W piątym artykule "Głos z murawy" sprawdzamy, co się działo w minionej rundzie w Narożu Juszczyn. Zespół z Juszczyna co roku wymieniany jest w gronie faworytów do awansu, ale tak jak w poprzednim sezonie (który trwał jak pamiętamy jedną rundę) Naroże musiało uznać wyższość Sokoła Przytkowice (8 punktów straty), tak teraz ogląda plecy (12 punktów straty) Skawy Wadowice. Dlaczego? O rundzie jesiennej rozmawiamy z Rafałem Drobnym.
Maciej Krzyśków: Runda jesienna sezonu 2020/2021 za nami. Zakończyliście ją porażką w derbowym spotkaniu z Jałowcem Stryszawa 1:0
Rafał Drobny: - Przez 2/3 sezonu wyglądaliśmy słabo fizycznie i uważam, że głównie z tego powodu nie jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli. Spotkaniem, które pokazało naszą "ścianę" w tamtym okresie był derbowy pojedynek ze Strzelcem Budzów, w którym nie mieliśmy nic do powiedzenia. Nie chodziło o umiejętności, ale o walkę, fizyczność.
Byłem, widziałem mecz ze Strzelcem (relacja ze spotkania Naroże-Strzelec dostępna jest TUTAJ)
- Patrząc na nasz skład, to powinniśmy być liderem w A-klasie. Prawdziwe oblicze Naroża można było zaobserwować w ostatnich 5-6 spotkaniach, kiedy potrafiliśmy naprawdę wysoko wygrywać. Na koniec przydarzyła się co prawda derbowa porażka z Jałowcem...
Też byłem na tym spotkaniu (relacja ze spotkania Jałowiec-Naroże dostępna jest TUTAJ)
- ...to wiesz, że gdybyśmy w pierwszej połowie wykorzystali jedną z sytuacji, to ten mecz zakończylibyśmy zwycięstwem. Jestem o tym przekonany.
Zgoda. Wymieniłeś dwa derbowe przegrane spotkania, ale w meczu na szczycie ze Skawą też przegraliście.
- Skawa jest dobrze zorganizowanym zespołem, dlatego zajmują takie, a nie inne miejsce. Jeżeli chodzi o skład czy umiejętności, to nie są od nas lepsi.
Skąd zatem takie problemy fizyczne u zawodników, którzy mają doświadczenie w wyższych ligach i tą klasę rozgrywkową powinni "zjeść"?
- Czasami ciężko było połączyć treningi pod względem intensywności dla wszystkich, bo mamy w drużynie także sporo młodych zawodników. Ja np. nie potrzebuję ciężkich treningów, a dla kogoś innego takie zajęcia mogą być niezbędne. Może też za lekko ćwiczyliśmy w okresie przygotowawczym, a sparingi, które wygrywaliśmy z wyżej notowanymi drużynami, też nas uśpiły? Ciężko jest wskazać jedną przyczynę. Byłeś na meczu z Wisłą Łączany, który wygraliśmy 5:1?
Tak (relacja z meczu TUTAJ)
- To widziałeś, że mimo takiej wygranej, wcale nie była między nami i Wisłą taka różnica. Wygraliśmy raczej przez indywidualne akcje, a mecz kręcił się wokół wyniku 5:3 czy 5:4.
Miniona runda jesienna i sezon 2019/2020, który ograniczył się tylko do jednej części, wyglądały dla Naroża podobnie. Rok temu również w końcówce rundy wygraliście ostatnie mecze (sześć dokładnie - przyp. red.). Koniec końców, liderem był jednak zawsze ktoś inny. Rok temu do Sokoła traciliście 8 punktów, teraz Skawa odjechała na punktów dwanaście.
- W rundzie jesiennej na siedemnaście meczów, w sześciu traciliśmy punkty (4 porażki, dwa remisy - przyp. red.). Tak nie powinno być. Z Nadwiślanką Brzeźnica mieliśmy przewagę, a schodzimy z boiska pokonani 6:3. Z jednej strony problemem jest wspomniana fizyczność, ale też i dezorganizacja gry. W Brzeźnicy prowadzimy 2:1, mamy kolejne okazje, atakujemy, zamiast spokojnie się cofnąć, nastawić na kontrę i wygrać 3:1 czy 4:1. A tak, to sami zostajemy skontrowani przez przeciwnika.
Wspomniałeś, że długo grasz w Juszczynie. Czy analizowaliście w tym sezonie to, że zdecydowanie za dużo punktów tracicie w derbowych pojedynkach? Łącznie to aż osiem punktów. Dwie porażki ze Strzelcem i Jałowcem, do tego remis z Żurawiem. Nie ma co ukrywać, wszyscy się na Naroże nastawiają. Wygląda to jednak tak, że o ile w tamtych drużynach ten dodatkowy bodziec zostaje uwolniony, to w Narożu dla większości to mecz jak każdy. Jak się to kończy, widzieliśmy.
- Tak, analizowaliśmy to. Czego nam zabrakło? Większej determinacji, walki ale też możliwe, że było to wynikiem słabszej dyspozycji fizycznej. Coś w tym jest, że nie czuło się u nas strasznego ciśnienia, że to są derby. A powinno się czuć. Mały stresik, dodatkowe ciśnienie zawsze mobilizuje. Dla nas pojedynki derbowe były traktowane jak każde inne. Inaczej to powinno wyglądać. Nawet po liczbach fauli czy żółtych kartkach w tych spotkaniach widać, że nie byliśmy zbytnio agresywni. Brakowało w takich słabszych momentach takich zawodników jak Marcin Kuszyk, który w poprzednich sezonach zawsze szarpnął, niekonwencjonalnie zagrał czy strzelił bramkę z dystansu. Bardzo nam pomagał w trudnych momentach.
Nie jest tak, że mówicie Świdrowi, Antolakowi czy Masłowskiemu, że to mecze z lokalnym drużynami, które się specjalnie na was nastawiają i trzeba z siebie dać więcej niż w meczu jak co dzień?
- W szatni jest mobilizacja, ale obecnemu Naroże czegoś brakuje... W sezonie, gdy awansowaliśmy do okręgówki mieliśmy zespół, który chciał za wszelką cenę zwyciężać. Brakuje pazerności na zwycięstwa. Chodzi o cały klub, nie tylko o zawodników. Czasami nie czuć tej atmosfery derbów. Naszym celem powinien być awans i powinniśmy go zrealizować, bo mamy skład, który powinien walczyć o najwyższe miejsca. Nie w A-klasie, ale w okręgówce.
A jak ty siebie ocenisz? Dalej masz ta "żyłkę", że jak jedziesz na mecz Naroża, to się nastawiasz na walkę do upadłego?
- Wychodzę z założenia, że w każdym meczu trzeba walczyć. Bez względu na rywala. Nie odpuszczam nawet w sparingach, o co często mają pretensje do mnie przeciwnicy.
Jakim trenerem jest Marcin Ferek? Miałeś wielu trenerów, grałeś w wielu klubach na różnym poziomie. To pierwszy kolega z boiska w takiej roli?
- Nie, ale nigdy to nie wychodziło na dobre. Dla mnie trener powinien mieć duży autorytet i szacunek. Inaczej wygląda sytuacja z kumplem, które znam wiele lat, razem chodziliśmy na imprezy. Takim trenerem jest Tomek Rogala, który był moim szkoleniowcem w Poroninie. Kiedy trzeba było to głośniej krzyknął, innym razem coś bardziej dobitnie powiedział. Miło wspominam Andrzeja Paszkiewicza z Hutnika, którego uważam za najlepszego trenera, z którym mogłem pracować. Przez koleżeńskie relacje nie osiągnie u mnie Marcin stuprocentowego autorytetu jako trener, ale jak na swoje początki radzi sobie przyzwoicie.
Rafał Drobny widzi siebie w przyszłości jako trenera drużyny seniorów?
- Na razie to jestem trenerem, ale personalnym. Teraz skupiam się na kickboxingu, chociaż papiery trenera piłki nożnej na pewno w przyszłości zrobię. Stawiam sobie pewne cele i wiem, że je osiągnę.
Pierwsza oferta w pracy w roli trenera piłki nożnej za tobą?
- Tak i pochodziła z jednej z lokalnych wsi, ale na razie takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Musiałbym za wiele zmian w swoim życiu zrobić, żeby teraz taką ofertę przyjąć. Papiery trenerskie na pewno jedna zrobię. Nawet jeżeli nie po to, żeby kogoś trenować, to chcę to zrobić dla siebie.
Powodzenia
- (śmiech) Na pewno je zrobię, ale teraz musiałbym zrezygnować z dwuzmianowej pracy. W pracę trenera musiałbym się zaangażować w stu procentach, a nie na pół gwizdka.
To może lekki powrót do przeszłości, czyli gdzie był ten moment, w którym czujesz, że miałeś apogeum formy?
- Kiedy grałem w Hutniku Kraków i Dalinie Myślenice czy Orkanie Szczyrzyc. Byłem na testach w Podbeskidziu Bielsko-Biała, które występowało wówczas w 1. lidze. W Narożu też w pierwszych sezonach czułem się mocny.. Trener Jakub Jeziorski miał takie stare metody związane z bieganiem i przygotowaniem do sezonu, ale zdało to egzamin - zrobiliśmy awans i czuliśmy się świetnie fizycznie. Ogólnie to od czasu odejścia trenera Jeziorskiego, Naroże pod względem sportowym notuje regres. On był trenerem, który ogarniał to wszystko tak, że potrafił wycisnąć z nas maksimum możliwości.
A gdzie był ten moment, w którym zabrakło, by Rafał Drobny wszedł jeszcze na wyższy piłkarski poziom?
- Inne były czasy, nie każdy miał menedżera. Na testach w Podbeskidziu prezentowaliśmy się z bratem naprawdę dobrze. Byliśmy także na testach w Ruchu Radzionków. Kiedy grałem w Dalinie, to miałem ofertę z Radomiaka Radom, który występował wówczas w 1. lidze. Dowiedziałem się o tej ofercie w trakcie sezonu, bo mi wcześniej o niej nikt nie powiedział. Jestem zadowolony z tego, co w piłce osiągnąłem. Przy większym szczęściu, mogło być coś więcej. Grałem na równym poziomie z Łukaszem Broziem w Kmicie Zabierzów. To była wówczas druga liga. Mieszkaliśmy w jednym pokoju w Kmicie Zabierzów. Przez długi czas grałem w kadrze Małopolski długi czas. Dzięki piłce poznałem mnóstwo fajnych ludzi, z którymi utrzymuję po dzień dzisiejszy relacje.
Nie wspomniałeś za wiele o Porońcu Poronin, a był to nieco zwariowany czas.
- Fajni zawodnicy, sporo pieniędzy i duża presja, bo nawet nie mogliśmy zremisować w sparingu.
Takiej presji w Narożu nie ma, ale na pewno za stuprocentowego kibicem można uznać prezesa Krzysztofa Sarnę. Czasem mi się wydaje, że aż za słabo reaguje na to, co się dzieje na murawie i w waszej szatni.
- Też tak uważam. Sądzę, że powinien bardziej zaangażować się w sprawy sportowe i reagować na niektóre rzeczy.
Chciałbyś tego? Po meczu ze Strzelcem czy Jałowcem wchodzi prezes do szatni i..
- Może nie chciałbym dokładnie, by robił to, co działacze robili w Poroninie (śmiech), ale powinien się bardziej zaangażować w sprawy sportowe. Nawet jeżeli chodzi o transfery, to wszystko jest załatwiane przez zawodników i Marcina Ferka. Mamy mało zawodników z naszego powiatu i jak problemy finansowe zrobią się większe, to kto w Narożu zostanie? Jak ktoś jest z Nowego Targu, czy jeszcze z dalsza, to jak ma dojeżdżać potem do Juszczyna, żeby ewentualnie tam grać za darmo?
Armie zaciężne w lokalnych klubach to temat wszystkim dookoła doskonale znany. Przez pryzmat wyniku, który i tak wcale nie jest osiągany taki, jakiego sobie działacze życzą, takie armie są i były sprowadzane przez dłuższy czas.
- Jestem już szósty sezon w Narożu i ze spraw organizacyjnych jak i finansowych, prezes Sarna bardzo dobrze się wywiązuje. Kiedy przychodziłem do Naroża, to naprawdę było tam jednak sporo zawodników z okolicy. Skład się przez te lata zmieniał i teraz jest jak jest. Jakby tego było mało, to Paweł Gąstała, czyli człowiek od dawna związany z Naroże Juszczyn, meczem z Jałowcem zakończył karierę.
Do końca kariery zbliżasz się również i ty. Można jednak wyobrazić sobie Rafała Drobnego jeszcze w innym klubie?
- Ciężko powiedzieć. Czekam na koniec roku i mam nadzieję, ze zajęcia w okresie przygotowawczym do rundy wiosennej będą tak ustawione, by nie kolidowały z moimi treningami w kickboxingu.
Nie jest tajemnicą, że miałeś wiele ofert z lokalnych klubów
- Zdecydowanie najwięcej było ich z Tempo Białka. Halniak Maków Podhalański również mnie chciał. Rozmawiałem z bratem z Halniakiem jeszcze zanim przyszliśmy do Juszczyna. Docierały też do mnie informacje o zainteresowaniu ze strony Babiej Góry Suchej Beskidzkiej.
Wspomniałeś kickboxing
- Mocno patrzę w jego stronę i przeszkadza to również w treningach w Narożu. Z tego powodu zdarzało się, że ostatnio siedziałem na ławce w Narożu. Mam swoje cele w kickbxingu i z tego powodu nie dogadujemy się z Marcinem Ferkiem. Cały czas jestem w mocnym treningu, a tam od samej rozgrzewki do końca zajęć jest wszystko tak intensywne, że nie można tego porównać do żadnych przygotowań w piłkę.
Kto cię trenuje?
- Łukasz Jarosz w Rabce. Chodzę też często na siłownie.
Siłownia to twój dom.
-(śmiech) Nawet jak ten wywiad przeprowadzamy to widzisz, ze jestem w siłowni.
To na koniec, czy możesz zdradzić jakiś sposób na długowieczność? Często jesteś kopany, sam też często kopiesz, ale kontuzje raczej cię omijają
- Uważam, że to przez predyspozycje, jakie mam wspólnie z bratem, nie mieliśmy wielu urazów. Wszyscy widzą, jak wyglądamy (śmiech). Wielu ważnych rzeczy jak dbać o ciało dowiedziałem się podczas kursów na trenera personalnego, poszerzyłem też swoją wiedzę zakresie dietetyki. Gdybym o nich wiedział wcześniej, wówczas grałbym o wiele lepiej. Mogę przyznać, że obecnie czuję się lepiej niż kilka lat temu. Na pewno jednak częste wizyty w siłowni pomagają grać w piłkę nożną.
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, nie najmłodsi
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze