Przez dwa dni w hali sportowej w Zawoi Centrum odbywały się III Babiogórskie Mistrzostwa Żaków i Orlików w halową piłkę nożną. Najpierw w sobotę rywalizowali żacy, a następnego dnia orliki. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, finałach wystąpiły zespoły BCS Zawoi i Jordana Jordanów. Za każdym razem triumfowali gospodarze.
16 drużyn wzięło udział w dwudniowym turnieju w Zawoi. W pierwszym dniu rywalizowali żacy. Najpierw rozegrano spotkania w grupach (A: BCS I Zawoja, Babia Góra Sucha Beskidzka, Naroże Juszczyn, Lachy Lachowice, B: BCS II Zawoja, Strzelec Budzów, Skawa Wadowice, Jordan Jordanów)., a następnie na podstawie zajętych w nich miejsc miejsc rozgrywano spotkania o miejsca.
W grupach triumfowały zespoły BCS Zawoi i Jordana Jordanów i to one zagrały o pierwsze miejsce. Wcześniej odbyły się spotkania o miejsca 7, 5 i 3, w których triumfowały drużyny: BCS II Zawoi, Naroża Juszczyn i Skawy Wadowice. Tam również nie brakowało emocji m.in. piłkarze ze Skawy w meczu z Babią Górą Sucha Beskidzka przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść na 3 sekundy przed zakończeniem regulaminowego czasu gry.
Zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego zapraszający do gry zespoły BCS Zawoi i Jordana Jordanów, gospodarz imprezy, prezes zawojskiego klubu Łukasz Stopka wyczytał nazwiska wszystkich zawodników biorących udział w finale, a ci pojawiali się niczym gwiazdy rocka na środku hali.
W meczu BCS z Jordanem padł tylko jeden gol i już na samym początku zdobył go Michał Stec.
- Jestem bardzo zadowolony z postawy zawodników. Nie tylko moi podopieczni, lecz także innych trenerów Młodego Jordana znaleźli się w drużynie na ten turniej, więc to drugie miejsce to również ich sukces. Oczywiście, że szkoda szybko straconego gola, który ustawił finałowe spotkanie, lecz należą się zawodnikom słowa pochwały, bo dążyli z całych sił do doprowadzenia do remisu. To był bardzo miły turniej zorganizowany na wysokim poziomie. Nie udało się dziś, uda się nam wygrać za rok (śmiech) - powiedział trener Jordana Jordanów, Piotr Kołodziejczyk.
Reklama
- Jordan postawił nam zdecydowanie najtrudniejsze warunki spośród wszystkich zespołów. Finał był wyrównany, a rywale mieli także świetnie dysponowanego bramkarza. Podobała mi się gra młodych zawodników z Zawoi. Byliśmy faworytami? Tak i udało się nam udźwignąć tą presję. Osobiście też inaczej już podchodzę do meczów finałowych niż we wcześniejszych latach. Nabyłem doświadczenia i niezbędnego dystansu - to z kolei słowa trenera BCS Zawoja, Jarosława Ficka.
W obecnych, z powodu pandemii bardzo trudnych czasach, treningi i turnieje są niezwykle ważne dla młodych zawodników - zarówno pod względem możliwości fizycznej rywalizacji, ale też i oddziaływania na ich psychikę . - Nie mamy problemu z frekwencją na treningach. Dzieci chętnie na nie uczęszczają. Dzięki certyfikacji naszej akademii mamy pozwolenie na treningi i z niego korzystamy ku zadowoleniu naszych małych piłkarzy i rodziców - dodał Kołodziejczyk.
- Nie mogliśmy trenować tylko w marcu i kwietniu poprzedniego roku, lecz od maja pozostajemy "pod grą". Srebrna gwiazdka szkółki powoduje, że trenujemy nawet pięć razy w tygodniu - podsumował Ficek.
Na zakończenie zawodów ufundowane przez suskie starostwo medale, statuetki oraz puchary wręczył Maciej Krzyśków.


W drugim dniu turnieju do rywalizacji przystąpili orliki. Tak samo jak w sobotę, 8 zespołów najpierw rywalizowało w dwóch, czterozespołowych grupach. W grupie A znaleźli się: BCS I Zawoja, Babia Góra Sucha Beskidzka, Naroże Juszczyn i Lachy Lachowice, a w grupie B: FA Tokarnia, Strzelec Budzów, Skawa Wadowice i Jordan Jordanów.
Zawody rozegrano w takiej samej formule, jak te poprzedniego dnia. Mecze grupowe trwały 17 minut, a spotkania o miejsca były o 180 sekund dłuższe (identyczny wymiar meczów miał miejsce w sobotę).
Jak widać po wynikach, drużyny postawiły zdecydowanie na ofensywę. Widoczne to było zwłaszcza w spotkaniach o miejsca, gdzie najmniejsza różnica goli między zespołami wynosiła cztery. Miało to miejsce w finałowym spotkaniu, w którym ponownie zagrali młodzi piłkarze z Jordanowa i Zawoi. Zawoja wygrała 5:1.
Drużyna BCS przeprowadziła prawdziwą kanonadę w pierwszym fragmencie spotkania i po 6 minutach prowadziła już 3:0.
- Wyszliśmy za bardzo stremowani na finał i daliśmy się zaskoczyć przeciwnikowi. Zaczęło się od gola po dobrze rozegranym rzucie rożnym (podawał Szymon Jończyk, strzelał król strzelców zawodów Michał Czarny), następnie zawojanie wykorzystali sytuację sam na sam. Mieliśmy w składzie najlepszego w turnieju bramkarza (Szymon Sum - przyp. red.), lecz nie miał wiele do powiedzenia w tych sytuacjach. Zaczęliśmy grać to, co sobie przed meczem założyliśmy, dopiero po stracie trzeciego gola. Zawodnicy nie podłamali się, nie zwiesili głów lecz grali dalej i próbowali odwrócić losy spotkania. Udało się zdobyć tylko jedną bramkę, lecz mieliśmy kilka innych świetnych okazji. Na tym etapie rozwoju zawodników nie są najważniejsze miejsca w zawodach, lecz gra i to, jak się prezentuję na tle innych drużyn. Cieszę się, że udało się nam zrealizować cel, nad którym pracowaliśmy w poprzednim tygodniu. Mam tutaj na myśli inteligencję zawodnika. Piłkarze sami wymyślali pewne schematy zachowania na boisku i wcielali je w życie również i w finałowym spotkaniu. Dla nas, a nie mówię tylko o sobie jako trenerze Jordana lecz o wszystkich, którzy pracują w jordanowskim klubie z młodzieżą, jest to sukces - powiedział opiekun młodych jordanowian, Adam Wójtowicz.
Reklama
- Mecz z Jordanem był dla nas najtrudniejszy. Widać, że zespół ten dużo trenuje, bo jest bardzo dobrze poukładany. Udało się nam wygrać i w pierwszych minutach zdobyć aż trzy gole. Wynika to z tego, że prezentujemy ofensywny futbol i jeżeli jest tylko możliwość, to odbieramy piłkę przeciwnikowi i staramy się uderzeniami kończyć akcje. W piłce nie chodzi tylko o wygrywanie, lecz o to, żeby rozwijać się mentalnie - przyznał Bartłomiej Ficek.
Tak jak trenerzy komentujący sobotnie zawody, również Wójtowicz z FIckiem zwrócili uwagę na to, że ogromnym szczęściem jest to, że młodzi zawodnicy mogą w tych czasach trenować i rozgrywać mecze czy turnieje. - Zauważyliśmy, że zawodnicy z jeszcze większą radością uczęszczają na zajęcia. Treningi to świetny powód, by ich odciągnąć od komputerów. Chcemy w tym roku pozwolić naszym zawodnikom rozgrywać jak najwięcej meczów, stąd co tydzień pojawiamy się na turniejach halowych, bądź gramy sparingi. Cieszymy się z frekwencji na zajęciach i z tego, że zawodnicy cały czas robią postępy i się rozwijają - dodał Wójtowicz.
- Rywalizacja jest nam niezwykle potrzebna. To był dla nas duży cios, że w poprzednim roku "uciekła" nam liga. Teraz wszystko nadrabiamy, ale najważniejsze jest to, żeby mierzyć się z innymi zespołami - podsumował Ficek.
Na zakończenie zawodów młodych sportowców nagrodził medalami, pucharami i statuetkami wójt gminy Zawoja, Marcin Pająk.
Głównym organizatorem turnieju były klub BCS Zawoja, a współorganizatorami suskie starostwo i zawojska gmina.



Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze