Kolejnym zawodnikiem, z którym podsumowujemy rundę jesienną sezonu 2020/201 jest Piotr Surmiak. Grom Grzechynia, w którym Surmiak jest drugim najskuteczniejszym strzelcem, po pierwszej części sezonu zajmuje miejsce drugie w tabeli klasy B. I to chyba najlepsza informacja dla klubu z Grzechyni na chwilę obecną.
Maciej Krzyśków: Spaść z B-klasy nie ma gdzie, awans to wam wybiły z głowy Huragan Skawica i Lachy Lachowice. Koniec końców i tak jednak jesteście na miejscu drugim po pierwszej części sezonu.
Piotr Surmiak: - Drugie miejsce przed startem sezonu wzięlibyśmy w ciemno. Wiadomo, że każdy z nas ma też swoje ambicje, a trener Marek Kudzia nie przyszedł po to i nie po to też gramy, żeby tylko być. Mierzymy wyżej, w pierwszą piątkę, szóstkę - takie mieliśmy założenia z trenerem. Nikt nie mówił, że będziemy się bić o awans.
Po meczu pucharowym z Żurawiem Krzeszów, trener Kudzia wskazał na cele Gromu w tym sezonie takie – znaleźć się w pierwsze trójce i odejść od stylu nazywanego grzechyńskim.
- Rundę mieliśmy łamaną, a jej końcówka była lepsza od początku. Lachy nam pewne rzeczy wybiły jednak z głowy. Podobnie zresztą Huragan, chociaż wynik 0:5 uważam za zbyt wysoki. Co będzie to będzie, strata do Huraganu jest duża i nie ma parcia, by ich gonić.
Z powodu powstania trzech klas B, nie tylko nie ma spadków, ale i nie awansują po dwie drużyny, jak to miało miejsce w ostatnich latach.
- Czytałem też aneks do regulaminu B i tam jest napisane, że awansować ma także druga najlepsza drużyna z trzech B-klas. Słyszałem tez pogłoski o barażu i trójmeczu. Jak oni to wymyślą, bo w jednej grupie jest drużyn 14, a w pozostałych dwóch 13?
Aneks sprawy nie załatwia – jest napisany wicemistrz B-klas wyłoniony wg współczynnika ilość punktów i bramek, więc trójmecz zdaje się, że odpada.
- Jesteśmy najsłabsi z wicemistrzów na chwilę obecną, więc to nie wchodzi i tak w grę. Nieważne, zobaczymy, zostaje przecież cała druga połowa sezonu i możemy skończyć np. w połowie tabeli…
Pamiętam poprzednie przygody Gromu w A-klasie i po każdym sezonie z tą A-klasą się żegnaliście.
- Chciałbym jeszcze zagrać z Gromem klasę rozgrywkową wyżej. Trzy razy to jednak przerabiałem i pamiętam, że przy porażkach, różnie do tego podchodzili do zawodnicy. Bywało niestety tak, że 5-6 zawodników walczyło na śmierć i życie, a pozostali odpuszczali. Wszystko zależy od frekwencji i liczebności kadry.
Na razie plany odłóżmy na bok, a popatrzmy na stan faktyczny. A jesteśmy po rundzie jesiennej 2020/2021.
- Zaangażowanie było, może stopniowo się wygaszało również z powodu koronawirusa. Wiadomo, że jak ktoś jest przeziębiony, to teraz odpuszcza treningi. W ostatnich 2-3 tygodniach praktycznie nie trenowaliśmy, a wtedy mieliśmy najlepsze wyniki (Grom po porażkach z Lachami i Huraganem, wygrał pięć ostatnich meczów w rundzie – przyp. red.). Jest jednak coś i optymistycznego dającego nadzieję na przyszłość, bo przerwę zimową, kiedy przyszedł trener Kudzia, dobrze przepracowaliśmy. Mieliśmy podstawy w formie fizycznej, do tego doszli dwaj zawodnicy, którzy wzmocnili nasz skład. Mam tutaj na myśli Michała Malinę i Wojtka Ogarka.
Duża, jeśli nie ogromna rola jest trenera w takim klubie jak Grom, chociaż mógłbym tutaj i wymienić kilka innych z okolicy, w tym, by utrzymać zawodników w gotowości. W każdym wieku, chociaż mówi się, ze łatwiej teraz starszego zawodnika utrzymać w drużynie niż młodszego.
- Atmosfera i parcie, by o coś grać, niekoniecznie o awans, ale już chociażby o postęp w grze, to zadanie dla trenera. Mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Z biegiem czasu też się zgrywaliśmy. W Kozińcu mieliśmy fatalną drugą połowę, bo prowadzimy 2:0 i remisujemy 2:2. Tymczasem w następnym tygodniu wygrywamy wysoko ze Skawcami 4:1. Brakuje nam stabilności, co często trener powtarza – mamy 23 zgłoszonych seniorów do gry z czego 2-3 jest nieaktywnych, zostaje zatem dwudziestu. Przychodzi do spotkań o punkty, to jest nas 13-15. Do Stronia pojechaliśmy w dwunastu, a ja miałem wodę w kolanie i grałem z kontuzją (Piotr Surmiak zszedł w 65. minucie przy stanie 3:0 dla Gromu, wcześniej w pierwszej połowie zdobył gola. Grom wygrał 3:1 – przyp. red.). Rywal miał gołą jedenastkę, ale nie o to chodzi – w meczu, w którym powinniśmy „nabijać sobie strzeleckie rekordy” gramy o bardzo ważne punkty i jest nerwowo. Na papierze mieliśmy 60-70 procent składu. Nie zagraliśmy dwóch spotkań w takim samym zestawieniu - tak niestety wyglądaliśmy w tej rundzie. Zawsze ktoś wypadał, ktoś miał wyjazd i trener musiał kombinować, jak i gdzie przesunąć kolejnych zawodników. Jak najbardziej się zgadzam z twierdzeniem trenera o braku stabilności.
Nie nudzi cię gra w B-klasie?
- Bardziej traktuję grę w Gromie jako hobby. Nie mam ambicji nie wiadomo jakich. Graliśmy w A-klasie i wiem, czego nam brakowało, by w niej zostać na dłużej.
Czego?
- Zawodników i trochę innego podejścia. Na siłę zostać w danej lidze to też… Nie dziwię się Błyskawicy Marcówce, że wybrali grę w B-klasie. W meczu z nami grali w 11 i trener Andrzej Sermak przez całe dziewięćdziesiąt minut był na boisku (Grom wygrał ten mecz 3:1 – przyp. red.).
Na wiosnę już tak nie będzie, bo Sermak nie jest już trenerem Błyskawicy.
- Nie chcę nikomu niczego wytykać, ale jak jest gorsza passa z wynikami, to wiem, jak wygląda frekwencja na zajęciach czy w meczach. Tak było za każdym razem w naszych przygodach z A-klasą. Niektórzy owszem, przypadki losowe spowodowały ich nieobecność, ale wynik to jest ten czynnik, który ma ogromne znaczenie przy frekwencji zawodników na treningach w kolejnej części sezonu. Jeżeli jej nie ma, drużyna się rozpada. W sumie tak się dzieje wszędzie.
Pozostaje zatem czerpać radość z gry i zdobywania goli, albo obrony strzałów czy skutecznych interwencji. Wracając do Gromu, to indywidualności macie i to w meczach potraficie pokazać. Wspomniany Malina, ale też Mateusz Pająk, ty czy Bartek Kudzia…
- Bartek to w ogóle jest gość, bo mimo że był na 3-4 meczach w tej rundzie to i tak wśród najskuteczniejszych zawodników naszego zespołu jest na miejscu trzecim (Pająk ma goli 10, Surmiak 9 - statystyki z rundy jesiennej klasy B można znaleźć TUTAJ). Jest naszą wartością dodaną i chociaż pracuje, często jest w rozjazdach, to kiedy przychodzi grać, to gołym okiem widać, jak ważny jest dla drużyny. We wspomnianym meczu z Marcówką graliśmy naprawdę bardzo dobrze w pierwszej połowie i przeprowadziliśmy jedną piękną akcję, w której Bartek minął 3, 4 rywali, a mnie zostało tylko dołożyć nogę mając przed sobą pustą bramkę. To było mistrzostwo świata.
Porządek w Gromie jednak musi być, bo chociaż teraz już Grzegorz Ceremuga nie wrzuca piłek z autu, a robi to Wojtek Paleczny i tak też potraficie dalej gola zdobyć w taki sposób.
- (śmiech) Wojtek ma daleki rzut i potrafi to wykorzystać.
Pająk zdobył tak gola w meczu z Dębem Sidziną, a był tego bliski w spotkaniu w Bystrej – tam jednak czujny był bramkarz.
- Pamiętam, że nie w tym, ale w poprzednim sezonie w meczu z Leńczami też tak zdobyłem gola (śmiech).
W Gromie do końca z przygodą z piłką?
- Myślę, że tak.
A co z przyszłością Gromu, czyli młodszymi grupami wiekowymi?
- Dzieci niestety mamy bardzo mało dzieci w młodszych grupach. Przed pandemią ich brakowało, a teraz to już w ogóle… Musimy coś wymyśleć, bo nie może być tak, że jest ich po kilku w grupach. Ogólnie jest mało dzieci w Grzechyni. Od wiosny robiłem łączone treningi trampkarzy i młodzików. Najwięcej przychodziło sześciu, ośmiu maksymalnie. Trampkarzami tylko jeden mecz grałem w jedenastu, tak to w dziesięciu czy dziewięciu… Są jeszcze orliki, którą tworzy w Gromie 8-9 zawodników, a gra się mecz w siedmiu. Pamiętam, gdy przyjechał do nas Jałowiec Stryszawa, a tam było 15 zawodników. Trener Dawid Polak poszedł nam na rękę i graliśmy po pięciu, bo tylko tylu fizycznie przyszło naszych zawodników na mecz… Gdybyśmy grali siedmiu na pięciu to mecz skończyłby się jakimś niechlubnym rekordem. Z kim bym nie grał, to jak mam np. sześciu zawodników to na tyle się umawiamy z trenerami przeciwników, za co im dziękuję, i tak gramy.
Trzeba zatem działać w inny sposób. Nie jesteś nauczycielem wychowania fizycznego w Grzechyni, ale tam trzeba skierować swoje kroki.
- To, że trzeba nawiązać kontakt ze szkołą jest bezsporne. Nie wiem tylko czy w formie ulotek, by je przekazać czy to jakoś inaczej ogłosić. Nie chcę szukać jakichś wymówek, ale dużo łatwiej jest, jak trener uczy w szkole. Tak jest w Skawicy, gdzie uczy Krzysiek Kudzia, w Lachowicach mają Michała Chorążego, w Sidzinie trener Maj, w Makowie jest trener Melzer. Łatwiej jest im kogoś wyłapać, zachęcić do treningów w klubie. Dodatkowo w Grzechyni bardzo doskwiera problem z demografią, do którego wrócę jeszcze raz. W Suchej czy w Makowie to wygląda jednak inaczej. Nawet jak miałeś w drużynie 15-20 zawodników to podczas pandemii przyjdzie ich trenować 10-12. Ale dalej to jest jednak grupa! W Gromie nie dość, że nie mam pełnego składu w grupie, to teraz na zajęcia przychodzi 3-5 zawodników. Nie ma więc mowy o rywalizacji, o selekcji, wszystko się robi bardziej rekreacyjnie, aby ktoś po prostu był. Jest ciężko.
Za chwilę zacznie się sezon halowy, pierwsze turnieje są zresztą już rozgrywane w naszym powiecie, więc może od tego trzeba zacząć? Trochę katastroficznie dodam, ale jednak jak ciebie zabraknie w Gromie, to klub z Grzechyni może się pakować. Nie jest tajemnicą, że scalasz drużynę seniorów, ale też i drużyny młodzieżowe jak się okazuje.
- Nie wiem czy nasze młodzieżowe drużyny w ogóle przetrwają. Powstanie orlików traktujemy bardziej eksperyment, co widać też po wynikach. Musimy jednak zagospodarować dzieci, które chcą trenować w Gromie. Koronawirus storpedował jednak i takie plany. Zaczęliśmy w marcu trenować tydzień, dwa i przyszła pandemia. W maju wznowiliśmy zajęcia, które niestety bardziej przypominały treningi indywidualne. Od sierpnia zaczęła się liga... Jak mieliśmy jednak rywalizować z Jałowcem, Makowem, Białką czyli drużynami, które grają ze sobą już kilka lat? Najmniejszy wynik to mieliśmy z Suchą 0:8, reszta po 20:0 (najwyższa porażka to 25:1 z Jałowcem; w dwóch ostatnich meczach z Narożem i Lachami, Grom został ukarany walkowerami).
Wszędzie się mówi, że wynik nie jest w ogóle ważny w tym wieku, chociaż wiadomo, że ten potrafi deprymować i wywoływać łzy. Tym bardziej, że zmienników nie ma.
- Na szkoleniach i kursach słyszymy, żeby absolutnie nie patrzeć na wynik u najmłodszych zawodników. Trzeba się skupiać na jednostkach, myśleć o zadaniach. Z trampkarzami graliśmy w dziesięciu w Tarnawie i do 50 minuty było 0:0. Broniliśmy się głównie i staraliśmy się kontrować, Patryk Pająk poszarpał, bardzo aktywna była Angelika Sulka. Jak ktoś pamięta dawne dzieje Gromu, to ona jest z rodziny Sulków.
To chyba dochodzimy do tematu indywidualności w Gromie
- Angelika w przeszłości grała w kobiecej drużynie Wiśle Brzeźnica ale jest wychowankiem Halniaka Maków Podhalański skąd jest do nas wypożyczona. Rok temu grała w młodzikach i trampkarzach, obecnie może występować w zespole trampkarzy. Wspomniany Patryk, który jest kuzynem Mateusza Pająka, ma papiery na granie. Mamy także dwóch chłopaków, którzy grają aktualnie w juniorach Halniaka. U nas w trampkarzach strzelali i robili grę, ale niestety od wielu lat nie mamy drużyny juniorów, bo nie ma tylu osób. Ci zawodnicy to Kamil Pająk i Konrad Czarniak. Mają talent i nadają się do seniorów. Liczę, że ich gra w seniorach Gromu to tylko kwestia czasu.
Z Grzechyni pochodzi Michał Groń.
- Michał zaczynał u nas w młodzikach, bo nie mieliśmy młodszych grup i od razu było widać, że ma dryg do piłki. Rozwój kontynuował w Halniaku, bo tam były wszystkie grupy wiekowe. Zaczynał u nas także Szymon Witek.Teraz gra w IV-lidze w Limanowej, ale był w Wiśle Kraków, gdzie zagrał parę minut w ekstraklasie (dokładnie 7 w spotkaniu z Pogonią Szczecin w sezonie 2015/2016 - przyp. red.). Nie miał szczęścia, bo papiery na granie już posiadał jak najbardziej (w czerwcu 2019 roku Witek był testowany przez Garbarnię Kraków - przyp. red.).
Krupczak, Surmiak…
-(śmiech) To bardziej lokalne gwiazdy ósmej ligi. Gramy typowo dla przyjemności.
Ale jak padnie bariera 200 goli w seniorach, a padnie na wiosnę, to może jakiś pucharek i się znajdzie dla Piotrka Surmiaka,
- Zagrałem w 10,5 meczach w tej rundzie i zdobyłem 9 goli. Nieźle, chociaż mogło być lepiej. Też bym takie statystyki wziął w ciemno przed startem sezonu. Nie grałem z Huraganem, z Lachami tylko połówkę… Bardziej i tak się liczy, żeby drużyna wygrywała. Cieszymy się z takich akcji, jak we wspomnianym meczu z Błyskawicą, gdy tylko trzeba dołożyć nogę do pustej bramki.
Albo taką, jaką w Bystrej przeprowadził Malina asystując przy twoim trafieniu.
- Taka sama sytuacja. Nie wiemy jednak co z Michałem, bo do zimy jest wypożyczony z Halniaka. Też ma swoja firmę i praca go absorbuje, nie zawsze może trenować. Jak jest wypoczęty i w gazie, to jest bardzo przydatny. Praktycznie najlepszy zawodnik na boisku.
Wracając do tych 194 goli…
- Na ŁączyNasPiłka mam ich 94, czyli 100 mniej niż w rzeczywistości. Zbierają tam statystyki od któregoś roku i nie zawsze zgodnie z prawdą wpisują strzelców goli (śmiech). Miałem jednego gola zdobytego w ramach Pucharu Polski, a zapisali go Malinie (śmiech). Nie ma o czym gadać, bo to A i B-klasa. Gdyby to była ekstraklasa i I liga to co innego.
Nie wyszedłeś ponad A-klasę?
- Nie.
Ale byłeś bliski Jałowca, który grał wtedy w okręgówce.
- Mieszkam w Stryszawie.
A żona to…
- Córka byłego wiceprezesa Jałowca. Od kiedy zacząłem się spotykać z moją przyszłą żoną to mnie namawiali ciągle, na czele z ówczesnym prezesem Kazimierzem Kłapytą, żebym przyszedł do Jałowca. Raz byłem na treningu, to było po jednym z naszych spadków, gdy nie było wiadomo, czy Grom będzie dalej grał. Nigdy nie było jednak tak, że byliśmy dogadani. Zawsze podchodziłem krytycznie do swojej gry, nie uważam, żebym się specjalnie wyróżniał, a teraz to już w ogóle. W Jałowcu zresztą mają fajną ekipę, grają w niej super chłopaki.
Tylko Grom? Jak Paolo Maldini w Milanie?
- Moje największe osiągnięcie, bo z A-klasy jak spadaliśmy to żadne osiągnięcie, to gra juniorami Gromu na zapleczu "emki". Toczyliśmy wyrównane boje z Beskidem Andrychów, Kalwarianką, Iskrą Brzezinką, Hejnałem Kęty. Naszym atutem było nasze boisko za rzeką. Potem jak graliśmy na boisku Naroża czy Halniaka, bo tamten stadion nie został dopuszczony, to i tak byliśmy wysoko w tabeli, w górnej jej części. Patrzę na skład Beskidu i widzę nazwiska chłopaków jak Tomasz Kaczmarczyk, z którym kiedyś rywalizowałem Pamiętam boje z Halniakiem czy Babią Górą, a liga wyżej była już emka. Graliśmy wiele lat na takim poziomie, później zaczęło to coraz bardziej zanikać w wyniku bardzo wielu różnych zmian…
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze