Reklama


B-KLASA: Ostatnia, pechowa minuta Dębu, Świt na zwycięskim szlaku, Basiura zrobił różnicę w Białce

31/10/2021 16:49

Tomasz Mazur dla Dębu, a Filip Kurowski dla CedronU - mecz na szczycie B-klasy zatem bez rozstrzygnięcia. Trzecią wygraną z rzędu odniósł Świt Osielec - po zwycięstwach z Olimpią Zebrzydowice, LKS Bieńkówką w niedzielę kolejną "ofiarą" zespołu z Osielca został Zryw LanckoronA. Derby powiatu pomiędzy Tempem II Białka, a LKS Bieńkówka dla gospodarzy.

Demolka po przerwie

Pierwszą wygraną w sezonie 2021/2022 zanotowały rezerwy Tempa Białki. Trzy punkty zdobyte przez gospodarzy należały się im jak psu buda, chociaż do przerwy goście z Bieńkówki jeszcze jako tako się trzymali. Wraz z wejściem od początku drugiej odsłony na plac gry Huberta Basiury, stracili złudzenia na osiągnięcia jakiegokolwiek korzystnego rezultatu. Basiura w poprzednich sezonach w barwach Tempa potrafił robić różnicę w okręgówce. Teraz zrobił to w klasie B, chociaż gdyby taki zawodnik grał w Bieńkówce, to także i tam poziom drużyny automatycznie poszedłby do góry. Ale nie gra, więc nie poszedł.

Reklama

Co do pierwszej połowy, to chyba pora rozgrywania spotkania zrobiła swoje (godz. 11). Walka, ale też i chaos i gdyby nie gol zdobyty przez Damiana Marka, który po prostopadłym podaniu od Mateusza Barcika, znalazł się w sytuacji sam na sam z Jarosławem Gąstałą, niewiele dobrego można by o niej napisać.

Gospodarze zdawali sobie sprawę, że są w stanie sięgnąć po wygraną i do niej dążyli. W szatni padło kilka mocnych słów, bo nikt nie chciał wracać do przeszłości - Tempo prowadzi jedną bramką do przerwy, a ostatecznie nie sięga po trzy punkty. 

Reklama

Tempo zyskało przewagę w środku pola, gdzie do grającego tam wcześniej Łukasza Drewniaka dołączył wspomniany Basiura. Drugi gol dla białczan to podanie od Basiury do Damiana Dyrdy, który posyła piłkę do pustej bramki.

Ten gol spowodował, że gospodarze złapali tak potrzebny luz i jeszcze dwukrotnie rozmontowali defensywę gości. Bramka numer trzy dla Tempa to przejęcie w środku pola piłki przez Drewnika i zagranie do Marka. Następnie futbolówka trafia do Basiury, który wypuszcza na skrzydle Marka. Dośrodkowanie w pole karne zamyka Drewniak. Bienia nie miała nic powiedzenia.

Reklama

W kolejnej akcji swoje nieprzeciętne, indywidualne zdolności zaprezentował Basiura, który minął obrońcę gości, położył na ziemi grającego trenera gości i trafił do pustej bramki.

Bieńkówka zdobyła honorową bramkę z rzutu karnego. W polu karnym jednego z zawodników gości sfaulował Mateusz Barcik, a jedenastkę wykorzystał wychowanek Tempo Daniel Lewandowski.

- Po pierwszej połowie nie spodziewałem się, że tak wysoko przegramy. Przypadkowa bramka do szatni zmieniła cały obraz naszej gry. Nie mieliśmy atutów żeby poważnie zagrozić gospodarzom, którzy w drugiej połowie całkowicie przejęli inicjatywę. Oczywiście znacząco im w tym pomogliśmy bo tracone gole to nasze prezenty z których białczanie korzystali i zasłużenie wygrali. Różnice po przerwie zrobił Basiura, w pojedynkę nas pokonał. Gratulacje dla gospodarzy - przyznał Gąstała.

Reklama
Jarosław GąstałaJarosław Gąstała

Uzasadniona radość z powodu pierwszego ligowego zwycięstwa towarzyszyła drużynie z Białki.

- Widać wielki postęp w naszej grze, który bierze się z tego, że regularnie występujemy w tym samym systemie i coraz lepiej rozumiemy się na boisku. Przed nami jeszcze bardzo wiele pracy, a nie można zapomnieć, że średnia wieku w naszej drużynie wynosi ok 21 lat. Myślimy już o kolejnym, ostatnim w tej rundzie spotkaniu (na wyjeździe w Lanckoronie), a potem nastawiamy się na bardzo pracowitą zimę - to z kolei głos od jednego z bohaterów spotkania, Łukasza Drewniaka.

Reklama
Łukasz DrewniakŁukasz Drewniak

Tempo II Białka - LKS Bieńkówka 4:1 (1:0)

Gole dla Tempo: Marek, Dyrda, Drewniak, Basiura.

Gol dla Bieńkówki: Lewandowski (k.)

Składy:

Tempo: Fujak - Gracjasz, Ptak, Malik, Rusin, Drewniak, Drobny (82' Bisaga), Mateusz Barcik, Dyrda (75' Marcin Barcik), Marszałek (46' Basiura), Marek.

Bieńkówka: Gąstała - Tekieli, Lewandowski, Pupczyk, Szczurek, Knapczyk, Czaicki, Raczkowski, Pacholski (46’ Lizak), Kwiatek, Żołnierek.

Ruszyła maszyna

Czy jest w Osielcu osoba, która pamięta trzy ligowe zwycięstwa z rzędu Świtu? Pewnie tak, chociaż zapewne próżno szukać jej w składzie obecnie grającej w klasie B drużyny. Potwierdza to i prowadzący fanpage osieleckiej drużyny, który z przymrużeniem oka kojarzy taką serię z zamierzchłymi czasami. Teraźniejszość jest jednak taka, że Świt dopisał w ostatnim czasie do swojego dorobku dziewięć punktów i znacznie poprawił swoją sytuację w tabeli.

Reklama

Do przerwy podopieczni Marcina Kopacza prowadzili już 2:0. Dwójkowa akcja Kopacza z Gabrielem Traczykiem zakończyła się podaniem wzdłuż pola karnego tego drugiego. Całość zwieńczył celny strzał Jakuba Bednarza.

Drugi gol dla Świtu to wykorzystane fatalne nieporozumienie w szeregach gości przez grającego trenera Świtu. Na trzeciego gola dla gospodarzy trzeba było czekać do drugiej połowy - z autu grę wznowił Kalemba, a do bramki trafił Traczyk.

Gości stać było tylko na honorowe trafienie autorstwa Kamila Maliny. Zawodnik Zrywu wykorzystał błąd w kryciu zawodników Świtu i wykorzystał sytuację sam na sam z Pawłem Wójcikiem.

Reklama
- To nie było ładne widowisko. Mecz był chaotyczny, mało było w nim akcji, a do tego murawa była twarda i piłka skakała jak na boisku asfaltowym. Inna sprawa to zachowanie drużyny Zrywu, którzy każdą decyzję sędziego głośno podważali. To była masakra. Powinni zmienić dyscyplinę - powiedział Marcin Kopacz.

Świt Osielec - Zryw Lanckorona 3:1 (2:0)

Gole dla Świtu: Bednarz, Kopacz, Traczyk.

Gol dla Zrywu: Malina.

Skład Świtu: Wójcik - Zawiła, Szpak (75' Bachorczyk), Guzik (80' Siepak) Bednarz (55' Bachul), Rzeszótko, Oleksa, Kalemba, Kopacz, Bodnar (46' Bałos), Traczyk.

Reklama

Prawie, prawie...

Dąb mógł, Cedron musiał... Spotkanie lidera z wiceliderem nie zachwyciło, bo i zachwycić nie mogło. Obowiązywało hasło - nie stracić gola, stąd defensywy grały pierwsze skrzypce. Lepiej zorganizowani w tej formacji byli goście - "plaster" nałożony na Mariusza Lipę, do tego 3-4 stałych obrońców zrobiło swoje. Dąb za to ryzykował -  co mogło się skończyć sytuacjami jeden na jednego z bramkarzem gospodarzy. Po jednym golu obu zespołom udało się jednak strzelić. Kiedy traci się bramkę już w doliczonym czasie gry, to można mówić o niedosycie. Taka właśnie sytuacja spotkała zespół z Sidziny. Tylko, że ten niedosyt był taki... nie do końca.

Reklama

O ile zawodnicy z Brodów mogą być przyzwyczajeni do tego, że ich kibice wspierają w spotkaniach wyjazdowych, o tyle z pewnością nie spodziewali się tego, co zastaną w Sidzinie. Chodzi tutaj oczywiście o głośny doping, race, czyli coś niespotykanego na poziomie klasy B. Pod tym względem - był top. Kibice z Brodów bili zresztą brawo, gdy pierwsze racy zabłysły na stadionie w Sidzinie. 

Pod względem niektórych przyśpiewek - na czele z tą, gdy Sidzina się pyta, co to są Brody, jakby to miejscowość z naszego powiatu była tą o wiele bardziej znaną i w ogóle - to już było śmieszno-strasznie. Pod względem zaś wydarzeń, które miały miejsce już po zakończeniu spotkania poza terenem stadionu i dalej na powiatowych drogach, było już żenująco słabo. Niestety, taki finał wizyty wielu osób spoza Sidziny nastawionych "na zwarcie" nie był trudny do przewidzenia. Zarząd Dębu przeszedł zatem chrzest w warunkach, nomen omen, bojowych. Kilka klubów z naszego powiatu to przerabiało i nie jest to żadna filozofia  - niespodziewana, spodziewana (cała Sidzina i nie tylko na długo przed meczem huczała od kilku dni o tym, ilu ludzi pojawi się na trybunach) wizyta dużej ilości kibiców powinna w pierwszej kolejności wywołać telefon na policję. To zatem jedna sprawa. Druga to taka, kto tych ludzi do Sidziny zaprosił - sami od siebie na mecz B-klasowy, nawet jak gra lider z wiceliderem - zapewne by nie przyjechali...  Temat zatem rzeka do rozstrzygnięcia w stricte sidzińskim gronie. Dalej już będzie tylko o piłce.

Reklama

Fajerwerki były zatem tylko na trybunach (ostatnie nawiązanie jednak do otoczki spotkania), a na murawie walka o każdy centymetr boiska. Żadna z drużyn nie chciała ustąpić, stąd strzałów celnych było jak na lekarstwo, a nawet jeszcze mniej. 

Wynik mogli otworzyć zawodnicy z Brodów - w 18. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego źle nogę ułożył Maciej Moskwa i skończyło się tylko na strachu dla gospodarzy. Chwilę później z rzutu wolnego dośrodkował Tomasz Mazur, a Damian Staszczak wywalczył rzut rożny. Wykonał go Dawid Klimowski, a piłka... trafiła w znajdującego się zupełnie niepilnowanego Patryka Zaworę

Moskwie udało się  ostatecznie zatrudnić Dominika Wójcik, ale golkiper gospodarzy był na posterunku. W odpowiedzi zakręcił obrońcami z Brodów Lipa, ale jako, że był on pod ścisłym nadzorem obrońców gości, to jego próba została zablokowana. 

Pierwszą połowę kończy strzał w boczną siatkę Staszczaka. Mimo że była to 35. minuta, to później nie działo się absolutnie nic godnego uwagi pod bramką gości czy gospodarzy.

Lepiej drugą połowę rozpoczęli goście - nieczysto trafił w piłkę Piotr Kruk, a niepewnie interweniującego Wójcika (w sumie to nie interweniował, tylko czekał nie wiadomo na co) uprzedził Moskwa - jego strzał głową był jednak niecelny.

Tymczasem pierwszy w zasadzie wypad Dębu na połowie gości w drugiej połowie zakończył się bramką. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Klimowskiego, do bramki Cedronu trafia Mazur. 

Z każdą upływającą chwilą goście stopniowo się otwierali - pojawiły się wreszcie kontry, których tak brakowało gospodarzom do przerwy. Po jednym z nich strzelał z ostrego kąta Lipa, ale bez efektu bramkowego. Jeszcze lepszą okazję w samej końcówce miał Lipa, który po podaniu od Artura Kulki przymierzył nad poprzeczką.

Cedron po przerwie zagrażał bramce Dębu głównie po stałych fragmentach gry - aż sześć razy wykonywał rzuty rożne (w pierwszej odsłonie tylko raz), a do tego trzeba jeszcze doliczyć kilka rzutów wolnych. I zwłaszcza po kornerach bywało groźnie.

Nieuchronnie zbliżała się dziewięćdziesiąta minuta. Trener Piotr Żmudka zdjął nawet całe swoje ofensywne trio - Klimowskiego (tutaj jak najbardziej słusznie, bo ten "pracował" na drugi żółty kartonik), Staszczaka, ale i Lipę. I gdy wydawało się, że Dąb wygra po raz szósty na swoim stadionie w tym sezonie, akcję lewą stroną przeprowadził Filip Kurowski, którego szarży nie zastopował żaden z zawodników Dębu (a dwóch to mogło, teraz w Sidzinie to wiedzą - powinno, ją przerwać). Centrostrzał, piłka odbija się od słupka i Cedron wyrównuje.

Brak liderów ofensywy spowodował oraz różnica punktowa w tabeli również spowodował, zże po wznowieniu gry od środka to Cedron śmielej ruszył do ataku. Ich efekt był taki jak de facto przez cały mecz - dośrodkowania w pole karne były skutecznie stopowane przez gospodarzy.

Końcowy gwizdek sędziego i wiadomo, że mamy dwóch rannych, obyło się bez ofiar. Dąb jednak wciąż ma cztery punkty nad Cedronem, przerwę między rundami na pewno przezimuje na pozycji lidera. Co dalej? Zobaczymy na wiosnę, chociaż zanim ta nastąpi, to Dąb czeka wizyta w Izdebniku, a Cedron mecz u siebie ze Stanisławianką Stanisław.

STATYSTYKI ZE SPOTKANIA DĄB SIDZINA - CEDRON BRODY:

I POŁOWA:

  DĄB SIDZINA CEDRON BRODY
STRZAŁY 6 3
STRZAŁY CELNE 1 2
STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE 5 1
RZUTY ROŻNE 1 1
SPALONE 0 0
FAULE 8 8
Ż.K. / CZ. K. 1/0 0/0

II POŁOWA:

  DĄB SIDZINA CEDRON BRODY
STRZAŁY 8 8
STRZAŁY CELNE 2 2
STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE 6 6
RZUTY ROŻNE 2 6
SPALONE 0 0
FAULE 13 3
Ż.K. / CZ. K. 2/0 2/0

CAŁY MECZ:

  DĄB SIDZINA CEDRON BRODY
STRZAŁY 14 11
STRZAŁY CELNE 3 4
STRZAŁY NIECELNE/ZABLOKOWANE 11 7
RZUTY ROŻNE 3 7
SPALONE 0 0
FAULE 21 11
Ż.K. / CZ. K. 3/0 2/0

Dąb Sidzina - Cedron Brody 1:1 (0:0)

Gol dla Dębu: T. Mazur. 

Gol dla Cedronu: F. Kurowski.

Składy:

Dąb: Wójcik - Haber (52' Binkuś), Chorąży, T. Mazur, Motor, Kolaniak Krupa, Zawora (54' Kaczmarczyk), Staszczak (88' Kulka), Klimowski (82' Wilczyński), Lipa (90' Stramek).

Cedron: Masocha - Wyka, F. Kurowski, Moskwa, Kruk, Pułka (78' Jabcoń), Pasternak, Mirocha (84' Sienkewicz), Półtorak, Wątor (90' Wątroba), Klimowski. 

Kolejka nr 12
2021-10-30
14:00 Stanisławianka Stanisław  1:2 Żarek Stronie
14:00 Spartak Skawce 1:1 Olimpia Zebrzydowice
2021-10-31
11:00 Jastrzębianka Jastrzębia  1:3 Chełm Stryszów
12:00 Świt Osielec  3:1 Zryw Lanckorona
14:00 Dąb Sidzina  1:1 Cedron Brody
14:00 Sosnowianka Stanisław Dolny 1:1 Jubilat Izdebnik

Poz Zespół M Pkt Bramki+ Bramki-
1 Dąb Sidzina 26 63 86 23
2 Spartak Skawce 26 63 91 29
3 Cedron Brody 26 57 58 29
4 Stanisławianka Stanisław 27 55 70 34
5 Sosnowianka Stanisław Dolny 25 51 50 31
6 Chełm Stryszów 26 44 76 36
7 Olimpia Zebrzydowice 26 35 36 38
8 Zryw Lanckorona 26 29 50 51
9 Jastrzębianka Jastrzębia 26 29 34 47
10 Jubilat Izdebnik 26 28 56 75
11 Żarek Stronie 26 20 26 58
12 Świt Osielec 26 18 34 77
13 LKS Bieńkówka 26 15 27 88
14 Tempo II Białka 26 13 21 99


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Roben - niezalogowany 2021-11-01 17:43:34

    No sidzina teraz za te race będzie kara. Ale szacun dla Was za ta oprawe

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Ribery - niezalogowany 2021-11-01 20:23:23

    No słyszałem ze maja ich z Europejkach pucharów wykluczyć na 3 lata

    • Zgłoś wpis
  • Kibic Wisły - niezalogowany 2021-11-01 22:47:44

    Raczej to byli kibice Cracovi a nie Sidziny śmiech na sali żeby takie akcje na b klasie robić????????

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości