Reklama


Głos z murawy. Paweł Mentel (Tempo Białka): Znamy swoje atuty, wady też

18/12/2020 11:11

Siódmy odcinek "Głosu z murawy" to wizyta w drużynie lidera okręgówki, Tempo Białka. Bardzo dużo działo się w klubie z Białki w trakcie minionego sezonu na boisku i poza nim. Jakie wnioski? Zapraszamy do wywiadu z kapitanem Tempo, Pawłem Mentlem 

Maciej Krzyśków: Jesteś niepoprawnym optymistą?

Paweł Mentel: - Dokładnie tak jest. 

Obecny sezon jest dziewiątym dla Tempo Białka w okręgówce. Z kolei od trzech sezonów prześladuje was miejsce numer dwa w lidze. Wierzysz, że IV-liga w przyszłym sezonie zagości wreszcie w Białce?

- To nie jest kwestia wiary. To jest mój cel, do którego będę dążył. Marzenia się spełniły, jak weszliśmy do okręgówki. Potem po kilku sezonach tam spędzonych chcieliśmy awansować wyżej. I wtedy przyszła seria tych nieszczęsnych drugich miejsc... Poprzedni sezon, kiedy to z powodu pandemii nie odbyła się runda wiosenna i okazało się, że jeden punkt nas dzielił od wyższej klasy rozgrywkowej...  Bolało, bo wiedzieliśmy, że na wiosnę uzbieralibyśmy odpowiednią ilość punktów i zostalibyśmy mistrzami ligi. Teraz inaczej jeszcze patrzymy na zadanie, które chcemy osiągnąć. Odkładamy nieco styl na bok, najważniejsza jest skuteczność, mówiąc wprost "po trupach do celu". To ważne nie tylko dla nas, jako drużyny, ale też dla młodszych adeptów naszych zespołów młodzieżowych żeby mogli zobaczyć, jak rywalizujemy z jeszcze lepszymi przeciwnikami. Zawsze byłby to dodatkowy bodziec, by pokonywać kolejne szczeble w Tempo. 

Reklama

Wreszcie jesteście na czele po pierwszej części sezonu.

- Niezmiernie nas to cieszy. Patrząc z punktu historii, to kiedy awansowaliśmy z A-klasy do okręgówki, to też byliśmy po rundzie jesiennej na czele. Niech to będzie dobrym prognostykiem. Runda jesienna nigdy nam specjalnie nie służyła, zawsze to w rundzie wiosennej seryjnie zdobywaliśmy punkty. Nie udawało nam się mimo to dogonić lidera. Teraz możemy uciekać, inni niech nas gonią.

Drugie miejsca w całkiem niedalekiej przeszłości owszem was prześladowały, ale o ile te sezony, gdy rywalizowaliście z Jawiszowicami i Rajskiem można było jakoś przełknąć, o tyle ten punkt straty do Chełmka zabolał najbardziej?

Reklama

- Cały czas mieliśmy w głowach, że jednak będzie runda rewanżowa. Nawet jeżeli nie w całości, to jednak zostanie wprowadzony podział na grupę mistrzowską i spadkową. Stało się jednak, jak się stało. Trudno było nam rozpocząć przygotowania do kolejnego sezonu. Musieliśmy się od tego "odciąć", sformatować dysk, zacząć się odbudowywać i sami w sobie po raz kolejny zmotywować się do podjęcia kolejnej próby awansu. Z meczu na mecz wracały nam chęci do gry. Teraz jesteśmy w połowie drogi i wiemy, że wszystko jest w naszych głowach. Wszyscy wierzymy, że po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym wiosna będzie należała do nas.

Wierzyłeś w plan prezesa Mariusza Sałaciaka, który mocno się zaangażował w to, żeby najpierw wprowadzić podział na grupę mistrzowską i spadkowa, następnie, że powstanie trzecia grupa IV-ligi?

Reklama

- Jak wspomniałem, jestem mega optymista i wierzyłem, że to się uda. Dla mnie to było oczywiste, że niektórzy powinni walczyć o mistrzostwo, inni o spadek. Najbardziej kuriozalne było to, że krótko po unieważnieniu rozgrywek mogliśmy zacząć rozgrywać sparingi. Totalny śmiech! Sądziłem, że skoro ten plan się nie powiódł, to jednak zostanie utworzona kolejna grupa IV-ligi. Nasz prezes firmował to swoim nazwiskiem, wszystko dopracował, otrzymał poparcie z podokręgów oraz zainteresowanych klubów. Małopolski Związek Piłki Nożnej podjął jednak taką, a nie inną decyzję. Nie byliśmy w stanie jej przeskoczyć. Pozostaje nam zatem na boisku udowodnić, że Tempo Białka zasługuje na grę w IV-lidze.

Z nowym trenerem na pokładzie. Zmiana na stanowisku szkoleniowca w Tempo Białka, po takich sezonach, w których cały czas byliście przecież w czołówce, była szokiem.

Reklama

- Powolutku, ale wszystko jednak zmierzało do naszego rozstania z trenerem Krzysztofem Wądrzykiem. Cały czas byliśmy w tym samym trybie pracy, przyzwyczailiśmy się do pewnych schematów, do tego, kto za co odpowiada na boisku. W pewnym momencie przyszło i znużenie. Do tego doszła ta decyzja, że runda wiosenna nie zostanie rozegrana, a nam znowu IV-liga uciekła. Coś należało zmienić, coś poprawić... Decyzja zapadła i rozstaliśmy się z trenerem w zgodzie. Na jego miejsce przyszedł trener Marcin Pasionek z nowym podejściem. Jak to się mówi, nowa miotła zadziałała. Nie mówię tylko o naszej pozycji w tabeli. Pojawiła się rotacja w składzie, więcej zawodników pojawia się na placu gry, skład potrafił być zmieniony z meczu na mecz. Wszyscy jesteśmy mniej więcej na tym samym poziomie i dla mnie np. nie ma sprawy, jeżeli ktoś inny zagra od pierwszej minuty, a ja usiądę na ławce rezerwowych. Niektórzy zawodnicy nadają się lepiej do gry przeciwko drużynami walczącymi siłowo, inni lepiej poradzą sobie z grającym techniczną piłkę przeciwnikiem. Czasami trener posiada swoich ulubieńców, którzy niezależnie od wszystkiego, będą grali. Niektórzy są też przyspawani do swoich pozycji. Mają grać tu i tu i koniec kropka. U trenera Pasionka jest inaczej.

Wcześniej po zakończeniu meczu w niedzielę wiedziałeś, kto zagra w kolejny weekend?

Reklama

- Wiedziałem, nie wiedziałem, ale mogłem się tego spodziewać. 

Była żelazna jedenastka i ona grała.

- Tak. Z kolei kiedy ktoś miał kontuzję czy pauzował za kartki, to z automatu było wiadome, kto za niego zagra. To było wypracowane i działało...

Działało.

-... wyniki mieliśmy dobre. Trener Wądrzyk zbudował tą drużynę. Teraz z kolei nie wiesz, kto będzie grał. Dowiesz się tego przed meczem.

Po ostatnim przedmeczowym treningu nie wiecie, kto będzie grał  w weekend?

- Mniej więcej wiemy, bo każdy może się pewnych rzeczy spodziewać. Linię defensywną raczej się nie rusza, ale pomoc i atak już tak. O tym kto zagra przed meczem wiedzą trener i prezes Sałaciak, który drukuje protokoły meczowe. Nieraz rozmawiałem z trenerem Pasionkiem i na ten temat, a on mówi, że po co ma mówić wcześniej np. Hubertowi Basiurze, że zagra od pierwszej minuty? Tylko niepotrzebnie by się stresował i denerwował. A tak, to wyjdzie, zrobi swoja robotę, powie dziękuje i do widzenia.

Reklama

Dobry będzie też przykład Jarka Madziały, który wchodzi z ławki na mecz z Babią Górą, zdobywa gola i notuje asystę. W kolejnym spotkaniu gra od pierwszej minuty.

- Pokazuje to, że rotacja działa i każdy zawodnik jest przygotowany do tego, by odmienić losy spotkania. I w ten sposób zawodnik wie, że może wskoczyć do składu. Jeżeli jednak spojrzymy nawet na derby z Babią Górą, to zobaczymy też, że brakuje nam zamknięcia wcześniej spotkania. Jesteśmy liderem, ale nie wygrywamy za wysoko i do końca musimy walczyć o trzy punkty.

Reklama

Tempo gra najbrzydszą piłkę od lat, ale te najskuteczniejszą od lat. Podpiszesz się pod tym?

- Może i nie gramy cudownie dla oka. Letni okres przygotowań nie jest też dobrym momentem, do przećwiczenia pewnych schematów. Nowy trener narzucił nam inny styl grania. W dalszym ciągu mamy w trakcie meczów takie zrywy, kiedy mamy więcej swobody i możemy przeprowadzić efektowne akcje. Zawsze tak się jednak nie da grać. Celem jest awans, a w trakcie ligowych meczów nie możemy sobie pozwolić na takie zagrania, jakie prezentujemy na treningach. Nieraz podczas meczu mówię do chłopaków, że lepiej się prezentujemy właśnie podczas zajęć. Powtórzę jednak, że czym innym jest strata na treningu, czym innym w trakcie meczu o punkty. Mamy większą świadomość i odpowiedzialność za wynik.

Reklama

I cierpliwość.

- Też. Nawet jeżeli jest 60,70 czy 80 minuta i nie prowadzimy to wiemy, że ten gol prędzej czy później, ale padnie. Jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie i w tych okresach potrafimy "odjechać" przeciwnikowi. Co prawda brakuje nam tego, co prezentowały kiedyś Jawiszowice, gdy wygrywały 4 czy 5 golami, lecz tabela pokazuje, że cierpliwość popłaca. Trener nam powtarza, że mamy być jak walec - robić swoje powolutku, ale cały czas do przodu. Mamy grać jedno i to samo, aż w końcu osiągniemy to, co zakładaliśmy.

Reklama

Trener Pasionek tak mówi?

- Tak. Robić swoje i na nic innego się nie oglądać. Bywały też sytuacje, że wychodziliśmy na prowadzenie w pierwszej połowie, ale rywal zdołał wyrównać. Wszystko jednak cały czas było pod naszą kontrolą. Nie było żadnej afery ze strony trenera. Spokojnie czekaliśmy na swój czas, by zadać decydujący cios.

Grasz bardzo długo w seniorach Tempo. Jesteście liderem po rundzie jesiennej, ale czy to jest najmocniejszy wasz skład po awansie do ligi okręgowej?

- Było kilku zawodników, którzy stanowili o naszej sile, a już ich z nami nie ma. Kimś takim był np. Bartek Pająk. Teraz mamy nowych zawodników, na których również możemy liczyć. Czy obecny skład jest najmocniejszy? To tak, jakbyś porównywał mecz do meczu. Jeden wyjdzie tak, drugi tak. Tabela jednak pokazuje, że obecnie jesteśmy najsilniejsi. Dla mnie, jako kapitana, aktualna drużyna zawsze jest najlepsza. Jeżeli bym tak nie twierdził, to nie miałbym po co wychodzić na boisko. Nieraz lubię przed derbowymi potyczkami powiedzieć, że jestem zaszczycony, że mogę z nimi grać, że jestem dumny, że mogę jako kapitan wyjść i ich reprezentować.

Reklama

Przemowa.

- Jedna z wielu kapitana (śmiech). Chłopaki mówią, ze nieraz potrafię do nich trafić zbudować nastawienie, podnieść ciśnienie. 

Objawił się przyszły trener Tempo Białka?

- (śmiech) Nie, nie, nie. Niektórym może się tylko wydawać, że rola trenera ogranicza się do poprowadzenia treningów i przyjścia na mecz. Tak nie jest, a wiem, że praca trenera zajmuje sporo czasu. Poza tym mam pracę, w której często jestem w rozjazdach. Poza tym jestem jeszcze młody, a szacunek i autorytet trzeba sobie wyrobić.

Sądzę, że te dwa przymioty akurat masz i przyznają to nie tylko zawodnicy Tempo.

- Tego akurat nie wiem, ale na pewno coś w tym jest, że znają mnie przeciwnicy. Czasami zdarza się, że kogoś nie kojarzę, a słyszę: mentos to, mentos tamto. To też bywa obracane w docinki przez chłopaków z drużyny czy Mariusza, bo jakby ktoś się mnie spytał trzy dni wcześniej z kim gramy, to nie umiałbym udzielić poprawnej odpowiedzi. Nie bierze się to z braku szacunku, bo dla mnie nie liczy się, jakie miejsce zajmuje dana drużyna. Podchodzę tak samo do każdego przeciwnika. Jeżeli mam dać z siebie wszystko w meczu z najsłabszą drużyną, to to robię. Tak trzeba, podobnie jak to, że należy z pełną werwą i wiarą w wygraną podchodzić do meczów.

No nie mów, że przychodzi mecz z Halniakiem czy Babią Górą, naprzeciwko siebie masz Darka Szymoniaka czy Roberta Starowicza i taki mecz traktujesz jak, za przeproszeniem, z Sosnowianką Stanisław Dolny. 

- Naprawdę tak jest, wszystkie mecze traktuję równo. Mam też wielki szacunek do rywali. Na murawie mówi się różne rzeczy, czasem i chamskie, ale wynikają one z woli walki. Uwielbiam zawodników, z którymi możemy porobić różne "dziwne rzeczy", ale po końcowym gwizdku sędziego przybijamy piątkę i zamieniamy 2-3 zdania. Zdarzało się, że w trakcie gry odetnie mi się racjonalne myślenie, ale po meczu jest już pełna zgoda.

Masz kogoś konkretnego na myśli?

- Na pewno zawodnikiem grającym twardo, któremu nie można zostawiać za dużo przestrzeni, w którego trzeba mocniej wejść, wybić z rytmu jest Robert Starowicz. Kiedy zastawi się z piłką, to trudno jest mu ją odebrać. Innych nazwisk nie będę podawał, ale taką drużyną, która wyczynia rzeczy, które się w głowie nie mieszczą, jest Brzezina Osiek. Podczas meczów bywa ostro, padają różne słowa, ale na koniec jest pełna zgoda. Jeżeli ktoś jest w danym meczu lepszy, to trzeba to uszanować, wyciągnąć wnioski i spróbować się odegrać następnym razem. Wracając jeszcze do Starowicza, to w ostatnich debrach po starciu z kolegą z drużyny miał rozciętą głowę. Pomogłem mu wstać, życzyłem powodzenia, by wracał szybko do gry. To było jak najbardziej normalne zachowanie, bo jak wspomniałem uwielbiam z takimi zawodnikami jak Robert rywalizować. 

Od zawsze grasz w obronie?

- Nie. W juniorach grałem w ataku i zdarzało się, że zdobywałem kilka goli w rundzie. Potem zostałem przesunięty na lewą pomoc, ale wydolność, którą trzeba mieć na tej pozycji, nie była moją mocną stroną. Następnie trafiłem do obrony i tam już zakotwiczyłem na dobre. Nie mam za wiele techniki, lecz nie boję się twardych wejść, a i głowę umiem wsadzić tam, gdzie niektórzy boją się wsadzić nogę. Z czasem poprzez kolejne spotkania, wraz ze wzrostem sportowym Tempo i treningami, moja forma szła do góry. Teraz zostałem przesunięty na lewą obronę i w pierwszych dwóch meczach wyglądałem jak "dziecko we mgle". Stopniowo coraz lepiej czułem się na nowej pozycji, a i zaczęły poprawiać się również moje statystyki odnośnie zdobytych goli czy asyst. Trzeba mieć świadomość tego, co się najlepiej potrafi i to wykorzystywać z pożytkiem dla zespołu. Gdybym pozwolił sobie kryć na radar przeciwników, którzy są ode mnie szybsi, to skończyłoby się to katastrofą. Na 2-3 metrach jeszcze ich dopadnę, ale potem mogłoby być kiepsko. Muszę ich trzymać blisko siebie. Miałem dobrych nauczycieli, kiedy graliśmy w B-klasie i tam poznałem, co to znaczy boiskowe cwaniactwo.

Kto takie mądrości sprzedawał?

- Stara gwardia zawodników Tempo, a niektóre chłopaki są już na "emeryturze". Byłem młody, a Tomek Janik czy bracia Lewandowscy wprowadzili mnie do drużyny. Szybko zacząłem łapać "mądrość boiskową" (śmiech).

Jak trafiłeś do defensywy?

- To było na takiej zasadzie, że podczas treningu padło pytanie - a może zagram na środku? Nie było z mojej strony żadnego problemu i tam trafiłem. Bardzo dużo nauczyłem się przy trenerze Marcinie Wnętrzaku. To, co pan trener miał do zaoferowania młodym zawodnikom, po latach mogę podsumować zwrotem chapeu bas, czapki z głów. Z jednej strony potrafił świetnie nas motywować, a z drugiej był surowy, trzymał nad nami pieczę, wprowadził mega rygor. Robiliśmy wszystko, czego trener od nas wymagał. Ja, Michał Puzik, Szymek Marek i wielu innych to zawodnicy, których trener Wnętrzak ukształtował. 

Mówi się, że właśnie od defensywy należy tworzyć drużynę.

- Jeżeli grasz na zero z tyłu, to z przodu zawsze coś możesz z przodu ukłuć. Tak, od defensywy należy tworzyć zespół, ale trzeba tez pamiętać, by były w nim indywidualności w przednich formacjach. Tempo ma taką obronę, że zawodnicy grający w pomocy czy w ataku mają więcej swobody. Nie muszą za każdą akcją przeciwnika wracać jak zwariowani, a przez te 10-15 sekund mogą naładować baterie i po chwili znowu lecieć do przodu.

Ile goli zdobyłeś grając w obronie?

- Nie wiem.

Na rundę kilka ich jest. Plus asysty.

- Czasem coś wpada, coś uda mi się strzelić. Jeżeli piłka dobrze mnie trafi, albo zejdzie mi uderzenie z dystansu, to może być z tego gol (śmiech).

Akurat tutaj masz problem, bo widziałem kilka twoich goli zdobytych z bliskiej i nieco dalszej odległości. Nie było w nich przypadku.

- Masz rację, nie oszukam cię (śmiech). Nie jestem najwyższy, ale mam dobry timing przy wyskoku. Nie wiem, skąd się to wzięło. Wiem kiedy wyskoczyć, żeby osiągnąć najwyższy pułap w walce o piłkę. Jeżeli chodzi o siłę uderzenia, to ją po prostu posiadam. 

Na treningach skaczecie do jednej piłki z Krzyśkiem Bryłą?

- Uważam, że na treningu nie można iść na sto procent do każdej piłki. Nie chcę, żeby ktoś niepotrzebnie doznał kontuzji. Wiadomo, że czasem podczas gierki pojawi się jakiś mini-zakładzik i wtedy, jak jest starcie, to nie odpuszczam. Tak, na treningach bywa u nas czasami naprawdę ostro.

To już na podsumowanie - dlaczego Tempo w tym sezonie awansuje do IV-ligi?

- Zrozumieliśmy, że każdy punkt jest bardzo ważny. W poprzednim sezonie właśnie jednego punktu nam zabrakło do awansu. Mamy świadomość swoich umiejętności, atutów, ale też wad. Przytoczę mecz z Brzeziną Osiek i jego ostatnie minuty. Remisujemy 1:1 i w doliczonym czasie gry mamy rzut rożny. W pole karne idę ja i Krzysiek Bryła. Tymczasem Brzezina przeprowadza kontrę, tracimy bramkę i przegrywamy mecz 2:1. W tym sezonie tak byśmy się już nie zachowali, tylko uszanowali jeden punkt.

Jesteście mądrzejsi?

- O to doświadczenie na pewno, ale nie tylko. Kolejny mecz to ten z Byczyną, w którym to zdobyliśmy jeden punkt. Goście naprawdę postraszyli nas w końcówce. Po tym spotkaniu nie byliśmy zadowoleni z remisu, ale teraz wiemy, że w końcowym rozrachunku może być i będzie on bardzo ważny.

 

ZOBACZ TAKŻE:  Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno

 

ZOBACZ TAKŻE:  Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są  

 

ZOBACZ TAKŻE:  Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości

 

ZOBACZ TAKŻE:  Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, nie najmłodsi

 

ZOBACZ TAKŻE:   Głos z murawy. Rafał Drobny (Naroże Juszczyn): Nie jesteśmy pazerni na zwycięstwa

 

ZOBACZ TAKZE: Głos z murawy. Eryk Wróblewski (BCS Zawoja): Jedna porażka to nie koniec świata

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama