022 08:51

Od kilku dni praktycznie wszystkie bieżące sprawy w naszym kraju zeszły na drugi plan. Atak Rosji na Ukrainę spowodował, że z niepokojem zaczęliśmy obserwować sytuację za naszą wschodnią granicą, a następnie nieść pomoc uciekającym przed piekłem wojny. W niedzielę w Medyce i Przemyślu był zawojanin Michał Bartyzel.

Początkowo Michał Bartyzel miał jechać na przejście graniczne zawieść zebrane nie tylko przez siebie dary dla uchodźców. Ostatecznie w liczącą około 250 km drogę nie wyruszył sam. Zabrał mieszkającego i pracującego w Jordanowie Tarasa Mysaka, który ruszył do Lwowa do swoich bliskich i zarazem walczyć o swój kraj. Po drodze zatrzymali się jeszcze w Suchej Beskidzkiej, w której odbył się wiec poparcia dla Ukrainy, na którym Taras Mysak był czule żegnany przez kompletnie obce mu osoby, przejęte zarówno jego losem, jak i milinów jego rodaków. - Dzięki bardzo za te wszystkie niezliczone wyrazy wsparcia. Ukrainy będzie potrzebowała jeszcze wiele przyjaznych gestów i to przez długi czas – zauważa Michał Bartyzel.

Reklama

- Nie byłem na wojnie. Nie byłem nawet jakoś bardzo blisko działań wojennych, ale.... Widziałem chyba jednak najgorszy skutek wojennych działań - ludzkie cierpienie.

To, że coś się dzieje czuć już wiele kilometrów przed granicą. Co chwila policyjne patrole, co chwila kolumny aut na sygnałach – opisuje zawojanin swoje wrażenia z dojazdu do granicy w Medyce, na którą dotarł późnym niedzielnym wieczorem. Wspomina, że już kilkanaście kilometrów przed Medyką każde auto jest zatrzymywane. "Wycieczkowice" nie mają dalej wjazdu.-  Im bliżej granicy tym patroli więcej, a kontrole jakby bardziej wnikliwe. Po chyba 6 przymusowych przystankach dotarliśmy na parking położony kilkadziesiąt metrów od granicy. Jechaliśmy w tłumie, mimo naprawdę późnego wieczoru – wspomina. W potoku ludzi tysiące osób ciągnące za sobą torby i walizy. Mnóstwo dzieci, kobiety w ciąży, ale także sporo mężczyzn, często czarnoskórych, obcokrajowców, także uciekających z Ukrainy. Kobiety z dziećmi, często w widocznej ciąży prawie zawsze były same... - Na szczęście było bardzo wielu wolontariuszy. Woda, gorące napoje, ubrania, środki higieniczne - przy granicy tego na szczęście nie brakuje – opisuje.

Reklama

Wraz z Tarasem zawojanin spędził w Medyce około dwóch godzin, które przeznaczyli między innymi na znalezienie transportu w głąb Ukrainy. - Rzeczy, które przywieźliśmy zawieźliśmy do „sztabu", czyli  do hali sportowej przekształconej w wielką noclegownię. Tam na szczęście także było mnóstwo wolontariuszy. - Większość osób przejeżdża przez granicę polskimi strażackimi autokarami, kilkanaście kilometrów sprzed granicy i kilkanaście kilometrów w głąb Polski - do Przemyśla. Są też tacy co idą pieszo. Ledwo włóczą nogami. Wleką swoje bagaże, i swoje wielkie zmartwienia... Na odprawie paszportowej najbardziej poruszający widok, naprawdę wiele matek z małymi dziećmi. Jedne cicho śpią, wyowijane wszelkiego rodzaju kocami, inne płaczą, a jeszcze inne beztrosko bawią się piłką, lub zbierają i układają znalezione pod nogami kamyki. Naprawdę ciężko tam zachować spokój i nie płakać – mówi Michał Bartyzel.

W drodze powrotnej zawojanin pojechał do Przemyśla. - Na miejscu okazuje się że jedyne autobusy które kursują, to te strażackie. Wiozą uchodźców do Polski, a w drodze powrotnej przewożą wracających do kraju Ukraińców. Tych też jest naprawdę sporo. Ten wielki prowizoryczny dworzec powstał na parkingu pod jednym z marketów. Autobusy stale odjeżdżają i stale przyjeżdżają. Zawsze pełne.... Parking usiany jest namiotami z wszelaką pomocą – opowiada.

Reklama

Na dworcu kolejowym miało na Michała Bartyzela czekać trzech Nigeryjczyków. -  Mamy do siebie telefony, ale ich angielski był równie zaawansowany co mój. Ciężko się porozumieć. Szukamy się dobre 10 minut, po czym okazuje się że są, owszem, ale na dworcu, ale w odległym o 200 km Chełmie. Zdalnie próbuje im pomóc, łączę z ludźmi z lokalnego "sztabu". – relacjonuje chwile gdy sam widział przed oczami wylewające się z dworca morze ludzi. -

Gdy w dworcowej poczekalni Michał Bartyzel krzyknął „Kraków” od razu otoczyła go grupa 15 osób. Na szczęście wraz z nim był jeszcze ktoś mający busa, który zabrał siedmioosobową rodzinę oraz dwie inne osoby. Z zawojaninem zostało dwóch rosłych Nigeryjczyków.  Gdy kończyli się pakować do samochodu podbiegł strażak z pytaniem czy zawojanin weźmie ze sobą jeszcze jedną osobę i… dwa koty! - Anna uciekła z Kijowa. Zabrała w dwóch torbach najważniejsze rzeczy i... swoje koty. Nie może ich zostawić. Spod różowego kaptura wygląda tylko dwoje smutnych oczu....  Nie mogę nie wziąć tych kotów. Mój angielski nie jest doskonały, ale gadamy... – opisuje pierwsze wrażenie ze spotkania z mieszkanką Kijowa. Tak ona, jak i Nigeryjczycy nie prosili o nic. Przyznali, że nie mają polskich pieniędzy, ale to dla nich nieważne. Poprosili jedynie o możliwość naładowania telefonów. Wtedy okazało się, że nie działają w polskiej sieci. - Dzwonią więc po kolei ode mnie...  Spokój, ich bliscy mają się dobrze, żyją – mówi Michał Bartyzel.

Reklama

Po kilkunastu kilometrach Nigeryjczyków zmorzył sen. – Czemu nas wieziesz? Czemu przyjechałeś w środki nocy? – pyta Anna, sprawiając, że mieszkańcowi Zawoi ponownie łzy zaczęły cisnąć się do oczu. – Bo tak trzeba – pada odpowiedź.

Im dalej od granicy, tym mniej było policji i wojska, a i ruch ustał. Kilometry uciekały, a Kraków był coraz. Anna zanim zasnęła zdążyła jeszcze na ile potrafiła opowiedzieć o swojej podróży, o ucieczce z Kijowa, o kotach. Pytała też o Polskę, o ludzi, o Kraków... W końcu i ona zasnęła. - Moi pasażerowie mają wielkie szczęście, bo mają w Krakowie znajomych, którzy odebrali ich spod wskazanego adresu. Zapytałem czy czegoś potrzebują. Zarzekali się, że wszystko mają.  Anna gdy wysiada, pytała jednak czy nie mógłbym załatwić.... klatki na koty, bo całą podróż przejechały w kartonowym pudle owiniętym taśmą klejącą –  opowiada.

Reklama

- Będzie dobrze, bo musi. Tak całą drogę powtarzał mi i sobie Taras...Będzie dobrze. Bo musi! – mówi Michał Bartyzel.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ktoś - niezalogowany 2022-03-01 16:15:10

    Dziękuję Michał

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama