W malowniczej scenerii pod Babią Górą, na wysokości 800 m n.p.m., trwa wyjątkowy harcerski obóz. Niecodzienny, bo zorganizowany przez Hufiec „Wilno” ZHP z Wielkiej Brytanii, który od niemal 70 lat działa na emigracji, obejmując swym zasięgiem tereny od Doncaster aż po szkocką granicę. Tym razem młodzi harcerze postanowili spędzić lato w Polsce – i nie mogli wybrać piękniejszego miejsca niż Zawoja.
Pomysł na lokalizację podsunęła rodzina jednego z harcerzy, która skontaktowała organizatorów z panem Michałem Bartyzelem, właścicielem Polany Naroczak. To właśnie tam rozbito namioty i zbudowano obozową infrastrukturę – prycze, bramę, kuchnię polową. Całość tchnie tradycją, zaradnością i duchem wspólnoty.
– Pobyt „angielskich” harcerzy pod Babią Górą to zupełnie niecodzienne wydarzenie. I to nie tylko dla nich – mogą w ten sposób poznać piękny skrawek swej Ojczyzny, ale także dla nas, miejscowych. Los sprawił, że żyją na co dzień daleko od Polski, ale pielęgnują w sobie miłość do niej w codziennym życiu. Udział w apelu, wspólne odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego – to naprawdę wzruszające momenty. Mam nadzieję, że będą Zawoję – mimo aury – ciepło wspominać i kiedyś pod Babią Górą wrócą – mówi Michał Bartyzel.
Pogoda – jak to pod Babią Górą – bywa kapryśna, ale młodym harcerzom niestraszna. Jak przyznaje phm. Dawid Topolski, komendant i hufcowy w jednej osobie, deszczowe dni dały im w kość, ale nastroje są doskonałe. Codziennie odbywają się zajęcia terenowe, nauka nowych umiejętności i ćwiczenia sprawnościowe.
W czasie pobytu harcerze mieli okazję spotkać się z leśnikiem Babiogórskiego Parku Narodowego, który opowiedział o zasadach przebywania na chronionych terenach i… osobiście poprowadził ich na szczyt Babiej Góry żółtym szlakiem. Zdobycie Królowej Beskidów było jednym z kulminacyjnych punktów programu.
– Obóz położony jest na stokach Babiej Góry, na wysokości 800 m n.p.m. Oczywiście pogoda dała się nam we znaki, ale nie było i nie ma żadnego zagrożenia, które uzasadniałoby potrzebę ewakuacji – wedle zaleceń Wojewody – uspokaja Michał Bartyzel.
Harcerze z „Wilna” przyjechali do Polski nie tylko po przygodę, ale też po emocje, które trudno odnaleźć gdzie indziej. Śpiew Mazurka Dąbrowskiego wśród beskidzkich lasów i ognisko z widokiem na Tatry – to dla wielu z nich pierwszy tak bliski kontakt z Polską.
– Ludzie, których spotkaliśmy, byli niezwykle życzliwi i pomocni. To doświadczenie zostanie z nami na długo – mówi komendant obozu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze