Reklama


Głos z murawy. Rafał Drobny (Naroże Juszczyn): Nie jesteśmy pazerni na zwycięstwa

13/12/2020 12:55

W piątym artykule "Głos z murawy" sprawdzamy, co się działo w minionej rundzie w Narożu Juszczyn. Zespół z Juszczyna co roku wymieniany jest w gronie faworytów do awansu, ale tak jak w poprzednim sezonie (który trwał jak pamiętamy jedną rundę) Naroże musiało uznać wyższość Sokoła Przytkowice (8 punktów straty), tak teraz ogląda plecy (12 punktów straty)  Skawy Wadowice. Dlaczego? O rundzie jesiennej rozmawiamy z Rafałem Drobnym.

Maciej Krzyśków: Runda jesienna sezonu 2020/2021 za nami. Zakończyliście ją porażką w derbowym spotkaniu z Jałowcem Stryszawa 1:0

Rafał Drobny: - Przez 2/3 sezonu wyglądaliśmy słabo fizycznie i uważam, że głównie z tego powodu nie jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli. Spotkaniem, które pokazało naszą "ścianę" w tamtym okresie był derbowy pojedynek ze Strzelcem Budzów, w którym nie mieliśmy nic do powiedzenia. Nie chodziło o umiejętności, ale o walkę, fizyczność.

Byłem, widziałem mecz ze Strzelcem (relacja ze spotkania Naroże-Strzelec dostępna jest TUTAJ)

Reklama

- Patrząc na nasz skład, to powinniśmy być liderem w A-klasie. Prawdziwe oblicze Naroża można było zaobserwować w ostatnich 5-6 spotkaniach, kiedy potrafiliśmy naprawdę wysoko wygrywać. Na koniec przydarzyła się co prawda derbowa porażka z Jałowcem...

Też byłem na tym spotkaniu (relacja ze spotkania Jałowiec-Naroże dostępna jest TUTAJ)

- ...to wiesz, że gdybyśmy w pierwszej połowie wykorzystali jedną z sytuacji, to ten mecz zakończylibyśmy zwycięstwem. Jestem o tym przekonany.

Zgoda. Wymieniłeś dwa derbowe przegrane spotkania, ale w meczu na szczycie ze Skawą też przegraliście.

Reklama

- Skawa jest dobrze zorganizowanym zespołem, dlatego zajmują takie, a nie inne miejsce. Jeżeli chodzi o skład czy umiejętności, to nie są od nas lepsi.

Skąd zatem takie problemy fizyczne u zawodników, którzy mają doświadczenie w wyższych ligach i tą klasę rozgrywkową powinni "zjeść"?

- Czasami ciężko było połączyć treningi pod względem intensywności dla wszystkich, bo mamy w drużynie także sporo młodych zawodników. Ja np. nie potrzebuję ciężkich treningów, a dla kogoś innego takie zajęcia mogą być niezbędne. Może też za lekko ćwiczyliśmy w okresie przygotowawczym, a sparingi, które wygrywaliśmy z wyżej notowanymi drużynami, też nas uśpiły? Ciężko jest wskazać jedną przyczynę. Byłeś na meczu z Wisłą Łączany, który wygraliśmy 5:1?

Reklama

Tak (relacja z meczu TUTAJ)

- To widziałeś, że mimo takiej wygranej, wcale nie była między nami i Wisłą taka różnica. Wygraliśmy raczej przez indywidualne akcje, a mecz kręcił się wokół wyniku 5:3 czy 5:4. 

Miniona runda jesienna i sezon 2019/2020, który ograniczył się tylko do jednej części, wyglądały dla Naroża podobnie. Rok temu również w końcówce rundy wygraliście ostatnie mecze (sześć dokładnie - przyp. red.). Koniec końców, liderem był jednak zawsze ktoś inny. Rok temu do Sokoła traciliście 8 punktów, teraz Skawa odjechała na punktów dwanaście.

Reklama

- W rundzie jesiennej na siedemnaście meczów, w sześciu traciliśmy punkty (4 porażki, dwa remisy - przyp. red.). Tak nie powinno być. Z Nadwiślanką Brzeźnica mieliśmy przewagę, a schodzimy z boiska pokonani 6:3.  Z jednej strony problemem jest wspomniana fizyczność, ale też i dezorganizacja gry. W Brzeźnicy prowadzimy 2:1, mamy kolejne okazje, atakujemy, zamiast spokojnie się cofnąć, nastawić na kontrę i wygrać 3:1 czy 4:1. A tak, to sami zostajemy skontrowani przez przeciwnika.

Wspomniałeś, że długo grasz w Juszczynie. Czy analizowaliście w tym sezonie to, że zdecydowanie za dużo punktów tracicie w derbowych pojedynkach? Łącznie to aż osiem punktów. Dwie porażki ze Strzelcem i Jałowcem, do tego remis z Żurawiem. Nie ma co ukrywać, wszyscy się na Naroże nastawiają. Wygląda to jednak tak, że o ile w tamtych drużynach ten dodatkowy bodziec zostaje uwolniony, to w Narożu dla większości to mecz jak każdy. Jak się to kończy, widzieliśmy.

Reklama

- Tak, analizowaliśmy to. Czego nam zabrakło? Większej determinacji, walki ale też możliwe, że było to wynikiem słabszej dyspozycji fizycznej. Coś w tym jest, że nie czuło się u nas strasznego ciśnienia, że to są derby. A powinno się czuć. Mały stresik, dodatkowe ciśnienie zawsze mobilizuje. Dla nas pojedynki derbowe były traktowane jak każde inne. Inaczej to powinno wyglądać. Nawet po liczbach fauli czy żółtych kartkach w tych spotkaniach widać, że nie byliśmy zbytnio agresywni. Brakowało w takich słabszych momentach takich zawodników jak Marcin Kuszyk, który w poprzednich sezonach zawsze szarpnął, niekonwencjonalnie zagrał czy strzelił bramkę z dystansu. Bardzo nam pomagał w trudnych momentach.

Nie jest tak, że mówicie Świdrowi, Antolakowi czy Masłowskiemu, że to mecze z lokalnym drużynami, które się specjalnie na was nastawiają i trzeba z siebie dać więcej niż w meczu jak co dzień?

Reklama

- W szatni jest mobilizacja, ale obecnemu Naroże czegoś brakuje... W sezonie, gdy awansowaliśmy do okręgówki mieliśmy zespół, który chciał za wszelką cenę zwyciężać. Brakuje pazerności na zwycięstwa. Chodzi o cały klub, nie tylko o zawodników. Czasami nie czuć tej atmosfery derbów. Naszym celem powinien być awans i powinniśmy go zrealizować, bo mamy skład, który powinien walczyć o najwyższe miejsca. Nie w A-klasie, ale w okręgówce.

A jak ty siebie ocenisz? Dalej masz ta "żyłkę", że jak jedziesz na mecz Naroża, to się nastawiasz na walkę do upadłego?

Reklama

- Wychodzę z założenia, że w każdym meczu trzeba walczyć. Bez względu na rywala. Nie odpuszczam nawet w sparingach, o co często mają pretensje do mnie przeciwnicy. 

Jakim trenerem jest Marcin Ferek? Miałeś wielu trenerów, grałeś w wielu klubach na różnym poziomie. To pierwszy kolega z boiska w takiej roli?

- Nie, ale nigdy to nie wychodziło na dobre. Dla mnie trener powinien mieć duży autorytet i szacunek. Inaczej wygląda sytuacja z kumplem, które znam wiele lat, razem chodziliśmy na imprezy. Takim trenerem jest Tomek Rogala, który był moim szkoleniowcem w Poroninie. Kiedy trzeba było to głośniej krzyknął, innym razem coś bardziej dobitnie powiedział. Miło wspominam Andrzeja Paszkiewicza z Hutnika, którego uważam za najlepszego trenera, z którym mogłem pracować. Przez koleżeńskie relacje nie osiągnie u mnie Marcin stuprocentowego autorytetu jako trener, ale jak na swoje początki radzi sobie przyzwoicie.

Reklama

Rafał Drobny widzi siebie w przyszłości jako trenera drużyny seniorów?

- Na razie to jestem trenerem, ale personalnym. Teraz skupiam się na kickboxingu, chociaż papiery trenera piłki nożnej na pewno w przyszłości zrobię. Stawiam sobie pewne cele i wiem, że je osiągnę. 

Pierwsza oferta w pracy w roli trenera piłki nożnej za tobą?

- Tak i pochodziła z jednej z lokalnych wsi, ale na razie takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Musiałbym za wiele zmian w swoim życiu zrobić, żeby teraz taką ofertę przyjąć. Papiery trenerskie na pewno jedna zrobię. Nawet jeżeli nie po to, żeby kogoś trenować, to chcę to zrobić dla siebie.

Reklama

Powodzenia

- (śmiech) Na pewno je zrobię, ale teraz musiałbym zrezygnować z dwuzmianowej pracy. W pracę trenera musiałbym się zaangażować w stu procentach, a nie na pół gwizdka. 

To może lekki powrót do przeszłości, czyli gdzie był ten moment, w którym czujesz, że miałeś apogeum formy?

- Kiedy grałem w Hutniku Kraków i Dalinie Myślenice czy Orkanie Szczyrzyc. Byłem na testach w Podbeskidziu Bielsko-Biała, które występowało wówczas w 1. lidze. W Narożu też w pierwszych sezonach czułem się mocny.. Trener Jakub Jeziorski miał takie stare metody związane z bieganiem i przygotowaniem do sezonu, ale zdało to egzamin - zrobiliśmy awans i czuliśmy się świetnie fizycznie. Ogólnie to od czasu odejścia trenera Jeziorskiego, Naroże pod względem sportowym notuje regres. On był trenerem, który ogarniał to wszystko tak, że potrafił wycisnąć z nas maksimum możliwości.

Reklama

A gdzie był ten moment, w którym zabrakło, by Rafał Drobny wszedł jeszcze na wyższy piłkarski poziom?

- Inne były czasy, nie każdy miał menedżera. Na testach w Podbeskidziu prezentowaliśmy się z bratem naprawdę dobrze. Byliśmy także na testach w Ruchu Radzionków. Kiedy grałem w Dalinie, to miałem ofertę z Radomiaka Radom, który występował wówczas w 1. lidze. Dowiedziałem się o tej ofercie w trakcie sezonu, bo mi wcześniej o niej nikt nie powiedział. Jestem zadowolony z tego, co w piłce osiągnąłem. Przy większym szczęściu, mogło być coś więcej. Grałem na równym poziomie z Łukaszem Broziem w Kmicie Zabierzów. To była wówczas druga liga. Mieszkaliśmy w jednym pokoju w Kmicie Zabierzów. Przez długi czas grałem w kadrze Małopolski długi czas. Dzięki piłce poznałem mnóstwo fajnych ludzi, z którymi utrzymuję po dzień dzisiejszy relacje.

Nie wspomniałeś za wiele o Porońcu Poronin, a był to nieco zwariowany czas.

- Fajni zawodnicy, sporo pieniędzy i duża presja, bo nawet nie mogliśmy zremisować w sparingu. 

Takiej presji w Narożu nie ma, ale na pewno za stuprocentowego kibicem można uznać prezesa Krzysztofa Sarnę. Czasem mi się wydaje, że aż za słabo reaguje na to, co się dzieje na murawie i w waszej szatni.

- Też tak uważam. Sądzę, że powinien bardziej zaangażować się w sprawy sportowe i reagować na niektóre rzeczy.

Chciałbyś tego? Po meczu ze Strzelcem czy Jałowcem wchodzi prezes do szatni i..

- Może nie chciałbym dokładnie, by robił to, co działacze robili w Poroninie (śmiech), ale powinien się bardziej zaangażować w sprawy sportowe. Nawet jeżeli chodzi o transfery, to wszystko jest załatwiane przez zawodników i Marcina Ferka. Mamy mało zawodników z naszego powiatu i jak problemy finansowe zrobią się większe, to kto w Narożu zostanie? Jak ktoś jest z Nowego Targu, czy jeszcze z dalsza, to jak ma dojeżdżać potem do Juszczyna, żeby ewentualnie tam grać za darmo? 

Armie zaciężne w lokalnych klubach to temat wszystkim dookoła doskonale znany. Przez pryzmat wyniku, który i tak wcale nie jest osiągany taki, jakiego sobie działacze życzą, takie armie są i były sprowadzane przez dłuższy czas.

- Jestem już szósty sezon w Narożu i ze spraw organizacyjnych jak i finansowych, prezes Sarna bardzo dobrze się wywiązuje. Kiedy przychodziłem do Naroża, to naprawdę było tam jednak sporo zawodników z okolicy. Skład się przez te lata zmieniał i teraz jest jak jest. Jakby tego było mało, to Paweł Gąstała, czyli człowiek od dawna związany z Naroże Juszczyn, meczem z Jałowcem zakończył karierę.

Do końca kariery zbliżasz się również i ty. Można jednak wyobrazić sobie Rafała Drobnego jeszcze w innym klubie?

- Ciężko powiedzieć. Czekam na koniec roku i mam nadzieję, ze zajęcia w okresie przygotowawczym do rundy wiosennej będą tak ustawione, by nie kolidowały z moimi treningami w kickboxingu. 

Nie jest tajemnicą, że miałeś wiele ofert z lokalnych klubów

- Zdecydowanie najwięcej było ich z Tempo Białka. Halniak Maków Podhalański również mnie chciał. Rozmawiałem z bratem z Halniakiem jeszcze zanim przyszliśmy do Juszczyna. Docierały też do mnie informacje o zainteresowaniu ze strony Babiej Góry Suchej Beskidzkiej.

Wspomniałeś kickboxing

- Mocno patrzę w jego stronę i przeszkadza to również w treningach w Narożu. Z tego powodu zdarzało się, że ostatnio siedziałem na ławce w Narożu. Mam swoje cele w kickbxingu i z tego powodu nie dogadujemy się z Marcinem Ferkiem. Cały czas jestem w mocnym treningu, a tam od samej rozgrzewki do końca zajęć jest wszystko tak intensywne, że nie można tego porównać do żadnych przygotowań w piłkę. 

Kto cię trenuje?

- Łukasz Jarosz w Rabce. Chodzę też często na siłownie.

Siłownia to twój dom.

-(śmiech) Nawet jak ten wywiad przeprowadzamy to widzisz, ze jestem w siłowni.

To na koniec, czy możesz zdradzić jakiś sposób na długowieczność? Często jesteś kopany, sam też często kopiesz, ale kontuzje raczej cię omijają

- Uważam, że to przez predyspozycje, jakie mam wspólnie z bratem, nie mieliśmy wielu urazów. Wszyscy widzą, jak wyglądamy (śmiech). Wielu ważnych rzeczy jak dbać o ciało dowiedziałem się podczas kursów na trenera personalnego, poszerzyłem też swoją wiedzę zakresie dietetyki. Gdybym o nich wiedział wcześniej, wówczas grałbym o wiele lepiej. Mogę przyznać, że obecnie czuję się lepiej niż kilka lat temu. Na pewno jednak częste wizyty w siłowni pomagają grać w piłkę nożną.

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są 

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, nie najmłodsi

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama