W trzecim odcinku naszego nowego cyklu, głos zabierze Szymon Wróbel. Jordan Jordanów po awansie do ligi okręgowej w sezonie 2018/2019 dwukrotnie nie zachwycił czy to w pandemicznym, skróconym sezonie 2019/2020 czy to w obecnych rozgrywkach. Jak sytuację w Jordanie widzi jeden z jej liderów, można się przekonać czytając poniższy tekst. Zapraszamy!
Maciej Krzyśków: Rozmawiamy akurat w momencie, gdy trwa losowanie grup eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. Polska może trafić do grupy z Anglią lub Niemcami. Chwila i... Wszystko jasne - Anglia to będzie ta najwyżej rozstawiona drużyna w naszej grupie.
Szymon Wróbel: - Czeka nas bardzo trudny mecz z młodą drużyną, jaką teraz mają Anglicy. Zdecydowanie lubię oglądać także Premier League. Niestety, od dwudziestu lat jestem kibicem Arsenalu Londyn, ale jestem dobrej myśli, że może wreszcie zaczną dobrze grać.
Dla mnie wizytówką Arsenalu jest ta drużyna z czasów Bergkampa, Henry"ego, Overmarsa, Ljungberga, Vieiry czy Petita.
- To był świetny skład, ale teraz są inni zawodnicy. Po grze i wynikach drużyny z Londynu widać, że nie wszystko jest dobrze poukładane. Jestem jednak dobrej myśli, że zaskoczą. Na ten moment wygląda to źle, ale zawsze byłem i będę kibicem Arsenalu.
A jesteś też zwolennikiem tego, żeby trenerowi dać tak długo pracować, jak to miało miejsce w Arsenalu w przypadku Arsène"a Wengera? Wielokrotnie odsyłano Francuza na bruk czy w późniejszych czasach na emeryturę.
- Uważam, że cierpliwość, zaufanie w stosunku do trenera to jest dobry sposób na to, żeby drużyna zaczęła dobrze grać. Gdy się zmienia trenera co pół roku, co rok, to ci zawodnicy nie mają nawet czasu, żeby się zgrać. Niektórym drużynom potrzeba też więcej czasu, żeby zrozumieć trenera i jego taktykę. Nawet jeżeli wyniki początkowo mogą być niezadowalające. Sądzę, że Mikelowi Artecie trzeba dać czas i przyjdą wyniki.
Czyli Jakub Jeziorski musi zostać w Jordanie?
- Zdecydowanie. Zawsze byłem za trenerem Jeziorski, bardzo go lubię prywatnie, cały czas mi pomaga i sądzę, że to bardzo dobra osoba na stanowisku trenera w Jordanie. Dobrze nas zna, także prywatnie. Stara się, dzwoni, pyta czy wszystko ok. Sądzę, że damy radę się utrzymać w tym roku, a co będzie w kolejnym, to zobaczymy.
Na razie widzimy, że następuje ewidentna zmiana pokoleniowa w Jordanie. Jest wielu zawodników młodych, jest wielu takich, którzy najlepsze lata mają za sobą. I wreszcie są też tacy zawodnicy ja ty, którzy mogą być łącznikami między młodszymi i starszymi. Czujesz taką odpowiedzialność?
- Dziesięć lat temu, kiedy wchodziłem do seniorów w Jordanowie, już taką odpowiedzialność odczuwałem. I nie miało znaczenia, że byłem młodzieżowcem. Zawsze chciałem jak najlepiej dla drużyny. Teraz moja rola jest jeszcze większa, chociaż nigdy też nie byłem typem "kapitana". Młodzi zawodnicy muszą pojawiać się w drużynie i nieważne, czy popełnią jeden czy drugi błąd. Trzeba ich motywować, wspierać, a oni muszą słyszeć słowa otuchy z każdej strony. Oni są przyszłością każdego zespołu.
Od zawsze miałeś takie zamiłowania do kiwania się?
- Jak byłem młodszy, to chyba jeszcze bardziej (śmiech). Według mnie to bardzo ważne, żeby w drużynie był taki zawodnik, który potrafi zrobić w ten sposób przewagę mijając dwóch, trzech rywali. I nieważne, że czasem może stracić piłkę. Jeżeli byłbym trenerem i miałbym w drużynie zawodnika, który potrafi grać "jeden na jednego" z przeciwnikiem, to motywowałbym go z całych sił, żeby się nie bał i starał się okiwać kolejnego przeciwnika.
Powiem tak. Jak dobrze wiesz, oglądałem wiele spotkań Jordana...
- (śmiech)
I z moich obserwacji wynika, że czasem trzeba czy nie trzeba, to Szymek Wróbel potrafi zakiwać się na śmierć. Lepszym rozwiązaniem byłoby wcześniej zagrać, podać...
- Cały czas powtarza mi trener, że może mi zabraknąć czasu, żeby wykonać to ostatnie podanie. Jestem tego świadomy, ale jestem też w takim wieku, że tego się nie wypleni. Zespół powinien jednak mieć, nie mówię tutaj dosłownie o sobie, kogoś, kto potrafi piłkę przyjąć, rozglądnąć się, minąć przeciwnika, zrobić przestrzeń w środku i tym samym przewagę.
Szkoda, że nie grasz teraz razem z Robertem Karkulą, bo byłoby co oglądać. Widać, że brakuje ci takiego zawodnika, z którym mógłbyś rozumieć się bez słów. Kimś takim byłby według mnie właśnie Robert.
- Robert już chyba zakończył swoją karierę. Miał to coś - był bardzo szybki, miał "mieszadło" w nodze.
Żeby skończyć już ten temat kiwki - skąd się wzięło u ciebie takie zamiłowanie do niej ? Na podwórku wolałeś minąć trzech, czterech kolegów niż zdobyć gola?
- Bardziej cieszyły mnie asysty, dogrania do kolegów, którzy zdobywali potem bramki niż właśnie samo pokonywanie bramkarzy. Fajna akcja, podanie, dośrodkowanie - to jest to, co cenię najbardziej. Nigdy nie byłem typem zawodnika, który lubi strzelić gola z pięciu metrów do pustej bramki. Wolałem zrobić coś bardziej do zapamiętania.
Przeszłość zatem zostawiamy, skupiamy się na teraźniejszości. W skali szkolnej od 1-6 jak oceniłbyś rundę jesienną sezonu 2020/2021? Nie chodzi mi, by patrzeć przez pryzmat wyników, bo te jak wiemy, były słabe, ale na potencjał, jaki według ciebie ma aktualnie Jordan.
- Trzy na szynach. Nasza gra nie wyglądała najlepiej, ale najgorzej również. W wielu spotkaniach do 60 minuty graliśmy nawet dobrze, lecz brakowało nam w tym ostatnim fragmencie sił oraz zmienników. Zazwyczaj nasza ławka była krótka i nie było na niej takich zawodników, jakich mieliśmy chociażby w sezonie 2018/2019, gdy wygraliśmy A-klasę. To właśnie takie zmiany powodowały, że w drużynę wchodziły nowe siły i potrafiliśmy odmieniać losy spotkań. Wracając do teraźniejszości, to uważam, że można wiele wycisnąć z naszej obecnej drużyny. Mam też nadzieję, że runda wiosenna się odbędzie i cała ta sytuacja z koronawirusem nie spowoduje, że związki piłkarskie odpuszczą grę w drugiej części sezonu. Historia pokazuje, że po dobrze przepracowanej przerwie zimowej, na wiosnę zazwyczaj lepiej się prezentowaliśmy. Liczę, że na runda rewanżowa się dojdzie do skutku, a my awansujemy do górnej połówki ligowej tabeli.
Wszyscy kibice Jordana chcieliby, żeby wyznacznikiem formy i waszej postawy w rundzie wiosennej był wygrany 4:2 mecz z Zalesianką Zalesie (link do relacji TUTAJ). Nawet gdyby po takiej postawie Jordan przegrał mecz, to w oczach kibiców byłby zwycięski. We wspomnianym spotkaniu było wszystko - walka, ambicja, koniec końców nawet i wygrana 4:2, chociaż do przerwy to goście prowadzili 2:0 zdobywając trafienia w samej końcówce pierwszej odsłony. Niestety były i w pierwszej części sezonu takie spotkania, po których trener Jeziorski przepraszał za postawę drużyny.
- Mecz z Zalesianką pokazał, jak duży potencjał w nas drzemie. To było to, o czym wspomniałeś - ambicja i wola walki, ale też po prostu dobra gra. Do końca wierzyliśmy w zwycięstwo, byliśmy zmotywowani. Według mnie utrzymać taki poziom we wszystkich spotkaniach byłoby niemożliwe, ale gdybyśmy w taki sposób zaprezentowali się w połowie, albo więcej niż połowie meczów w minionej rundzie, to mielibyśmy teraz nie 11, ale 19, 20 punktów na koncie. W trzech, czterech spotkaniach spokojnie mogliśmy szalę zwycięstwa przechylić na naszą korzyść. Były spotkania, w których nie mieliśmy wiele do powiedzenia, ale były dwa mecze, w których de facto nie grałem, gdzie mogliśmy spokojnie wygrać.
Jeden z nich to zapewne ten z waszym sąsiadem w tabeli Krokusem Przyszową, gdy prowadziliście już 3:0.
- ... a przegraliśmy 3:4. Drugi mecz, który mam na myśli, to ten zremisowany 1:1 na inaugurację z AKS Ujanowice. Żałuję też ostatniego meczu z Szaflarami. Drużyna ta jest wiceliderem, ale na mecz z nami przyjechała bez 5-6 podstawowych zawodników. To było spotkanie przegrane na własne życzenie. Objawiły się w nim naszej grzechy - była mniejsza motywacja, mniejsza intensywność. Ciężko wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Kolejny mecz, z którego wynikiem się nie zgadzam, to ten zakończony porażką 2:1 Granitem Czarną Górą. Dodając wszystkie straty to wyjdzie, że 10 punktów mieliśmy na wyciągnięcie ręki.
Przed startem rundy czy sezonu rozmawiam z trenerami i np. Jakub Jeziorski zawsze mówi, że ktoś przyszedł i odszedł, ale o jednym zawodniku powtarza wciąż jedno. Nie wiadomo, co będzie z Szymonem Wróblem.
- Dwa tygodnie temu przeszedłem zabieg artroskopii kolana. Wszystko zaczęło się na początku roku, kiedy to przez dwa miesiące zaczynając od marca, praktycznie nie biegałem. W czerwcu przeszedłem badanie rezonansem i potwierdziło ono problem z łąkotką. Usłyszałem wtedy, że uraz ten kwalifikuje się do operacji. Pozostawało tyko pytanie, kiedy go przeprowadzić? Lekarz ortopeda zdecydowanie odradzał mi wówczas grę. Powiedziałem jednak, że jeszcze chcę pomóc drużynie i w sumie tylko dlatego występowałem w minionej rundzie. Starałem się zagrać we wszystkich meczach, mimo że mniej lub bardziej, ale kontuzja dawała o sobie znać... Mój plan był taki, żeby zabieg przeprowadzić w zimie, a po rehabilitacji zacząć treningi w lutym tak, żeby być gotowym na start rundy rewanżowej.
To jak już wszystko ze zdrowiem będzie w porządku, to pozostanie pytanie, na której pozycji powinieneś grać. Głównie występujesz w środku pola, ale i w ataku można cię nierzadko zobaczyć.
- Na obu pozycjach czuję się dobrze. To, że występowałem ostatnio w ataku było bardziej wynikiem tego, że z powodu urazu nie byłem w stu procentach przygotowany fizycznie do gry. Z powodu problemów z kolanem nie brałem udziału we wszystkich treningach. Była to zapobiegawcza decyzja ze strony trenera. Kiedy popatrzymy na sezon 2018/2019, w którym wygraliśmy A-klasowe rozgrywki, to tam wystąpiłem pięć razy w ataku i zdarzyło mi się zdobyć dwa, trzy gole w meczu. Zawsze grałem jednak w środku pola i tam najbardziej lubię występować. Poza tym szybkość, która jest niezbędna dla napastnika, nie jest moją najsilniejszą stroną.
Wspomniałeś zwycięski dla was sezon 18/19. Potem były jeszcze dwa niepełne - ten przerwany przez pandemię 2019/2020 i ten, którego pierwszą część macie za sobą. 13 i 11 punktów - tak punktujecie w nowej okręgówce. I na pewno taki stan rzeczy was nie zadowala. Co zrobić, by go zmienić?
- Potrzebujemy 3-4 zawodników, żeby zapełnić meczowa 18-stke. Co prawda mamy taką ilość zawodników i są oni bardzo dobrzy, ale kontuzje i inne okoliczności powodują, że jak przychodzi do rozgrywania spotkań, to mamy braki w meczowym protokole. Na jakie pozycje potrzebne są nam nowe twarze? Do obrony, pomocy i ataku. Ważne jest to, żeby trener miał wybór, mógł wymieniać zawodników, a jeżeli chodzi o zawodników, to niezbędna jest konkurencja. Musimy się bać, że nie każdy może zagrać i w ten sposób podnosić poziom całego zespołu. Jeżeli nie uda się nikogo ściągnąć do Jordanowa, to zdecydowanie trzeba postawić na bardzo dobre fizyczne i motoryczne przygotowanie do rundy wiosennej i dobrze opanować taktykę wymyśloną przez trenera.
Coś jest na rzeczy z nowymi zawodnikami w Jordanie?
- Wiem, że po ostatnim spotkaniu z ligowym z Szaflarami mieliśmy treningi oraz sparingi. Byli i nowi, przymierzani do Jordanowa zawodnicy. Jakieś kroki zatem zostały poczynione, by wzmocnić naszą kadrę.
Jednym z największych wzmocnień byłoby to, żeby Gaweł Tyrpa nie narzekał na zdrowie. Pokazał to i wspomniany przeze mnie wzorcowy mecz z Zalesianką.
- Zdecydowanie tak. Gaweł to ważna cześć naszej drużyny, do tego jest niezwykle wybiegany.
Wracając do wzmocnień to okazuje się, ze nie trzeba ich wcale szukać na tym samym lub jeszcze wyższym poziomie rozgrywkowym. Bardzo dobrze do zespołu wprowadził się Andrii Drozd, który przyszedł przecież z B-klasowej Bystrej. Grał tak, jakby w Jordanie był od kilku co najmniej lat.
- Andrii to nie tylko bardzo fajny zawodnik, ale także niezwykle pozytywny człowiek. Podczas meczu nie boi się wsadzić głowy tam, gdzie niektórzy boją się wsadzić nogę. Wydaje się, że przeskok o dwie klasy z B do okręgówki jest bardzo duży, a on sobie z tym bardzo dobrze poradził.
A może to nie jest problem w lidze, ale w umiejętnościach zawodników dzielący te klasy rozgrywkowej? Mógłbym tutaj wymienić kilka indywidualności z klasy B, które oczywiście gdyby trenowały więcej i częściej, tak jak to czynią np. zawodnicy grający w okręgówce, to w tej wyższej klasie spokojnie mogliby zaistnieć.
- Zgadzam się. Jordan rozgrywa sparingi z drużynami z B-klasy i czasami takie spotkania mogłyby zakończyć się remisem 5:5 albo wysokim 7:1 dla jednej lub drugiej strony. Może to kogoś dziwić, ale jak pokazał to przykład Andriija - niekoniecznie. Wielu zawodników gra w B-klasie, bo nie ma czasu regularnie trenować, ale lubią przychodzić na mecz i chociaż zagrać z marszu.
Jak myślisz, czy zadziałałoby to na przykładzie takim, że zawodnik z okręgówki idzie się sprawdzić w IV czy III lidze i tam gra?
- Nie dla wszystkich, ale dla zawodników, którzy "czują" piłkę byłoby to do osiągnięcia. We wspomnianych ligach sama walka nie wystarcza. Trzeba mieć "poukładane" w głowie, żeby tam występować. Już w IV-lidze treningi są typowo taktyczne, wyprowadza się piłkę od własnej bramki, zagrywa się do pomocnika, wędruje ona na bok. Ładnie to wygląda.
To już bardziej dobitnie - Szymon Wróbel i IV-liga, może III. Dałby radę? A może czekasz, aż Jordan będzie tam występował?
- Jordan w wyższej klasie rozgrywkowej to byłaby najlepsza z opcji. Samych propozycji, by zagrać w wyższej lidze, miałem kilkanaście. Nie chciałem jednak iść do IV-ligi, ale gdyby taka propozycja pojawiła się z III lub II ligi, to chciałbym spróbować. Prawda jest taka, że bardziej od występów w IV-lidze zależy mi na grze w Jordanie. Mam sentyment i jestem przywiązany do tego klubu. Inni go zostawili, ale ja pomyślałem, że chcę tu występować. Po kilku latach myślałem jeszcze inaczej - kto, jak nie ja ma w Jordanie grać?
Ale wbiłeś szpilę. Kilka nazwisk można by tu spokojnie teraz podać.
- (śmiech) Tak było i nie ma się co obrażać. Nie byłem nawet zdziwiony, że tak niektórzy postąpili. Jak mówiłem, miałem też propozycje z innych zespołów, ale postanowiłem zostać w Jordanie. Chcę tu grać...
... i będę tu grać przez najbliższe 10 lat?
- Wszystko zależy od zdrowia. Może nie przez 10, ale chociaż przez pięć (śmiech).
I tak przegadaliśmy całe losowanie do MŚ w Katarze. Anglia, Węgry, Albania, Andora, San Marino.
- Jeżeli polepszymy naszą grę, a Jerzy Brzęczek zostanie zmieniony...
Ponoć nie lubisz zmieniać trenerów?
- Bo nie lubię. Uważam jednak ze nie jest na odpowiednim poziomie, żeby trenować polską reprezentację. Byli lepsi kandydaci, którzy powinni otrzymać taką szansę. Aktualny stan gry naszej kadry nie pokazuje, że miałoby się coś polepszyć. Z meczu na mecz coraz gorzej prezentujemy się na murawie, chociaż wcześniej nie wyglądało to tak źle. Chciałbym się mylić, ale jestem pesymistą, jeżeli chodzi o postawę naszej reprezentacji. Stać nas jednak na to, żeby zakwalifikować się do mundialu 2022.
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze