Reklama


Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, a nie najmłodsi

11/12/2020 21:17

W czwartym artykule "Głos z murawy" rozmawiamy z zawodnikiem Garbarza Zembrzyce, Jonaszem Burligą. To było bardzo trudne, może i najtrudniejsze od wielu lat pół roku w klubie z Zembrzyc. Jak drużyna zareagowała na rezygnację prezesa Józefa Karlaka, jak Zdzisław Janik motywował zespół i na czym się skupiał mimo takiej, a nie innej sytuacji w tabeli? Zapraszamy.

 

Maciej Krzyśków: Jak trafiłeś do Garbarza Zembrzyce?

Jonasz Burliga: - Grałem w trampkarzach Strzelca Budzów i następnym krokiem miało być przejście do juniorów młodszych. W Budzowie byli jednak tylko juniorzy starsi i tak znalazłem się w Garbarzu Zembrzyce. W pierwszym sezonie, grając młodszym rocznikiem, i tak znaleźliśmy się w górnej części tabeli. W następnym wygraliśmy ligę. Prowadził nas wówczas Filip Kasiński. Następnie miałem już wracać do Budzowa, ale zadzwonił do mnie trener Zdzisław Janik i zaprosił na trening seniorów. Miałem jeszcze przez rok grać w juniorach Garbarza, ale trenować już z pierwszą drużyną. 

Reklama

Nie przypadkowo też pytam, bo ilu zawodników z tamtych juniorskich czasów Garbarza gra teraz w jego seniorach?

- Tak hm... Na pewno nie można obwiniać o to trenera, ani nikogo innego. Sytuacja była taka, że oprócz mnie było jeszcze 2-3 chłopaków, którym się naprawdę chciało grać. Garbarz grał w IV-lidze, a poziom gry tamtej drużyny był dla nas nieosiągalny. Młodzi zawodnicy nie dawali sobie rady na treningach. Do tego zamiast powypożyczać chłopaków np. do Tarnawy, to oni poodchodzili tam lub gdzieś indziej już na stałe. W Zembrzycach nie mieli szans na grę. W każdym sezonie walczyliśmy o utrzymanie w IV-lidze, co i tak czasami było wyczynem. Musieli grać najlepsi. Nie wprowadzało się młodych do gry.  Wszystko było kwestią wyniku, na której zależało prezesowi. Prawda jest taka, że nikt nie patrzył na młodzież. Jeżeli chciało się utrzymać poziom IV-ligi, to trzeba było ściągać chłopaków np. z Krakowa.

Reklama

Mówiło się o tym od lat, w zasadzie co rundę pojawiała się taka informacja, że prezes Józef Karlak pożegna się z Garbarzem. Teraz dotrzymał słowa.

- Na początku otrzymaliśmy informację, że prezes odchodzi. Nie wiedzieliśmy, czy Garbarz przystąpi do nowego sezonu, więc zaczęliśmy patrzeć bardziej na siebie. Byłem na treningu w Kalwarii, ktoś był w Makowie Podhalańskim. Następnie zostaliśmy zaproszeni do budynku klubowego na spotkanie. Wszystko odbyło się bardzo szybko, dynamicznie. Nie było żadnych informacji na temat odejścia prezesa miesiąc czy dwa miesiące wcześniej, przynajmniej nic do nas nie docierało. Jedyną osobą, która uratowała klub był Grzegorz Józefowski. Powiedział wprost, że stworzyliśmy coś fajnego, bo sezon 2019/2020 mieliśmy dobry. Zagwarantował nam, że klub będzie istniał, zapewniony zostanie transport na wyjazdy, ale będziemy musieli grać za darmo. Stało się tak, że z 15-16 zawodników zostało nas 7-8. To i tak nieźle, a stało się tak, bo stworzyliśmy naprawdę fajną drużynę. Lubimy się, z większością zawodników mogę powiedzieć, że się przyjaźnię. Pan Józefowski przyznał, że nie dopuści do upadku klubu w momencie, gdy za rok mają być obchody 100-lecia jego powstania.

Reklama

Ale co dalej, to nie wiadomo

- No właśnie. Jak będzie to 100-lecie wyglądało, tego nie wiemy. Wiadomo, że marzy się mecz z Wisłą Kraków, ale nic o obchodach jeszcze nie mogę powiedzieć.

Patrzmy na teraźniejszość.

- Wszystko się działo bardzo późno, trudno było o nowych zawodników. Zaczęliśmy rundę z 10 zawodnikami, którzy prezentują poziom okręgówki. O ile w pierwszym meczu z Nadwiślaninem Gromiec, pechowo przegranym 0:2, było nas całkiem sporo, o tyle w każdym kolejnym spotkaniu z różnych powodów brakowało już jednej czy dwóch osób. Czy to koronawirus, jakiś wyjazd, wesele, mnie nie było np. na dwóch spotkaniach, Sani musiał wcześniej wyjechać do Nigerii, żeby być pewnym, że weźmie ślub w wyznaczonym terminie... Wszystko to się bardzo niefajnie zbiegło w czasie, ale pracujemy dalej, czekamy na zapowiadane wzmocnienia zimą. Uważam, że potrzebujemy szerszej kadry - czy do treningów i do tego, by ktoś na zmianę ktoś był w trakcie meczów. 

Reklama

Normalnie powinno być - trener Janik idzie na trening juniorów, dobiera 2-3 do zajęć z seniorami. Czyli taka droga, jaką ty przeszedłeś.

- Garbarz nie ma juniorów.

Dokładnie. To temat, który od lat był żywy w Zembrzycach i było pewne, że prędzej czy później spowoduje on ogromne problemy . Tymczasem teraz sytuacja jest taka, że jest po prostu źle. Sam napisałem po meczu z Halniakiem, że Garbarz w takiej dyspozycji to miałby kłopot, by się w A-klasie utrzymać.

- Trudno się nie zgodzić. 

Przed startem sezonu był taki temat, że zaczynacie grać właśnie od A-klasy i że odpuszczacie okręgówkę?

Reklama

- Nie. Gdyby nie było Garbarza w okręgówce, to nie zostałbym w nim ja, trener, Kuba Żurek czy chłopaki z Lachowic - Mateusz Stachnik i Dawid Sobański. Uważam, że niżej niż w okręgówce, nie chciałbym grać. Wolałbym chyba w ogóle nigdzie nie występować. Posmakowałem gry w IV-lidze, a kiedy Garbarz w okresie sparingowym mierzył się z drużynami np. z A-klasy to różnica między zespołami była znacząca. Do tego dochodzi tez warsztat trenerski. Garbarz zmaga się teraz z problemami popełnionymi lata wcześniej. Atmosfery w zespole można nam jednak pozazdrościć i sądzę, że na wiosnę powalczymy. Liczę, ze do naszej kadry dołączy 3-4 zawodników.

Ciekawe kto?

Reklama

- Coś jest na rzeczy, ale konkretów nie znam.

Czyli nie chcesz, nie możesz powiedzieć.

- (śmiech). 

Trener Zdzisław Janik wielokrotnie pojawiał się w meczowym protokole, ale na placu gry się nie zameldował się ani razu. Namawialiście go, żeby wam pomógł?

- Nikt z nas tego nie próbował i nigdy nie będzie próbował. To zawsze jest jego decyzja. On jest trenerem i decyduje. 

Ok. W takim razie jak trener Janik motywował was przed każdym meczem czy też co w przerwie do was mówił? Wyniki mówią same za siebie i była to bardzo trudna runda także trenera Janika, najdłużej pracującego z jednym klubem szkoleniowca w naszym powiecie.

Reklama

- Trener Janik zawsze do wszystkiego podchodzi merytorycznie. Czasem wychodzimy nisko, czasem wysoko, ale na każdy mecz mieliśmy swoją taktykę. Było to też trudne, bo nie graliśmy przed sezonem sparingów, a pierwsze 5-8 meczów były traktowane jako docieranie się. Byłeś na meczu z Tempo?

Byłem (relacja z meczu TUTAJ).

- Każdą piłkę mieliśmy grać od tyłu. Niezależnie czy zawodnicy Tempo podchodzili do nas, czy nie.

Samobójstwo

- Trochę tak, ale trener nam mówił, że w tamtej chwili nie byliśmy przygotowani do tego, żeby grać piłką. Przed rozpoczęciem sezonu nie zagraliśmy żadnego sparingu. Dla nas pierwsze w sezonie spotkania traktowane były właśnie jak treningi. Musieliśmy w taki sposób zrobić podwaliny pod drużynę, bo inaczej to się nie uda. W futbolu nie chodzi o to, żeby stać na 30 metrze i wybijać piłkę na oślep. Liczyła się także nasza mentalność, bo nigdy nie chcieliśmy się bronić, i nawet przy sześciu straconych golach z Białką, to trzy goście zdobyli po naszym złym wyprowadzeniu piłki. Tak samo mieliśmy grać z Babią Górą (relacja z tego spotkania TUTAJ), czyli wszystkie piłki wyprowadzać od tyłu. Taka była nasza taktyka na początek spotkania, że gramy piłką ile się tylko da. Treningi w trakcie sezonu wyglądały tak samo - mamy grać piłką i się przy niej utrzymywać. Uważam, że nie było to złe, a gdybyśmy do końca rundy utrzymali tą kadrę, którą mieliśmy w pierwszych trzech spotkaniach, to punktów na naszym koncie byłoby więcej.

Reklama

Trener Janik zostaje, w styczniu zacznie treningi?

- Mam nadzieję. Są takie, a nie inne czasy i ciężko jest coś planować na przyszłość. Rok temu, kiedy osiągnęliśmy dobry wynik, mieliśmy tylko czterech chłopaków więcej niż teraz. I nawet nie chodzi o to, że to Adisa nam wygrywał mecze, bo był tylko na trzech meczach - wygranych z Babią Górą i Victorią Jaworzno oraz w jednym przegranym. Największym osłabieniem wg mnie było odejście Pawła Marka. To był zawodnik, który wygrywał wiele pojedynków.

To zdecydowanie jeden z najlepszych zawodników w naszym powiecie, chociaż mnie też dziwiło, czemu nie był próbowany w Garbarzu w środku pola.

Reklama

- Musiałby być bardziej kreatywny, a jego głównymi atutami było to, że potrafił odebrać piłkę i wygrać pojedynek jeden na jeden w defensywie.

Widziałem, jak on potrafi grać w środku pola.

- Na poziomie niższym w Skawicy, jest to możliwe, bo miał więcej miejsca. W sparingach Paweł był próbowany w środku pola, ale szybko ten temat upadł, bo miał tam mniej miejsca. Gdyby grał teraz w Garbarzu, to pewnie by wybiegał, wywalczył..

Taki Góralski w Zembrzycach nie jest już potrzebny, bo macie Mateusza Stachnika. Chociaż on i tak zrobił bardzo duży progres w Garbarzu.

Reklama

- On się chyba najbardziej wyrobił spośród wszystkich zawodników. Kiedy go zobaczyłem na pierwszym treningu, to się dziwiłem trenerowi, że skoro Mateusz gra, to chyba trochę upadamy (śmiech). Przyszedł na sparing, ja grałem wówczas na środku defensywy i powiedział do mnie, że nigdy nie grał na prawej obronie i liczy na wskazówki. Był wtedy 20 kilogramów cięższy niż teraz. Na jego stronie cały czas był "wiatrak", a trener go tam zostawił do końca. Potem byłem jednak w szoku, jak Mateusz się zmieniał, jak zaczął pracować nad sobą. Jestem pełen podziwu, bo ciągle robi postępy. Do tego jest bardzo fajnym człowiekiem, lubimy się. 

Jest w drużynie optymizm przed drugą częścią sezonu? Bywały sezony, że w rundzie wiosennej Garbarz słabo się prezentował, ale przychodziła zima i pojawiały się wzmocnienia. Teraz trener Janik na takie rozwiązanie nie będzie mógł liczyć.

- Sprowadzić kogoś, żeby grał jest ciężko, jeżeli w innych klubach się płaci. 

Są jednak tacy, którzy za przygodę z okręgówką mogą poświęcić swoją grę w klasie B.

- Takich zawodników szukamy. Widziałem na własne oczy, że jak ktoś przyjdzie z A czy z B-klasy, to po pół roku, po roku może już prezentować inny poziom. Przykład Mateusza pokazuje, że można zdziałać cuda. Metoda trenera z ciągłymi, mocnymi podaniami podczas zajęć się sprawdza. Kiedy przyszedłem do seniorów Garbarza, to największą różnicą była dla mnie intensywność w grze. Jeżeli podanie było szybsze, to miało się więcej czasu na przyjęcie, rozglądnięcie się. Mogłem na własne oczy podglądać, jak robią to inne drużyny. Były też lekcje, a jednej z nich udzieliły nam rezerwy Cracovii. Miałem tą przyjemność, nieprzyjemność, że grałem na Bartosza Kapustkę.

Przyjemność. Każdy taki kontakt meczowy w zawodnikami, którzy później zaistnieli, to świetna okazja do sprawdzenia się, ale i cenna pamiątka.

- Kiedy zobaczyłem, jak szybko, dokładnie Cracovia gra plus to, że nie zdążyłem się odwrócić, a już ktoś był sam na sam, to było to dla mnie nie do ogarnięcia. To jest ta największa różnica między poszczególnymi ligami - szybkość w grze i w podejmowaniu decyzji. Do tego dochodzi jeszcze przygotowanie fizyczne, a my w minionej rundzie nie byliśmy przygotowani. Dla przykładu Tempo Białka wyglądała bardzo dobrze fizycznie. Po derbach rozmawiałem z Pawłem to on mówił, że mają obozy, treningi 4-5 razy w tygodniu. 

Słyszę nutkę zazdrości.

- Chciało by się, żeby Garbarz tak funkcjonował.

Było o Kapustce. A który zawodnik naprzeciwko którego grałeś, a może z którym w Garbarzu występowałeś, najbardziej zapadł ci w pamięć?

Było ich dwóch. Pierwszego spotkałem w Garbarzu i nazywał się Adrian Sadowski. Dla mnie było niesamowite, jak można mieć tak ułożoną nogę. Przy nim uczyłem się uderzeń z woleja -  dorzucał piłkę i za każdym razem było to idealne zagranie. Dziesięć na dziesięć! Trener Janik ma zresztą taką samą technikę, potrafi posyłać piłki na centymetr. W Garbarzu niesamowite rzeczy na treningach robili również Sławomir Puda i Paweł Jurasz. Z kolei zawodnik, który zapadł mi w pamięć, a z którym nie grałem w Garbarzu, to Przemysław Dudzic. Aktualnie występuje w Hejnale Kęty. Mecz w Kętach z tego sezonu nie był naszym pierwszym starciem, ale czwartym czy piątym. Po raz kolejny się przekonałem, że to niesamowity zawodnik. W przeszłości przy okazji meczu Garbarza z Brzeziną Osiek wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym remisem dwóch wyrównanych zespołów, ale wtedy Dudzic zrobił, jak to się mówi, różnicę. W żartach się go zapytałem po ostatnim meczu, za ile by przyszedł grać do Garbarza, bo byśmy się z chłopakami na niego zrzucili (śmiech). Oprócz wymienionych zawodników to zagrałem naprzeciwko siedmiu zawodnikom, którzy z moim bratem Łukaszem zdobyli mistrzostwo Młodej Ekstraklasy.

Słyszałeś kiedyś takie głosy, że co robisz w IV-lidze czy okręgówce, kiedy brat gra w ekstraklasie?

-(śmiech) Dawno tego nie słyszałem.  Łukasz od początku skupił się na grze w piłkę nożną. U mnie była ona traktowana bardziej rekreacyjnie. Nie będę się też oszukiwał, ale Łukasz miał więcej talentu. Dla mnie piłka była pasją, dla niego jest pracą. Aktualnie jestem na ukończeniu studiów z fizjoterapii i pracuję. Oczywiście, kiedy Łukasz dzwoni do taty i rozmawiają o meczach, to czasem zapytam się starszego brata, jaka jest jego opinia na dany temat. Rzadko jednak o tym rozmawiamy.

To na koniec coś o sobotnim klasyku czyli spotkaniu Wisły Kraków z Legią Warszawą. W normalnych okolicznościach oglądałbyś ten mecz z wysokości trybun. 

- Na sto procent.

Łukasz zagra w sobotę? Z Cracovią nie wystąpił.

- Miał problem z mięśniem przywodziciela i dlatego nie zagrał w tamtym meczu. Mam nadzieję, że znajdzie się w kadrze meczowej na spotkanie z Legią.

Nie muszę pytać komu będziesz kibicował w sobotnim meczu, ale może inaczej. Wisła wygra w sobotę, bo...

- Każdy z zawodników będzie dawał z siebie więcej niż 100 procent, żeby się pokazać nowemu trenerowi. Pokazała to już pierwsza połowa poprzedniego spotkania z Cracovią, gdy to Wisła była stroną dominującą. Mam też nadzieję, że tak jak wspomniany derbowy mecz, sędzia swoimi decyzjami go nie zepsuje. Nie mam tutaj na myśli 2-3 sytuacji najbardziej spornych, ale przebieg całej drugiej połowy. To było niestety dostosowanie się do boiskowej kopaniny.

Sędzia sam mówił po meczu o kopaninie.

- Bardziej miał na myśli około boiskowe sprawy, a ja mówię o tym, co się działo na murawie. W pierwszej połowie wszystko było w porządku, ale potem się zaczęło. Jeden zawodnik za ostrzejsze wejście otrzyma upomnienie, drugi od razu kartkę. Często oglądam mecze w ligach zachodnich i tam się widzi, czuje kulturę sędziowania. Jeżeli jest bardziej zdecydowany faul, to sędzia pokazuje żółtą kartkę. Nie tak jak u nas, że przy mocniejszym wejściu to się później analizuje, czy go naprawdę dotknął, czy że to było tylko lekko... 

Jak już mówisz o tym, że sędzia raz daje kartki, raz nie, to migają mi przed oczami sytuacje z naszych powiatowych boisk. Tam jedna sytuacja może sprawić, że wszyscy zawodnicy na czele z trenerem są jak te koguty i najchętniej, to by sędziego zlinczowali na dzień dobry. 

- Dlatego lubię pracować z trenerem Janikiem, który powtarza nam, że jaka by nie była decyzja sędziego, to mamy jej nie komentować, nie gadać. To nie zmieni decyzji sędziego, a na boisku też trzeba się zachowywać. Później to może spowodować nerwy w grze... Patrząc na mecz derbowy w Krakowie to ciekawiło mnie, czy Siplak wykorzystałby swoją okazję, gdyby miał chłodniejszą głowę. We wcześniejszych sytuacjach był "zagotowany", zamiast się skupić na grze w piłkę. Uważam, że takie błędy biorą się właśnie z nerwowości.  Oczywiście,  zawsze można coś kulturalnie powiedzieć do sędziego, kapitan może podejść. Nidy jednak nie należy się kłócić, bo to nic nie zmieni, a sędzia tez jest człowiekiem. Ma prawo się pomylić. Ostatnio w Lidze+Extra ktoś słusznie powiedział, że nie można myśleć tak, że sędzia chce jednej drużynie pomóc, a drugiej nie. Patrząc na nasz poziom, to jest takie myślenie, że np. sędziowie z OZPN Wadowice będą sprzyjać Babiej Górze czy komuś innemu. Uważam, że to niepoważne podchodzenie do tematu. Jak jesteś na boisku lepszy, to to udowodnisz. Wierzę, że sędzia nie chce nikogo skrzywdzić, bo to już nie są te czasy. 

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są 

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama