Miała być wygrana i gonitwa za Unią Oświęcim czy ogólnie, za zespołami z przedniej części tabeli. Tymczasem jest porażka z Trzebinią i kilka rzeczy do wypunktowania, przedyskutowania i jak najszybszego przeanalizowania.
Zaczęło się wzniośle, bo od odegrania hymnu Polski. Okazja była szczególna, bo właśnie dziś przypada 231 rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Potem już tak wzniośle nie było, gdyż mecz Tempo Białka - MKS Trzebinia był takim spod znaku walki i zaangażowania. Trudnym, a może lepiej - męczącym spotkaniem do oglądania, chociaż posiadającym swoją dramaturgię.
Trener Marcin Pasionek miał ewidentny problem z zestawieniem składu, zwłaszcza linii obrony na to spotkanie. Za kartki pauzowali Paweł Mentel i Michał Groń (do braku kontuzjowanych Michała Grucy, a zwłaszcza Pawła Marka chyba się już w Białce przyzwyczajono). Z tego powodu eksperymentalny środek defensywy utworzyli Artur Grzechynka i Tomasz Kalicki. W drugiej połowie na lewej obronie zagrał za to Hubert Basiura. Gdyby ktoś powiedział dla przykładu wiceprezesowi Tempa Mariuszowi Sałaciakowi pół roku temu, że tak może prezentować się w jakimkolwiek ligowym meczu linia obrony zespołu z Białki, to ten by musiał przypomnieć sobie, jak brzmiała ostatnia trasa zespołu Guns and Roses. Dla tych co nie wiedzą, „Not in This Lifetime”.
Teraz może coś o problemach sędziego bocznego. Jak to spotkanie by się potoczyło, gdyby nie fatalna pomyłka z 5. minuty przy nieuznanym golu przez Dawida Kamińskiego, tego się już nie dowiemy. Pomylić się można przy sytuacji stykowej, można mieć różne spojrzenia na pewne sytuacje, ale tutaj? Dla tych, którzy nie byli na meczu w Białce, bądź nie śledzili naszej relacji live - poniższe zdjęcie przedstawia moment oddania strzału przez Dawida Janeczka (wcześniej świetnie opanował piłkę i wymanewrował całą defensywę gości), po którym bramkarz gości Tomasz Wróbel sparował piłkę do boku. Tam nadbiegał Dawid Kamiński i trafił do pustej bramki. Sędzia boczny, na sugestię zawodników z Trzebini, bo przecież nie mógł widzieć pozycji spaloneJ Janeczka, której przecież nie było, podniósł chorągiewkę. On nie miał wątpliwości i my też jej nie mamy - czerwona kartka dla sędziego bocznego. Swoją drogą, to bardzo dobra rzecz, że na poziomie IV-ligi należy nagrywać mecze, a takie sytuacje powinny oddzielać sędziów od tych top, przez medium do tych, którzy na ten poziom się nie nadają.

Problem z wykorzystaniem prezentu od bramkarza gości miał Michał Puzik (pojawił się w ostatniej chwili w wyjściowym składzie kosztem Romana Hutyrii), który nie trafił czysto w piłkę, a miał przed sobą pustą bramkę!
Problemy ze skierowaniem piłki do bramki Trzebini mieli Janeczek po wznowieniu gry z autu przez Kamińskiego oraz Krzysztof Piekarczyk po dośrodkowaniu z prawej strony Puzika. Okazje obaj mieli wyborne.
To było bardzo dobre, najlepsze 20 minut w wykonaniu zawodników z Białki w tym spotkaniu. Potem coraz śmielej zaczęli sobie radzić przybysze z Trzebini. Sygnał do ataku dał aktywny w to wtorkowe popołudnie prawoskrzydłowy Mateusz Węgorek. Po chwili z prawej strony dośrodkował Michał Kowalik, a do strzału głową doszedł Jakub Grzyb. Jego imiennik z bramki Tempa był jednak na posterunku w tym momencie. W następnym, a chodzi o bramkę zdobytą przez Kowalika w 33. minucie, już na posterunku był – najskuteczniejszy zawodnik klubu MKS Trzebinia zdecydował się na strzał zza pola karnego i nie bez pomocy Wałacha otworzył wynik tej rywalizacji.
Sekwencja błędów zawodników z Białki sprokurowała gola numer dwa dla Trzebini autorstwa Marcina Kalinowskiego. Samo uderzenie obrońcy gości było niczego sobie, ale asysta od Szymona Pająka – to się nie powinno zdarzyć. To było 120 sekund, które wstrząsnęło Białką.
Gospodarze mogli mocnym akcentem zakończyć pierwszą połowę, ale dośrodkowanie Jakuba Talagi było zbyt głębokie i nie przeciął go Janeczek.
Od początku drugiej połowy na placu gry pojawili się Hutyria i Basiura. Nie mające nic do stracenia, oprócz kolejnych branek, Tempo zaczęło grać odważniej, chociaż do momentu zdobycia pierwszego, a następnie drugiego gola, żadnej okazji nie stworzyło. Kogo to jednak obchodzi, skoro pojawiły się upragnione przez gospodarzy trafienia? Zaczęło się od rzutu rożnego wykonywanego przez Kamińskiego, po którym do strzału doszedł Grzechynka. Wróbel wyszedł z tej sytuacji obronną ręką, dobitka Talagi była niecelna, za to strzał Hutyrii z powietrza miał już wszystko, co powinien: moc, parabolę i co najważniejsze – był celny. Po pięciu minutach było 2:2 – kolejny stały fragment gry, tym razem rzut wolny, po którym piłka została wstrzelona w szesnastkę gości. Odnalazł się tam Grzechynka, który jak rasowy napastnik z bliska skierował piłkę do bramki.
Na prowadzenie białczan mógł wyprowadzić Nikodem Fujak (jego strzał z ostrego kąta wybronił Wróbel) lub Hutyria (po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, nie trafił w bramkę). Nie udało się zatem pójść za ciosem i dobić przeciwnika.
Tymczasem w 86. minucie Basiura nieprzepisowo powstrzymał rezerwowego gości Jana Garlacza i sędzia Michał Matyjaszek nie miał wątpliwości (nie mam ich i ja, ani zapewne nikt inny, kto oglądał nasz skrót z tego spotkania) z podyktowaniem jedenastki dla gości. Po raz drugi Trzebinię na prowadzenie wyprowadził Kalinowski. W doliczonym czasie gry wzorcowa kontra gości kończy się podaniem Marcina Szczurka do Kowalika i ustaleniem wyniku tego pojedynku na 4:2.
Trzebinia zatem w pełni rehabilituje się za porażkę w rundzie jesiennej (Tempo wygrało tam 3:2). A Tempo? A Tempo ma problem z robieniem prezentów rywalom, dokładnością w rozegraniu piłki, ostatnim podaniem i wykończeniem akcji. Są też i plusy – największe są takie, że do gry wracają Mentel i Groń, a do kolejnego spotkania z KS Chełmek pozostało dobrych kilkadziesiąt godzin (sobota, godz. 16). Przez ten czas każdy w drużynie może wykonać solidny rachunek sumienia.
STATYSTYKI ZE SPOTKANIA TEMPO BIAŁKA - MKS TRZEBINIA
I POŁOWA
| TEMPO BIAŁKA | MKS TRZEBINIA | |
| STRZAŁY | 5 | 7 |
| STRZAŁY CELNE | 1 | 5 |
| STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE | 4 | 2 |
| RZUTY ROŻNE | 1 | 1 |
| SPALONE | 1 | 0 |
| FAULE | 6 | 11 |
| Ż.K. / Cz. K. | 0/0 | 0/0 |
II POŁOWA:
| TEMPO BIAŁKA | MKS TRZEBINIA | |
| STRZAŁY | 9 | 4 |
| STRZAŁY CELNE | 4 | 3 |
| STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE | 5 | 1 |
| RZUTY ROŻNE | 2 | 5 |
| SPALONE | 0 | 0 |
| FAULE | 10 | 8 |
| Ż.K. / Cz. K. | 3/0 | 2/0 |
CAŁY MECZ:
| TEMPO BIAŁKA | MKS TRZEBINIA | |
| STRZAŁY | 14 | 11 |
| STRZAŁY CELNE | 5 | 8 |
| STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE | 9 | 3 |
| RZUTY ROŻNE | 3 | 7 |
| SPALONE | 1 | 0 |
| FAULE | 16 | 19 |
| Ż.K. / Cz. K. | 3/0 | 2/0 |
Tempo Białka - MKS Trzebinia 2:4 (0:2)
Gole dla Tempo: Hutyria, Grzechynka.
Gole dla Trzebini: Kowalik, Kalinowski (obaj po dwa gole).
Składy:
Tempo: Wałach - Grzechynka, Kalicki, Talaga, Pająk (46' Basiura), Palarczyk, Piekarczyk (46' Hutyria), Puzik, Kamiński, Fujak, Janeczek.
Trzebinia: Wróbel - Górka, Grzyb, Barczyk, Kalinowski, Sochacki (46' Martyniak), Kurek, Szczurek (90' Ruczyński), Zybiński, Węgorek (80' Garlacz), Kowalik,
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze