Cyklem "Głos z murawy" zamierzamy podsumować rundę jesienną 2020/2021 w wykonaniu drużyn z naszego powiatu. W cyklu tym oddamy głos przedstawicielowi każdemu z klubów, który opowie co i jak działo się w jego zespole w ostatnim czasie. Na początek głos ma Dawid Janeczek z Jałowca Stryszawy.
Maciej Krzyśków: Jałowiec po pierwszej części sezonu zajmuje miejsce szóste. Wziąłbyś w ciemno taki rezultat przed startem rozgrywek?
Dawid Janeczek: - Patrząc z perspektywy zmian, do których doszło w naszym klubie, to tak. Chcieliśmy być na miejscu, które nam daje pewne utrzymanie i nie musieli się martwić przed rundę wiosenną. Takie mieliśmy cel i udało się go osiągnąć.
Do czternastej Korony Skawinki oszałamiająca różnica w punktach już nie jest, bo są to raptem dwa mecze i sześć punktów. A na wiosnę kolejek będzie, przynajmniej tyle jest w planach, siedemnaście.
- Tabela jest strasznie ciasna, spłaszczona, a runda pokazała, że każdy może wygrać z każdym. Ostatnia drużyna potrafi przeciwstawić się pierwszej drużynie, dlatego tym bardziej cieszymy się z miejsca, które zajmujemy.
Nie trzeba daleko szukać pojedynku Dawida z Goliatem - BCS Zawoja wygrała przecież z Jałowcem 2:1.
- Dokładnie. To jest przykład takiego meczu, w którym wszystko się może zdarzyć. Dodam też, że Zawoja nigdy nie była dla nas wygodnym rywalem i osobiście nie lubię z nimi grać.
Wspominałaś o zmianach w Jałowcu. Jak one wyglądały z twojej perspektywy? Jesteś młodym zawodnikiem, ale w seniorach to już grasz...?
- Czwarty rok.
To już można śmiało powiedzieć, że jesteś zawodnikiem, na którym ciąży i odpowiedzialność za wynik, ale też i poza boiskiem twój głos jest zauważalny. Widzisz co się dzieje w klubie i możesz mieć swoje przemyślenia.
- Nie wnikam dlaczego do zmian doszło. Stało się, ale uważam, że były one dobre. Wprowadzamy młodych zawodników do składu, gramy praktycznie samymi swoimi piłkarzami. Przed zmianami, to połowę drużyny stanowili zawodnicy przyjezdni.
Miałeś z tym problem?
- Nie. Patrząc jednak w przyszłość lepiej mieć swoich zawodników, wychowanków i wprowadzać ich do zespołu. To będzie procentowało. Tymczasem gra przyjezdnymi zawodnikami wygląda tak - pograją rok, dwa, odejdą i co? Według mnie trener Bartosz Sala obrał bardzo dobrą drogę wprowadzania wychowanków do składu. Podobnie robił zresztą też jego poprzednik, Tomasz Sala któremu zawdzięczam to, że pojawiłem się w seniorach Jałowca. Aktualny prezes i zarząd kładą na to duży nacisk.
Było głośne uff po tym, jak nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa? Z drugiej strony trzeba też prezesowi Kazimierzowi Kłapycie oddać to, że przejął klub w bardzo trudnym momencie po śmierci Jerzego Steczka. Do tamtego momentu mówiło się, że Jałowiec to jest pan Steczek i bez niego Jałowiec przestanie istnieć.
- Pan Jerzy Steczek zawsze był i będzie uważany za filar Jałowca. Drugiego takiego prezesa i człowieka nie będzie na naszym terenie. Co do prezesa Kłapyty, to zasługuje on na szacunek i podziękowania. Odkąd wszedłem do seniorów, był na każdym treningu, meczu, sparingu. Jak mieliśmy treningi w Lachowicach, też się tam pojawiał. Zawsze był i zawsze nas wspierał. Stało się jednak jak się stało... Jestem od grania, a to co się dzieje, po prostu się dzieje.
Jesteś w radzie drużyny?
- Nie. Tworzą ją Mateusz Harańczyk, Dawid Polak i Patryk Brytan.
Dołączając do tego skład zarządu, w którym jest trzech kolejnych zawodników Jałowca, kierownik, to trzeba powiedzieć, że rządzicie i macie stuprocentowy wpływ na to, co się dzieje w Jałowcu.
- Postanowiliśmy, żeby to właśnie zawodnicy mieli nad wszystkim kontrole, konsultowali się odnośnie wizji i przyszłości klubu. Nie chodziło nam o osoby, które przysłowiowo są w zarządzie, a nie działają. Uważam, że takie rozwiązanie jest bardzo dobre.
No to wracamy do memu, który pojawił się na stronie Jałowca po zakończeniu rundy, a w którym zostałem wywołany.
-(śmiech).
Wiem dzięki temu, że czytacie relacje na naszej stronie, ale mój kontr mem, który wysłałem tobie czy kierownikowi, mówił z kolei o tym, że po pierwszych kolejkach radości w szeregach Jałowca nie miało prawa być. Dwa punkty po czterech kolejkach - tak to wyglądało.
- Początek mieliśmy trudny, bo w sezon weszliśmy bez większego przygotowania. Przez wszystkie zmiany dopiero dwa, trzy tygodnie przed ligą zaczęliśmy trenować. Wszystko było robione na ostatnią chwilę.
Trenera Bartosza Salę znaliście już wcześniej. Dla niego też było to ułatwienie, bo nie musiał z kolei to on poznawać was i całego klubu.
- Nie wiedzieliśmy jednak do końca, jakim jest trenerem. Znaliśmy go tylko jako zawodnika. To, że został trenerem Jałowca było dla nas zaskoczeniem, ale uważam, że bardzo dobrze spełnia się w tej roli. Uwielbiam takich trenerów, a sam wiem po sobie, jakie to było dla mnie w przeszłości ważne, którzy wprowadzają i stawiają na młodych zawodników. Wiem, jak to jest pojawić się po raz pierwszy na zajęciach seniorów, co jest wtedy ważne dla takiego debiutanta. Młody zawodnik powinien otrzymywać szanse w meczach, nawet po kilka, kilkanaście minut. Między grą w juniorach, a w seniorach, jest kolosalna różnica. Każde dziesięć minut na poziomie gry w seniorach jest niezwykle cenne dla młodego zawodnika.
Nawiąże tylko do ostatniego meczu z wiceliderem Narożem Juszczyn, który ma w składzie zawodników ogranych w wyższych ligach, doświadczonych. To jednak Jałowiec prowadzi 1:0, a trener Sala wpuszcza na boisko 16 czy 17-latków. Wiadomo, że Naroże będzie starało się już rozpaczliwie atakować posyłając wrzutki w pole karne.
- Mamy na tyle dobrych młodych chłopaków, że możemy ich wpuszczać na boisko nawet w takiej sytuacji. Wejście w takim meczu, gra pod presją też jest czymś dobrym i wiele ich może nauczyć. Kiedy jest się młodym i wchodzi na mecz w seniorach, to jednak presja się pojawia i noga potrafi "gonić" przed każdym zagraniem. Pamiętam jak to było w moim przypadku (śmiech). Z czasem zawodnik się ogrywa i inaczej zaczyna reagować.
Wiemy już, że Jałowiec potrafi wygrać z naprawdę mocną drużyną, ale też i stracić punkty w meczu, w którym wydawałoby się, nie ma prawa tego zrobić. Jest jednak różnica miedzy meczem przegranym po niezłej grze, a takim, w którym po prostu nie idzie. Takie spotkanie wam się przytrafiło ze Strzelcem Budzów.
- To było nasze najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Strzelec nas totalnie zdominował, chociaż to my mogliśmy prowadzić 1:0, ale nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Patrzę z perspektywy całej rundy, to kiedy zdobywamy jako pierwsi bramkę, to potrafimy grać naprawdę fajnie, widowiskowo. Kiedy ją jednak tracimy, pojawia się chaos, bo chcemy jak najszybciej wyrównać. I takie mecze nie kończą się dla nas dobrze.
Najgorszy mecz Jałowca zatem jest znany, a najlepszy?
- Z Wisłą Łączany zagraliśmy najlepiej taktycznie, a z Dębem Paszkówką po 14 minutach prowadziliśmy 3:0. Nie można zapomnieć o tym, że z liderem Skawą Wadowice i wiceliderem Naroże Juszczyn ugraliśmy cztery punkty. To jest ważne i pokazuje nasz charakter, że potrafimy się przeciwstawić wyżej notowanemu przeciwnikowi (Jałowiec urwał punkty także trzeciej aktualnie drużynie - Nadwiślance Brzeźnica - przyp. red.). Nie jesteśmy zatem bez szans, jak to Sucha24 czasami opisuje (śmiech).
Jak wyglądał Jałowiec jako zespół to wiemy. A jak wyglądał Dawid Janeczek indywidualnie?
- Grałem głównie na prawym skrzydle. Czasami miałem zadania, żeby schodzić do ataku i grać jako drugi napastnik i tym samym zostawiać miejsce Dawidowi Polakowi. Uważam, że mam za sobą najlepszą rundę pod względem piłkarskim. Najwięcej dałem drużynie. Osiągnąłem już ten wiek w seniorach, w którym się nie boję piłki i zaczynam brać ciężar gry na siebie. Zdobyłem też najwięcej bramek odkąd trafiłem do seniorów, bo osiem.
Ile miałeś asyst? Na pewno liczysz.
- (śmiech) Właśnie, ze nie liczę. Trochę ich było, a ostatnia ze spotkania z zespołem z Juszczyna była najważniejsza. Cieszyła bardziej niż niejeden gol.
Czyli dobrze, że ostatecznie nie trafiłeś do Garbarza? Były dwa takie podejścia.
- (śmiech) Dobrze, niedobrze... Chciałem spróbować czegoś nowego, przysłowiowo liznąć tej okręgówki. Wiele osób mi jednak odradzało przejście do Zembrzyc, że to nie jest dla mnie dobry kierunek i jeżeli chciałbym gdzieś pójść, to do trochę lepszego klubu, który ma większe aspiracje. Na pewno cieszę się, że zostałem w Jałowcu i tego nie żałuję. Mamy świetną atmosferę, lubimy się z chłopakami i jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Gdyby teraz pojawiła się jakaś oferta, to na pewno bym jej nie rozważył.
Siłą Jałowca było też to, że wspierali go kibice. I zaczęli też zaznaczać swoją obecność na meczach wyjazdowych. A tymi kibicami są głównie zawodnicy z drużyn młodzieżowych Jałowca.
- To jest bardzo fajne. Ilość osób na trybunach bierze się na pewno stąd, że gramy swoimi zawodnikami. Ludzie chętnie przychodzą na stadion oglądając swoich niż np. gdy biegnie zawodnik z numerem 18 i nie wiedzą, kto to jest. Kiedy jednak gra kogoś syn, wnuk to ludzie chcą ich oglądać. Jeżeli chodzi o młodych zawodników, to nas zaskoczyli troszeczkę tym, że się zebrali i prowadzili doping. Zmobilizowali się, mają racę, malują plakaty – wielki szacun dla nich, na pewno nam pomagają i cieszymy się z tego, że są. Szkoda, że nie mogą teraz z nami jeździć na mecze, bo po pierwszych meczach to się do ich obecności przyzwyczailiśmy.
To, że Jałowiec to klub rodzinny potwierdzają też trenerzy w młodszych grupach wiekowych. Sami swoi. Nic tylko czekać, kiedy obok Dawida Polaka, Patryka Brytana i Tomasza Szklarczyka pojawi się Dawid Janeczek.
- Kiedy miałem w wakacje więcej czasu, to pomagałem Dawidowi. Trochę zatem już nabyłem doświadczenia, wiele też mi Dawid podpowiadał. Zacząłem bardzo poważnie myśleć o kursach trenerskich i mam to w planach. Uwielbiam dzieci i prace z nimi i kiedy mogłem Dawidowi pomagać, to mnie to cieszyło. Kiedy widziałem zaangażowanie dzieci, to się aż chciało ich trenować. Uważam, że mam bardzo dobre podejście do dzieci i nadawałbym się do ich trenowania.
Jak ten fragment będzie czytała twoja dziewczyna, to się ucieszy.
- (śmiech) Tak, na pewno.
Jak trafiłeś do Jałowca, w jakim wieku?
- Miałem osiem lat i podjąłem spontaniczną decyzję o tym, żeby przyjść na trening po tym, jak zobaczyłem jakiś mecz w telewizji.
Jaki to był mecz?
- Nie pamiętam. Wiem za to, że w tamtym czasie chodziłem na zajęcia z tańców ludowych w Stryszawie. Stwierdziłem, że nie chcę tego dłużej robić i chcę iść trenować piłkę nożną. Tak to przedstawiłem mamie (śmiech). Pamiętam wizytę na pierwszych zajęciach, jak mnie przywitali starsi koledzy. Powiedzieli, ze mnie znają i zapraszają. Bardzo fajnie mnie przyjęli i tak to się zaczęło. Spodobało mi się i trenuję do dziś, to już 11 lat.
A teraz runda zakończona i trenowanie na jakiś czas także?
- Dziś (rozmowa przeprowadzona w czwartek 26 listopada) mamy ostatni trening, gierkę wewnętrzną z juniorami i początkiem lutego zaczynamy przygotowania do rundy wiosennej.
Z Dawidem Janeczkiem w składzie?
- Oczywiście, nie widzę innej możliwości.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze