Reklama


Bieg Pocztyliona od kulis i nie tylko

07/09/2017 17:33

Zaczęli w niedzielę o godz. 11:30 we Lwowie, a zakończą w najbliższą sobotę o godzinie 8 rano w Wiedniu. Tak wyglądał start i będzie wyglądała meta II Biegu Pocztyliona. W czwartek sztafeta przebiegła przez powiat suski zatrzymując się na rynku w Makowie Podhalańskim i w Suchej Beskidzkiej. Sam bieg to jednak ułamek tego, co składa się na Bieg Pocztyliona, o czym specjalnie dla naszego portalu mówi główny pomysłodawca biegu, prezes klubu PAKA-s (Polonijny Klub Aktywności Sportowch-Strzelectwo Sportowe), pan Emil Dyrcz,

 W poprzednim roku Bieg Pocztyliona wystartował z Krakowa. Teraz sztafeta wyruszyła z położonego ponad 300 km na wschód Lwowa.  - W porównaniu do poprzedniego roku, bieg został wydłużony.  Mieliśmy obawy, jak organizacyjnie poradzimy sobie i jak nas przyjmą na Ukrainie. Spotkaliśmy się tam z bardzo silnym poparciem rozgłośni Radia Lwów. Wystąpili oni za naszą wschodnią granicą jako nasz partner, bo przepisy na Ukrainie przewidują, że obcy człowiek z obcego państwa nie może na ich terenie zrobić żadnej imprezy. Główna redaktor radia, pani Maria Pyż załatwiała wszystkie formalności urzędowe i nie dość, że otrzymaliśmy zgodę na bieg, to jeszcze asystę policji i karetki do przejścia granicznego w Medyce. W tę sprawę zaangażował się również nasz konsulat we Lwowie - mówi Emil Dyrcz.

- Start z Lwowa został poprzedzony mszą świętą w katedrze pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny. Bardzo utkwiły mi słowa księdza, które padły podczas mszy. Powiedział wszystko o naszym biegu, czemu jest poświęcony i dodał, że my, uczestnicy sztafety będziemy nieść przez cztery państwa wiadomość, że "oni, Polacy tu są i żyją". To było bardzo interesujące, bo było to nawiązanie do polskiego Lwowa. Zadaniem biegu jest także wspomnienie o Polakach, którzy mieszkają na Wschodzie. To nie jest Polonia, to są Polacy. Oni nigdy z Polski nie wyemigrowali. To Polska i jej granica się przesunęły. Ci ludzie ciągle tam są. Zdaję sobie sprawę, co ten ksiądz chciał powiedzieć, czyli "jesteśmy, żyjemy, mieszkamy i czekamy". Bieg Pocztyliona nie miał być biegiem politycznym, lecz sportowym, manifestacyjny, ale niestety nutka tego politycyzmu weszła. Utkwiło mi to w głowie - powiedział prezes klubu PAKA-s.

Reklama

Po minięciu przejścia granicznego w Medyce, Bieg Pocztyliona przeniósł się do Polski. A tam...  - Zainteresowanie jest większe niż rok temu i dużo ludzi dołącza się do naszego biegu. W poprzednim roku mieliśmy co prawda lepsze warunki pogodowe, a teraz ludzie biegli w nocy w strugach deszczu. Wymyśliliśmy nawet nowe hasło naszego biegu: "We mgle i w deszczu, w słońcu i w śniegu, ale zawsze w biegu" (śmiech). Było bardzo pomocne w trudnych chwilach (śmiech) - przyznaje Dyrcz i wylicza: - W Tarnowie np. mimo późnych godzin nocnych zebrała się duża liczba biegaczy, rowerzystów, którzy przeprowadzili nas przez całe miasto. Zaskoczeniem była dla nas wizyta w Łańcucie, gdzie nie mieliśmy przewidzianego żadnego spotkania, a tu się okazuje, że na nas czekają. Podjeżdża ochrona, straż, policja, włodarze miasta i udajemy się na rynek. Uznali Bieg Pocztyliona za fantastyczną sprawę i ideę i zadeklarowali na przyszły rok wsparcie, pomoc i duży współudział. Na pomoc mogliśmy również liczyć w Przemyślu. W Krakowie to miasto należało do nas. Gdybym tak jeździł normalnie po Krakowie, to pewnie zamknęliby mnie w wariatkowie. Przy pomocy policji i służb mieliśmy łatwy przejazd przez miasto.

W czwartkowy poranek Pocztylion zawitał do powiatu suskiego. Sztafeta miała do pokonania trasę Zembrzyce-Budzów i Maków Podhalański przez Górę Makowską. a główna ekipa już przed godziną siódmą rano zameldowała się na makowskim rynku. Od godziny 8 członkowie sztafety, którzy oczywiście nie biegli w tamtym momencie, przeprowadzali prelekcje z makowską młodzieżą, w trakcie których przybliżali m.in.  ciekawostki związane z najstarszym wizualnego systemem komunikacji "Wici". O godzinie 9 biegacze wyruszyli na trasę do Suchej Beskidzkiej. Wraz z nimi kilka kilometrów pokonali także husarzy na koniach. - Cieszę się, że wszystko zostało świetnie przeprowadzone i mogliśmy liczyć na eskortę strażaków z OSP Maków Dolny czy policji - przyznaje.

Reklama

Od Makowa aż do Żywca sztafecie towarzyszyli biegacze ze stowarzyszenia Mocni Pomocni. -  W poprzednim roku ta grupa biegaczy nie była jeszcze sformalizowana, po prostu to byli pasjonaci, którzy w środku nocy postanowili do nas dołączyć (ZOBACZ: Bieg Pocztyliona przebiegł przez powiat suski). Bardzo się cieszymy z ich towarzystwa. Bywają pomyłki na trasie, można się zgubić, dołożyć parę kilometrów (vide sztafeta z czwartkowego poranka, która nie skręciła na Górę Makowską, lecz pobiegła do Bieńkówki i potem musiała się wracać), więc tym bardziej dobrze jest korzystać z wiedzy i doświadczenia miejscowych biegaczy. Jestem pełen podziwu dla Mocnych Pomocnych. W tak krótkim czasie tak wiele już zrobili, mam tutaj na myśli akcje charytatywne i jest to coś wspaniałego. Chętnie ich widzę także na jeszcze dłuższym dystansie naszego biegu w kolejnych edycjach - powiedział Emil Dyrcz.

Podobnie jak w poprzednim roku, Bieg Pocztyliona wsparły trzy samorządy. Oprócz wspomnianego starostwa były to gminy Maków Podhalański i Sucha Beskidzka. - Wszyscy nasi partnerzy i sponsorzy, którzy przyczynili się do tego, że Bieg Pocztyliona może się odbyć, są dla nas niezwykle ważni i cenni. Jest rzeczą oczywistą, że taki bieg wiąże się z dużymi kosztami. Przemieszczanie się przez cztery kraje Europy z taką grupą ludzi jest dużym wyzwaniem logistycznym i finansowym. Mamy wielu partnerów i bardzo się cieszę, że znowu na wysokości zadania stanęła Starostwo Powiatowe w Suchej Beskidzkiej, gmina Maków Podhalański i Sucha Beskidzka. Dla mnie to podwójna satysfakcja, bo jestem mieszkańcem tego regionu i cieszę się, że mogłem moim kolegom biegaczom, przyjaciołom przedstawić i pokazać mój rejon oraz pokazać, że są tu ludzie, którzy wspierają takie inicjatywy. Jest to bardzo ważne, bo informacja idzie w świat i ja się z tego osobiście bardzo cieszę - dodał.

Reklama

W 2018 roku zatem możemy spodziewać się kolejnej wizyty Biegu Pocztyliona na terenach powiatu suskiego?  - W pierwszej kolejności człowiek myśli o szczęśliwym zakończeniu tego biegu. Z tyłu głowy pojawiają się już plany następnego biegu. Notowane są pewne niedociągnięcia, albo rzeczy, których można było uniknąć. Myślimy nie dzień, ale dwa dni do przodu (śmiech) - podsumował Emil Dyrcz.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama