Po trzech meczach w ramach eliminacji do mistrzostw świata 2024, reprezentacja Polski ma trzy punkty na swoim dorobku. Za Biało-Czerwonymi znajdują się tylko Wyspy Owcze, które we wrześniu zawitają do naszego kraju.
Zatrudnienie Fernando Santosa dla wielu kibiców jawiło się jako początek nowej ery dla piłkarskiej kadry. Portugalczyk przejął drużynę niejako z marszu po mistrzostwach świata i na dzień dobry po dwóch minutach wyjazdowego meczu z Czechami, przegrywaliśmy 0:2. Potem do Warszawy zawitała Albania, z która Polska wygrała 2:0. I tak przyszło wyjazdowe starcie z Mołdawią. Do przerwy Polacy grali bardzo dobrze, prowadzili 2:0, mogli spokojnie pokusić się o jeszcze dwa gole. Druga połowa dla wielu, na czele z Santosem, pozostanie przez długi czas zagadką.
Dziś doszło do niespodziewanego spotkania Santosa z prezesem PZPN, Cezarym Kuleszą. Kibice piłkarscy doskonale wiedzą, że nie ma co wierzyć w oficjalne stanowisko o trzymaniu się razem i patrzeniu z optymizmem w przyszłość. Zrobiło się gorąco, to najlepiej oddaje sytuację. Gdyby Polska wczoraj wygrała, do żadnego spotkania by nie doszło.
- Spodziewałem się, że to będzie trudny mecz. W konkursie w gronie rodziny obstawiałem, że wygramy 3:0. Zdziwiony byłem, że w wyjściowym składzie gra dwóch Szymańskich, ale taka była decyzja trenera. Już po zakończeniu meczu zastanawiałem się, jak to jest możliwe, że zawodnicy prezentujący określony poziom, mogą zagrać dwie tak różne połowy. Po takim wyniku można się było spodziewać, że fala krytyki spadnie na trenera. Co mógł zrobić Santos po pierwszych dziesięciu minutach drugiej połowie? Poprosić o dwie minuty czasu... Drużyna została w szatni i nie wyszła na drugą połowę. Byli przekonani, że ten mecz jest już wygrany. Czy to wina trenera? Nie sądzę, że przewidział taki obrót sprawy. W niezrozumiały sposób zawodnicy zlekceważyli po przerwie założenia taktyczyne i to, jak przy wyniku 2:0 należy grać. Nie było w tym żadnej koncepcji, brakowało odpowiednich zachowań w poszczególnych fazach gry, nie było współpracy formacyjnej w liniach i to zarówno w pionie, jak i w poziomie. Wyglądało to tak, jakby zawodnicy grali na podwórku. Nie będę się pastwił nad postawą indywidualną niektórych reprezentantów, chociaż gdybym to ja był selekcjonerem, to kilku z nich nie otrzymałoby powołanie. Kluczem było to, że nie widziałem w ich poczynaniach agresywności, dynamiki, szybkości, waleczności. Zawodnicy zapomnieli, że kiedy jest się reprezentantem Polski, to trzeba oddać serce i zdrowie dla kibiców i orzełka na piersi. Uważam, że niektórzy grę w kadrze traktują jako zło konieczne, relaks, przywilej. Niektórzy przyjeżdżają, żeby przypadkiem nie nabawić się kontuzji. Oni słabo zarabiają i każde euro im się przyda, żeby przeżyć od pierwszego do pierwszego... Całą drugą połowę w wykonaniu Polaków dobitnie przedstawił w jednym z wywiadów Jan Bednarek, który powiedział, że w szatni mówili o tym, że jeszcze 45 minut i potem wakacje... To jest jeden wielki skandal! Teraz po takim meczu dopiero mają długie wakacje. W takiej sytuacji i z takim podejściem, żaden trener by sobie na świecie nie poradził. Mogę tylko współczuć trenerowi Santosowi, bo cała fala krytyki i hejt spadną na niego, chociaż on też nie jest bez winy - powiedział nasz piłkarski ekspert, Jarosław Gąstała.Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze