Prawdziwą zagadką był w minionej rundzie Strzelec Budzów. Beniaminek A-klasy wygrał wszystkie cztery derbowe, a potrafił tracić punkty w meczach, w których wydawałoby się, nie miał prawa tego zrobić. W co gra Strzelec Budzów, jakie ma plany na najbliższą przyszłość? W ósmym odcinku "Głosu z murawy" na te i inne pytania odpowiada Patryk Burliga.
Maciej Krzyśków: Jak wy to robicie? Wygrywacie wszystkie derbowe pojedynki i to nieważne u siebie czy na wyjeździe w bardziej niż przekonywującym stylu, a następnie tracicie punkty w meczach, w których wydawałoby się nie macie prawa tego zrobić. O co chodzi?
Patryk Burliga: - Nakręcamy się na mecze derbowe i chcemy je za wszelką cenę wygrać. Szczerze to jednak nie umiem tego wytłumaczyć. Kluczem jest motywacja na starcia z lokalnymi przeciwnikami. Jak patrzę na rozgrywane na wyjeździe mecze z Jałowcem i Narożem, gdzie wygrywamy odpowiednio 5:1 i 3:1, a potem zestawiam je z innymi spotkaniami, np. z Koroną Skawinki, gdzie zamiast wygrać, to schodzimy z boiska pokonani, to sam nie wiem, co jest grane. Mentalność jest w naszej drużynie strasznie ciężka.
Byłem na meczu w Juszczynie i jeżeli on ma być wyznacznikiem tego, na co stać Strzelca Budzów, to powiem, że stać go na bardzo dużo. Defensywa zagrała perfekcyjnie, gospodarze nie mogli za wiele zdziałać z przodu, a do tego zdobyliście trzy bramki z rzutów rożnych, kiedy to jest jedna z broni właśnie Naroża.
- Bramki zdobyte przez Maćka Furmana to była klasa światowa. Jedno trafienie dołożył jeszcze Krzysiek Rak. Bez dwóch zdań, to był fajny mecz w naszym wykonaniu.
Do derbowych, wygranych przez Strzelca dołożyłbym jeszcze ten z Dębem Paszkówka. Wiadomo, nie jest to rywal z naszego powiatu, ale osoba jego trenera Jarosława Gąstały pewnie również motywowała.
-(śmiech) Nie był to oczywiście dla nas nieznany trener.
To były czasy. Derby w B-klasie Strzelca z Bieńkówką zawsze były odpowiednio opakowane w internecie, a i na żywo pojawiały się np. race. Pozytywny folklor.
- Do tego trzeba dodać, że po tym, jak się klub z Bieńkówki rozpadł, przyszło do nas kilku bardzo dobrych chłopaków. Jeden z nich, Grzesiek Sałapat zdobył w tym meczu gola, czym najlepiej jak mógł przypomniał się byłemu szkoleniowcowi.
Do tych spotkań trzeba jednak dodać takie z gatunku nie do wiary. 1:5 z Chocznią, 0:7 z Leńczami.
- Potrafiliśmy np. z Orłem Wieprz prowadzić 2:0, żeby ostatecznie przegrać 2:4. Graliśmy w kratkę, a przebieg niektórych meczów trudno jest wytłumaczyć. Zazwyczaj było tak, że kiedy pierwsi strzelamy gola, to idziemy za ciosem, ale jak go tracimy, to bywa ciężko. Runda się jednak zakończyła i nie ma już teraz do czego wracać. Na pewno wpływ na naszą postawę miał covid, bo zimowy okres przygotowawczy przepracowaliśmy bardzo sumiennie. Czuliśmy się mocni. Okazało się jednak, że nie możemy grać i wiele rzeczy się posypało.
Na szczęście macie naprawdę jak na A-klasę szeroką kadrę.
- Jeszcze 2-3 lata temu, kiedy graliśmy w A-klasie, nie było tak dobrze. Często na meczach było nas jedenastu, do tego trzeba było dzwonić rano i upewniać się, że wszyscy przyjdą grać. Tymczasem w tym sezonie rozegraliśmy 17 spotkań w rundzie, a w ostatnim meczu w Brzeźnicy mieliśmy jeszcze czterech rezerwowych. Wiadomo, że wszędzie przydarzają się kontuzje - ja sam nie grałem w 3 ostatnich pojedynkach z powodu urazu barku, inni narzekali na urazy pachwiny. Duża kadra bez wątpienia się przydała.
Aż 17 kolejek zagraliście w tym półroczu. A niektórzy z wyższych lig narzekają, że muszą grać w niedzielę o godzinie 17, albo co trzy dni.
- Proponuję takim osobom, żeby poszły do pracy od poniedziałku do soboty i popracowały przy wylewkach. Do tego w międzyczasie jeszcze niech zaliczą treningi, a w niedzielę mecz derbowy, gdzie kości trzeszczą. Gramy dla siebie, dla swojej miejscowości, gramy za darmo, a po meczu idziemy spać, żeby wstać o 5 rano i pracować do 15. W sporcie trzeba być twardym.
Do tego jeszcze dochodzi to, że jesteście generalnie grupą znajomych z Budzowa i z okolic. To również jest bardzo ważne.
- I jeszcze połowa chłopaków pracuje razem przy wspomnianych wylewkach (śmiech). Znamy się od małego, graliśmy w kolejnych kategoriach wiekowych Strzelca. Oprócz Maćka Furmana i Krzyśka Raka, reszta to sami swoi. Mam nadzieję, że to zaowocuje za 2-3 lata awansem do okręgówki.
Plan ambitny.
- Chciałbym, żebyśmy tego dokonali. Taki mamy cel.
Doświadczenie z gry w wyższej lidze masz, bo grałeś w Halniaku.
- Tak, ale zagrać tam z moim Strzelcem byłoby bardzo fajne. Furman, Rak, Konrad Burliga również grali wyżej. Jeżeli będą w naszym zespole chęci, to możemy tam zagrać.
To, że jesteście znajomymi od dziecka, łączy was jeszcze praca, zgaduję, ze niejedna impreza to tylko przemawia na plus. Reprezentujecie swoją wieś, gracie to w A, to w B-klasie. Idylla czy coś bywa nie tak?
- Hm... Jestem "zapalnikiem" i czasem negatywnie wpływam na drużynę. Taki mam charakter. Denerwuję się, a potem te emocje udzielają się innym.
W trakcie meczu?
- Tak. Szybko się "gotuję". Jeżeli ktoś mi coś powie, muszę odpyskować. W spotkaniach derbowych za to postanowiłem się zamknąć, liczyła się tylko nasza wygrana. I skutek był bardzo dobry.
Jak sobie z tobą radzi trener Sławomir Bączek? Z moich obserwacji to trener Bączek jest oazą spokoju, chociaż jak trzeba, to i coś mocniej dopowie.
- Z trenerem mam dobry kontakt. Na zakończeniu rundy powiedział jednak, że jeżeli wszystko będzie tak samo jak teraz, to on zrezygnuje. Zaczęliśmy wtedy myśleć, kto inny ma sobie dać z nami radę? Nie ma takiego trenera. Jeżeli trener Bączek odejdzie, to będzie po Strzelcu. Musimy zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
Ostre warunki trener przedstawił.
- Tak, chociaż pewne rozwiązania sami podsunęliśmy. Jedne z nich to dyscyplina, rygor.
Pewnie też zakaz imprez przed meczem.
- Między innymi o to chodzi.
Wiesz jak wygląda i trenuje drużyna, która gra w okręgówce. Większość chłopaków ze Strzelca jednak tego nie wie.
- Jeżeli chodzi jeszcze o rygor, to nie tylko o mnie tutaj chodzi. Nie jestem jedynym zapalnikiem w zespole, bo takich osób jest 4-5. Jak trener nad nimi zapanuje, to będzie dobrze.
To już prawie pół drużyny!
-(śmiech) Właśnie wiem, że to bardzo dużo.
Czyli nie tyle byle do wiosny, ile najpierw do okresu przygotowawczego. Jakieś rozmowy z trenerem jeszcze były?
- Wiadomo, jak na zakończeniach bywa (śmiech). Wiemy, że w styczniu zaczynamy zajęcia i trener przedstawi czarno na białym plan, któremu będziemy się musieli podporządkować. Jeżeli nie, to on odchodzi. Wszystko będzie zależeć od nas.
Trener chce wami wstrząsnąć.
- Jeżeli chcemy coś osiągnąć, to jego wizja musi być realizowana. Koniec kropka.
Kadrę do realizacji celu macie liczną, ale czy wystarczającą?
- Trenowaliśmy zawsze we wtorek i w zależności od tego, w który dzień weekendu wypadał mecz, to zajęcia były w czwartek lub w piątek. Wspominałem, że w większości pracujemy ciężko fizycznie i nawet jak czasami człowiek by chciał potrenować, to ciało odmawia posłuszeństwa. Po zrobieniu 200 metrów betonu można nie mieć siły, a do tego mamy swoje życie prywatne, niektórzy są już ojcami. Zawsze jednak w dziesięciu pojawiamy się na zajęciach.
Brzmi nieźle.
- Trener Bączek nie miał takiej sytuacji, żeby w kolejnych spotkaniach zagrać tym samym składem. Może po przygotowaniach zimowych będzie lepiej?
Ktoś do was dołączy?
- Będziemy mieli wreszcie dwóch bramkarzy, bo przychodzi Konrad Brańka z Marcówki.
Król internetów Mateusz Lenik będzie miał zatem konkurencję.
-(śmiech) Tak jest! To bardzo fajny, młody chłopak, który podczas treningów uważa się, za mistrza świata. Czasami przepuści jednak strzał i z połowy boiska, po którym możemy wbić mu delikatnie szpileczkę. Po zakończeniu spotkania z Orłem Wieprz sędzia powiedział do nas, że mamy naprawdę dobrą ekipę, ale bramkarza to powinniśmy wymienić (śmiech). Dość jednak żartów, bo Mateusz w paru spotkaniach wybronił nam mecz. Gra bardzo dobrze na linii, ale zdarzają się jemu i słabsze pojedynki. Jak nam wszystkim.
Bramkarz zazwyczaj jest wariatem.
- To taka pozytywna, zakręcona jednostka w Strzelcu Budzów.
Wybuchowy ten Strzelec.
- Mówiłem, że trener Bączek miewa ciężko.
Na derbowe mecze wszyscy jednak potraficie się zmobilizować.
- O mecze z lokalnymi zespołami jestem spokojny. Musimy dopracować to, żeby z taką zawziętością grać w innych spotkaniach. Wtedy będzie bardzo dobrze.
Strzelec Budzów może być pierwszym krokiem do poważniejszej przygody z piłką. Był Łukasz Burliga, bracia Janiczak. Wielu jednak nie wyjechało.
- Grałem w B-klasie, A-klasie i w okręgówce i widziałem wielu utalentowanych chłopaków, którzy mogliby spróbować swoich sił w wyższych ligach. Dużo było takich zawodników. Ogólnie w przeszłości było trudniej się wybić - my mieliśmy w Budzowie Strzelca i koniec. Obecne pokolenie ma szkółki, wiele turniejów, można się znaleźć w notesach skautów. Dobrym przykładem jest 16-letni Kacper Nieckula, który z orlika w Budzowie trafił najpierw do Cracovii, a następnie do Garbarni. Po zakończeniu rundy pojawił się na naszym treningu i szczęki nam opadły. W życiu nie widziałem zawodnika w jego wieku z taką siłą w nodze. Byliśmy dla niego jak slalomowe tyczki. Piłka się go słuchała i robił co chciał. Widać było gołym okiem jakim dysponuje potencjałem.
Może i tak, ale 15-20 lat temu to tylko się grało w każdych warunkach.
- Tak było. Bez telefonów, komputerów, ale na boisku o określonej porze wszyscy się spotykaliśmy. Robiliśmy bramki w takich miejscach, gdzie teraz rosną lasy i graliśmy. W wakacje to od rana do wieczora. Obecnie owszem - można się realizować, ale młodzież jest inna. Widzę to po swoim młodszym bracie, który nie pójdzie zagrać z kolegami np. w podchody, a tylko siedziałby przed komputerem.
Trochę nostalgicznie się zrobiło więc idąc za ciosem - zbliżają się święta, więc i choinka, więc i prezenty. Co dla Strzelca od Mikołaja oprócz sporej dozy cierpliwości dla trenera Bączka?
- Nawet dwa worki by się przydały (śmiech). Oprócz tego chciałbym, żeby co poniektórzy zawodnicy mieli więcej pewności i wiary w siebie, żeby uwierzyli w swoje umiejętności. Liga okręgowa będzie wtedy jak najbardziej realna do osiągnięcia.
Może wtedy do Strzelca przyjdą rozsiani po powiecie zawodnicy grający teraz właśnie w okręgówce? Wtedy drużyna wyglądałaby pod składem personalnym konkretnie.
- To by było coś fajnego. Artur Kachnic, Kacper Burliga, Jonasz Burliga, Gabryś Janiczak czy Mateusz Sapoń byliby w naszej drużynie mile widziani. Ten ostatni to też dobry przykład, co to znaczy być w treningu. Nie widziałem wcześniej tak słabego zawodnika, jakim w juniorach Strzelca był właśnie Mateusz. Piłka się od niego odbijała. Potem poszedł do SMS (do Bielska-Białej - przyp. red.), przez trzy lata codziennie trenował i teraz gra na naprawdę niezłym poziomie. Trening, trening i jeszcze raz trening - to nie jest żadna tajemnica, że to klucz do dobrej gry na każdym poziomie. Widzę to po sobie w tym sezonie. Opuszczałem zajęcia tylko z powodu urazów. Jestem w cyklu treningowy, dużo lepiej czuję piłkę i prezentuję się w meczach o punkty.
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, nie najmłodsi
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Rafał Drobny (Naroże Juszczyn): Nie jesteśmy pazerni na zwycięstwa
ZOBACZ TAKZE: Głos z murawy. Eryk Wróblewski (BCS Zawoja): Jedna porażka to nie koniec świata
ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Paweł Mentel (Tempo Białka): Znamy swoje atuty, wady też
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze