Do przerwy Tempo Białka remisuje w Żarkach 0:0. W Suchej Beskidzkiej Babia Góra gra z liderem A-klasy Cedronem Broody - sytuacji sam na sam z bramkarzem gości nie wykorzystał Dawid Choczyński, po przeciwnej stronie piłka wpadła do bramki Artura Kachnica, lecz sędzia wcześniej sygnalizował pozycję spaloną. Większość spotkań rozpoczęła się o godzinie 17.
IV-LIGA:
Trio czarowało za krótko
Sprowadzeni na drugą część sezonu do Zembrzyc czarnoskórzy zawodnicy - Sani Abubakar, Ismalia Balogun i Nurudeen Oladoja po raz pierwszy w pełni pokazali, że mogą i są w stanie być wzmocnieniem Garbarza. To oni napędzali akcje gospodarzy w spotkaniu z czołową drużyną IV-ligi - Orłem Piaski Wielkie na stadionie w Zembrzycach. Tuż przed przerwą w polu karnym gości został sfaulowany Balogun, a jedenastkę wykorzystał Bubakar.
Na nieszczęście dla podopiecznych Zdzisława Janika - mecz trwa dziewięćdziesiąt minut i trzeba było rozegrać jeszcze drugą połowę. A tam po błędzie bramkarza Garbarza Bartłomieja Bruzdy Orzeł doprowadził do wyrównania. Bruzda zbyt długo zwlekał z wybiciem piłki i w końcu został "zmuszony" do popełnienia błędu przez jednego z rywali. Wyłożył piłkę piłkarzowi Orła i chwilę później było 1:1.
Garbarz mógł niebawem ponownie wyjść na prowadzenie - z bliskiej odległości nie skierował jednak piłki do siatki Sławomir Puda.
Orzeł w końcówce ukłuł jeszcze dwukrotnie i zwyciężył 3:1.
Na drugie! w tym sezonie zwycięstwo w Zembrzycach (pierwsze i jak na razie jedyne miało miejsce 9. kwietnia z Michałowianką Michałowice) trzeba poczekać przynajmniej dwa tygodnie, gdy do Zembrzyc zawita Proszowianka Proszowice (21. maj)
Garbarz Zembrzyce – Orzeł Piaski Wielkie 1:3 (1:0)
Gol dla Garbarza: Abubakar (k.)
Skład Garbarza: Bruzda - Ł. Puda, J. Burliga, Mitka (90" Talaga), Oladoja, Kasiński, Tomczak (78" Harańczyk), Sadowski, Bubakar, Alogun, S. Puda.
"Skopiowali" mecz
Nie stracić gola. Cel, który przyświecał Halniakowi Maków Podhalański przed wizytą na stadionie Michałowianki Michałowice był jasny. Ofensywna jakość Halniaka, z Tomaszem Moskałą na czele, pozwalała tymczasem sądzić, że i w Michałowicach "coś uda się strzelić". Właśnie Moskała był tym motorem napędowym w starciu z Michałowianką. Po faulu na nim precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Paweł Kozieł. - Jest wyznaczony do tego stałego elementu gry, ćwiczy go na treningach - mówi trener Halniaka Krzysztof Wądrzyk.
W pierwszej połowie po dwóch dograniach Moskały na listę strzelców mogli wpisać się jeszcze Maciej Furman i Szymon Bobek. - Gospodarze zagrażali nam po stałych fragmentach gry, ale byliśmy na to przygotowanie. Trochę porotowałem składem i ustawieniem na ten mecz. Cieszę się, że wszystko zagrało i się dobrze dla nas ułożyło. Za nami dobre zawody, w którym chłopcy realizowali założenia taktyczne. Chcieliśmy przede wszystkim nie stracić gola - powiedział Wądrzyk, który w dalszym ciągu nie może wystawić w pełnym wymiarze czasowym swojego napastnika numer jeden, czyli Dariusza Szymoniaka. - Kiedy Darek pojawia się na boisku, nawet w tak krótkim czasie daje nam odpowiednią jakość. Czekamy, kiedy będzie mógł zagrać dłużej. Na razie nie jest jeszcze w pełni sił - wyjaśnia trener Halniaka.
- Żeby myśleć o utrzymaniu w lidze, musimy zacząć punktować także u siebie (w 2016 roku Halniak wygrał u siebie tylko raz, dwukrotnie przegrał i dwukrotnie zremisował - przyp. red.). Odkuliśmy się za porażkę z Wiślanami. Cała drużyna zasłużyła na brawa - dodał na zakończenie Krzysztof Wądrzyk.
Michałowianka Michałowice – Halniak Maków Podhalański 0:1 (0:1)
Gol dla Halniaka: Kozieł.
Skład Halniaka: Pająk - Mokwiński, Lozniak, Kozieł, Talaga, Furman, Dyduch, Kaczmarczyk, Szymula, Moskała, Bobek (75" Szymoniak).
V-LIGA
Remis, remis, wreszcie wygrana
LKS Żarki przed tym spotkaniem było wyżej w tabeli od Tempo Białka o jeden punkt. - Nasz sobotni rywal ma zespół oparty na doświadczonych zawodnikach z Libiąża i okolic, którzy występowali w przeszłości w wyższych niż piąta liga klubach. Kuba Korba ich doskonale zna i przekazał niektóre cenne informacje - powiedział trener Tempo Białka, Maciej Melzer.
Rywal zatem był może nie tyle rozpracowany, co znany. Teraz trzeba było tylko i aż swoją wiedzę udokumentować wygraną. W dwóch poprzednich spotkaniach zespół z Białki zdobył tylko dwa punkty. - To był nasz trzeci dobry mecz, na równym poziomie. Wszyscy sumiennie pracowali na boisku, od Piotrka Kłapyty po Bartka Ficka, który pojawił się na ostatnie pięć minut - pochwalił swoich podopiecznych Melzer.
W pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie zagrozili bramce Tempo. Najpierw świetną interwencją po strzale z 35. metrów popisał się golkiper gości, Kłapyta, a w kolejnej sytuacji w sukurs przyszła mu poprzeczka. - W poprzednich meczach to my obijaliśmy konstrukcję bramki przeciwnika, w Żarkach dopisało nam w takiej sytuacji szczęście - podsumował Melzer.
Piłkarze Białki także mogli otworzyć wynik. Po dośrodkowaniu Łukasza Raczka zabrakło zdecydowania Sebastianowi Młynarczykowi - piłka ostatecznie przeszła między napastnikiem gości, a bramkarzem LKS Żarki - Mateuszem Wiśniewskim, na aut bramkowy. W kolejnej sytuacji centra Kamila Lenika nie znalazła adresata, czytaj Raczka i Młynarczyka.
Gola na wagę zwycięstwa zdobył w 55. minucie Jan Woźny. Precyzyjnie przymierzył z rzutu wolnego nie dając żadnych szans bramkarzowi gospodarzy na skuteczną interwencję. - Ćwiczy takie strzały na treningach, stąd miałem ogromną satysfakcję, gdy właśnie tak skierował piłkę do bramki - przyznał Melzer.
Wygraną w wyższym rozmiarze mógł przypieczętować Bartłomiej Goryl. Piłka po jego strzale głową przeszła obok słupka.
Po tym zwycięstwie, Tempo awansowało na piąte miejsce w tabeli.
LKS Żarki - Tempo Białka 0:1 (0:0)
Gol dla Tempo: Woźny.
Skład Tempo: Kłapyta - Marek (77" Sala), Bielarz, Mentel, Lenik, Woźny, Motor (90" Ficek), Korba, Pacyga, Młynarczyk (62" Goryl), Raczek (70" Harańczyk).
Soła II Oświęcim – Jałowiec Stryszawa 1:0 (0:0)
Skład Jałowca: Kobiałka - Biela, Szklarczyk, Szwed (75" K. Iciek), Starowicz, Okrzesik, B. Iciek, Kłapyta, Panov, Sabliash, Świerkosz. Rezerwowy: Rakoczy.
A-KLASA
Sprawdzają najsilniejszych
Najpierw Cedron Brody, następnie Znicz Sułkowice-Bolęcina - dwie z rzędu wizyty na stadionie przy ulicy Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej złożą w najbliższym czasie czołowe drużyny wadowickiej A-klasy. Jedna już złożyła - niepokonany w 2016 roku Cedron Brody (jeden remis, pięć zwycięstw) od soboty... niepokonany już nie jest. Babia Góra za sprawą trafienia Dawida Choczyńskiego, który najprzytomniej zachował się w polu karnym i z bliskiej odległości skierował piłkę do bramki, wygrała 1:0
- To był chyba nasz najlepszy mecz w sezonie - powiedział trener gospodarzy Sławomir Bączek. - Kibice mogli być zadowoleni, bo spotkanie było naprawę emocjonujące i trzymające w napięciu - dodał.
Babia Góra mogła i powinna wygrać wyżej - sytuacje sam na sam nie wykorzystywał jednak Choczyński, w samej końcówce z ostrego kąta do pustej już bramki nie trafił Łukasz Mika. - Chłopcy zostawili kawał zdrowia na boisku, walczyli na jego całej długości - dodał Bączek.
"Swoje" zrobił też między słupkami Artur Kachnic, który wybronił sytuację sam na sam z jednym z zawodników gości.
Najlepszym podsumowaniem spotkania jest to, że gospodarze zostali skomplementowani za postawę przez trenera gości i bramkarza w jednej osobie, czyli Marka Szubę. Miły gest.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Cedron Brody 1:0 (0:0)
Gol dla Bab iej Góry: Choczyński.
Składy:
Babia Góra: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia, Burliga, Ścieszka, Wójtowicz, Magiera, Żaczek (80" Stróżak), Kociołek, Piątek (75" Mika), Choczyński. Rezerwowi: Pacyga, Bielarz.
Cedron: Szuba - Dobisz, Stanisławczyk, Kołodziej, Klimaś, Bogacz, Łężniak, Kraus, Zieliński, Ziaja, Kryjak. Rezerwowi: Kołodziej, Płaczek, Filipczak, Boczkaja.
Lachy Lachowice – Płomień Sosnowice 2:2 (2:2)
Gole dla Lachów: Pyrzyk, Daniel Kachel.
Skład Lachów: Nowak - Banaś, Elsner, Gach, M. Chorąży, M. Kachel, Małysiak, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Urbanek (46" Ponikwia), Pyrzyk (80" Piecha).
Szpital górą!
Bez najgroźniejszych żądeł z przodu, czyli Marcina Drobnego i Jana Pietrusy, oraz z kilkoma poobijanymi zawodnikami w składzie wystąpiło Naroże Juszczyn w Barwałdzie. - Mam w drużynie szpital - mówi szczerze trener Naroża, Jakub Jeziorski.
W drugiej linii z konieczności musiał zagrać Rafał Drobny - i to po jego akcji z Marcinem Ferkiem w sytuacji sam na sam z bramkarzem Żarka Piotrem Muchą znalazł się Jarosław Madziała i strzałem z 15. metrów wyprowadził Naroże na prowadzenie. Żarek wyrównał pięć minut później (38), kiedy to z rzutu rożnego dośrodkował na krótki słupek jeden z zawodników gospodarzy, a niefortunną interwencją popisał się Piotr Kardaś.
- W pierwszej połowie nie potrafiliśmy udokumentować przewagi kolejnymi golami - powiedział Jeziorski. Po uderzeniach Marcina Ceremugi i Szymona Trybała piłka obijała konstrukcje bramki gospodarzy. Tymczasem raz skórę swoim kolegom z drużyny uratował Dominik Baziński - dzięki jego ofiarnej interwencji jeden z piłkarzy Żarka nie znalazł się sam na sam z Michałem Fidelusem.
Po przerwie swoje winy "odkupił" Kardaś, który po bardzo ładnej akcji trio Drobny, Trybała i Ferek na dalszym słupki wykończył akcję gości. To była 55. minuta, a dziesięć minut później Naroże miało już dwubramkową przewagę. Ferek zagrał na bok do Ceremugi, który płasko po ziemi wycofał w pole karne do nadbiegającego Madziały. - Cieszę się, że te dwa gole zdobyliśmy po ćwiczonych na treningach akcjach - podsumował Jeziorski.
Gol dla gospodarzy autorstwa Michała Moskały niewiele już zmienił. Po dwóch remisach, Naroże wreszcie zwycięża.
Żarek Barwałd Górny – Naroże Juszczyn 2:3 (1:1)
Gole dla Naroża: Madziała (dwa), Kardaś.
Skład Naroża: Fidelus - Gąstała (78" Lipka), Baziński, Krystian Kwaśniewski, Kulka, Drobny, Ferek, Kardaś, Ceremuga (72" Lyvka), Trybała, Madziała (90" Kamil Kwaśniewski).
Na fali
Nie przestaje zadziwiać Jordan Jordanów. Po pięciu spotkaniach w 2016 roku podopieczni Zdzisława Gacka są jedną z dwóch niepokonanych drużyn w A-klasie podhalańskiej (druga to Wierchy Rabka). W niedzielę wygrali z Lubaniem Tylmanowa 4:1, rehabilitując się przy okazji za wysoką, też różnicą trzech goli (3:0), porażkę w rundzie jesiennej.
"Golobicia" nie zapowiadała pierwsza połowa. Co prawda niezłych okazji nie wykorzystali Mariusz Korbel (strzał głową) i Michał Ryś (uderzenie nogą z dystansu), a po drugiej stronie strzał z siedmiu metrów jednego z zawodników gości obronił Mariusz Rypel, lecz jak na czterdzieści pięć minut, za wiele tych okazji nie było
Worek z bramkami otworzył Korbel, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Szymona Wróbla i nie dał szans Henrykowi Gołdynowi. To była 48. minuta, a już w 53. był remis - pewnym strzałem z rzutu wolnego Rypla pokonał. Jordan wyszedł na prowadzenie w 66. minucie - Korbel podaje, Ryś strzela. Kolejne trafienie to zasługa Korbla, który najprzytomniej zachował się w zamieszaniu pod bramką drużyny z Tylmanowej. Także on ustala wynik na 4:1. A goście? Oprócz jednego strzału w słupek nie zagrozili poważniej bramce gospodarzy.
Jordan Jordanów – Lubań Tylmanowa 4:1 (0:0)
Gole dla Jordana: Korbel (trzy), Ryś.
Skład Jordana: Rypel - Hodana, Kołodziejczyk, F. Tyrpa, Kulak (68" Sochacki), Dudek (88" Wójtowicz), G. Tyrpa, Wróbel, Bury, Ryś, Korbel (84" Kalemba). Rezerwowi: Teper, Funek, Kołodziej.
B-KLASA
Znaleźli mankamenty i je wykorzystali
- Po pierwszej połowie obawiałem się o korzystny rezultat - powiedział już po zakończeniu spotkania z Błyskawicą Marcówka trener Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala. Obie drużyny stworzyły wówczas po trzy groźne okazje do objęcia prowadzenia, lecz wynik był cały czas bezbramkowy.
- Błyskawica zmobilizowała się podwójnie na mecz z nami. Tak czynią zresztą wszystkie pozostałe drużyny. Goście narzucili ciężkie warunki , a ich gra opierała się na granie długą piłką z pominięciem drugiej linii. Czasami nawet bramkarz gości potrafił przekopać całe boisko - dodał opiekun lidera wadowickiej B-klasy.
O wygranej gospodarzy przesądziły trzy rzeczy. Pierwszy to ustawienie najlepszego zawodnika Błyskawicy, czyli Krzysztofa Raka, w obronie. - Kiedy zapędzał się w nasze pole karne przy okazji rzutów rożnych czy wrzutów z autu, to "śmierdziało" golem. Na ostatnie dziesięć minut został przesunięty do ataku, a w naszą szesnastkę co ruszy trafiała piłka wstrzeliwana z kilkudziesięciu metrów. Niewiele już mógł wtedy zdziałać - przyznał Klimala.
Drugi to opadnięcie przeciwnika z sił ok. 70 minuty. - Z tego co wiem, nie wszyscy systematycznie trenują w Marcówce - dodał.
Trzeci to pojawienie się na boisku Rafała Toczka, który zameldował się na placu gry od początku drugiej połowy. - Rafał wprowadził się do gry bajecznie - pochwalił swojego podopiecznego trener Gromu.
Cała druga połowa była o wiele lepsza w wykonaniu gospodarzy. - Zaczęły wreszcie działać skrzydła, gdzie aktywny był Bartek Kudzia. Stwarzaliśmy wreszcie zagrożenie pod bramką gości po wznowieniach gry z autu i rzutach rożnych - dodał Klimala.
Wynik otworzył Łukasz Krupczak, który wykorzystał dobre, płaskie podanie od Piotra Surmiaka. Na 2:0 podwyższył Toczek, który po rzucie z autu najprzytomniej zachował się w zamieszaniu w polu karnym gości.
Za tydzień Grom pojedzie do Budzowa na mecz ze Strzelcem. W przypadku wygranej, może przypieczętować awans na pięć kolejek przed końcem sezonu.
Grom Grzechynia – Błyskawica Marcówka 2:0 (0:0)
Gole dla Gromu: Ł. Krupczak, Toczek.
Składy:
Grom: S. Krupczak - Pieróg (15" Ceremuga), Białończyk, Zguda, M. Surmiak, Paweł Surmiak, Ł. Krupczak, Pająk (80" Bogacz), Polak (46" Toczek), Kudzia, Piotr Surmiak. Rezerwowi: Czubin.
Błyskawica: Brańka - Jacek Pindel, Kania, Grygiel, Urbański, Kasprzycki, Jakub Pindel, Porębski, Nosal, K. Rak, J. Rak. Rezerwowi: Paczka, Karcz, Pilch, Zgudziak, Głuc.
Od początku do końca niefart
Nic nie układało się tak, jak powinno, drużynie LKS Bieńkówka w wyjazdowym spotkaniu z KS Bystrą. Podopieczni Jarosława Gąstały rozpoczęli mecz w 10-tkę, bo tylko taka liczba zawodników gości pojawiła się na meczu. – W tym czasie powinniśmy załatwić sprawę – żałował po zakończeniu spotkania trener gospodarzy, Marcin Wnętrzak.
Na bramkę, w której stał Gąstała, sunęły atak za atakiem. Bramkarza Bieńkówki nie udało się pokonać Michałowi Bisadze, Adrianowi Gałce czy Michałowi Wójtowiczowi. Dopiero po strzale Szymona Sroki z 35. metrów Gąstała musiał wyjmować piłkę z siatki. – To był strzał życia – powiedział grający trener gości.
Kiedy do Bystrej dojechał piłkarz gości Sławomir Szczurek, siły się wyrównały. W drugiej połowie gospodarze stworzyli jeszcze dwie klarowne okazje do podwyższenia rezultatu. Nawet po błędzie defensywy gości, sztuka ta im się nie udała. – Nic nie chciało wpaść – dodał Wnętrzak.
Od 70. minuty inicjatywę na boisku przejęli goście. – Podobny przebieg miało nasze starcie z Sidziną. Tam również w pewnym momencie „odcięło nam prąd”, cofnęliśmy się. Zawodnicy spuścili głowy i modlili się, ja też, żeby ten mecz się skończył – przyznał trener Bystrej.
Zupełnie inne nastroje były w tym czasie w zespole gości – Bieńkówka „poczuła krew” i raz za razem starała się przedostawać w okolice pola karnego Dariusza Pustuły. Uderzeniem z rzutu wolnego chciał Pustułę zaskoczyć Adam Sałapat – trafił tylko w boczną siatkę.
Chwilę później dośrodkowania w pole karne Tomasza Knapczyka nie opanował Pustuła – piłka spadła na 5. metr, gdzie nie było jednak żadnego z zawodników gości. – Zostańcie, zostańcie – instruował swoich podopiecznych Gąstała. Całkiem głośno, skoro był słyszalny w okolicach pola karnego Bystrej.
Kiedy w odstępie dwóch minut dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną, zobaczył Jakub Bisaga z Bystrej było wiadomo, że od tego momentu szturm na bramkę gospodarzy w wykonaniu zawodników z Bieńkówki jeszcze bardziej się nasili.
Po jednym z dośrodkowań w pole karne gospodarzy piłka odbija się od murawy, trafia w rękę Dariusza Ciapały i… zaczęło się. - Wydaje mi się, że jeśli takiego karnego się nie dyktuje, to albo sędzia chciał pomóc, albo był źle ustawiony - asystent oczywiście nic nie widział. Pan sędzia stał od tej sytuacji 4 metry… i wszystko w temacie !!! Chyba zbyt blisko. W tym momencie puściły nerwy moim zawodnikom, którzy powinni się inaczej zachować, choć rzeczywiście arbiter do tego się przyczynił – powiedział Jarosław Gąstała. – Karny był, nie ma co mówić – przyznał Wnętrzak.
To jednak, co stało się chwilę później, nie powinno jednak mieć miejsce. Zawodnicy z Bieńkówki ruszyli w kierunku sędziego, zaczęli go popychać… - Dla mnie to absurd. W tym momencie powinien się mecz zakończyć – podsumował trener Bystrej. Czerwoną kartkę w tej sytuacji obejrzał Adam Sałapat.
Mecz jednak trwał i w jego doliczonym czasie piłkę do bramki Bystrej skierował Marcin Cholewa. W momencie, gdy piłka była dośrodkowywana w pole karne, chorągiewka arbitra bocznego była już podniesiona do góry. I kolejna „pielgrzymka” wyruszyła w kierunku sędziego, choć już nie tak aktywna jak kilka minut wcześniej.
KS Bystra – LKS Bieńkówka 1:0 (1:0)
Gol dla Bystrej: Sroka.
Czerwona kartka: J. Bisaga (Bystra) i A. Sałapat (Bieńkówka)
Składy:
Bystra: Pustuła - Mikołajczyk, Kulka, Morawka, J. Bisaga, M. Bisaga, Sroka, Basiura, Gałka (75" Ciapała), Urbański (46" Błachut), Wójtowicz (90" Targosz). Rezerwowi: Migas, Błachut, Targosz, Ciapała.
Bieńkówka: Gąstała - Sarna, Śpiewla (75" K. Sałapat), Smoter, G. Sałapat, A. Sałapat, Mruc, Knapczyk, Lewandowski, Cholewa, Szczurek).
Cios za cios
Remisem 3:3 zakończył się mecz Dębu z Huraganem. - Tak chyba miało być. Do przerwy prowadziła Skawica 2:1, drugą połowę to my wygraliśmy 2:1. Obie drużyny kończyły mecz w dziesiątkę - mówi trener Dębu Mariusz Zawiła. W tym spotkaniu sędzia trzykrotnie wskazywał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki. Zatem działo się, oj działo.
- Pamiętam Huragan ze spotkań, gdy byłem zawodnikiem Żarka Stronie czy trenowałem Tarnawiankę. Zawsze trudno grało się z tą drużyną i wiedziałem, że od początku ruszą na nas - przewidywał Zawiła. I nie pomylił się - to zawodnicy ze Skawicy schodzili po pierwszej połowie z głowami podniesionymi do góry.
W 20. minucie jeden z zawodników gospodarzy zagrał piłkę ręką i pierwszy rzut karny w tym meczu stał się faktem. Na gola zamienił go Marcin Wojtyczko. Kiedy dziesięć minut później po błędzie obrony Dębu na 2:0 podwyższył Mirosław Pacyga wydawało się, że druga porażka w tym sezonie Dębu na swoim stadionie (pierwsza to 0:3 z Gromem Grzechynia) może stać się faktem. Tymczasem w 40. minucie błąd bramkarza gości Krzysztofa Sikończyka wykorzystuje Wojciech Czarny.
Od początku drugiej połowy w barwach Huraganu zagrał Michał Pacyga. Były zawodnik Babiej Góry Sucha Beskidzka w swoim stylu szarpał, był aktywny. Raz nawet za bardzo, bo za efektowny upadek w polu karnym otrzymał żółty kartonik.
Do remisu doprowadził tymczasem Mariusz Lipa, który wykorzystał dośrodkowanie od Grzegorza Krupy. Kolejny gol to kolejny karny i… kolejne zagranie ręką przez zawodnika gospodarzy. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Wojtyczko.
Nawet gra w osłabieniu, bo w 80. minucie Szymon Pelcel zobaczył czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych, nie przeszkodziła gospodarzom w przeprowadzaniu kolejnych ataków na bramkę gości. Wreszcie, w 86. minucie po faulu na Marku Szczurku, sędzia dyktuje trzecią w tym spotkaniu jedenastkę. Na gola zamienia ją Mariusz Lipa.
Gospodarze w doliczonym czasie gry mieli jeszcze piłkę meczową – po podaniu od Kamila Lipy tylko w boczną siatkę trafił Mariusz Lipa.
Dąb Sidzina – Huragan Skawica 3:3 (1:2)
Gole dla Dębu: Lipa (dwa), Czarny.
Gole dla Huraganu: Wojtyczko (dwa), D. Pacyga.
Czerwone kartki: Pelcel (Dąb) i T. Pacyga (Huragan).
Składy:
Dąb: Motor - J. Kostka (50" Binkuś), Korbel, P. Kostka, Jaromin, Gałka (46" Pelcel), Czarny (75" K. Lipa), Krupa, Malada (60" Szpak), Szczurek, M. Lipa. Rezerwowi: Palowski, Chorąży.
Huragan: Sikończyk - Żywczak, Gasek, W. Pacyga (75" Kudzia), Marek, Wojtyczko, Mariusz Pacyga (60" Buba), Mirosław Pacyga, T. Pacyga, D. Pacyga (84" Dyrcz), S. Pacyga (46" Michał Pacyga) Rezerwowy: Kozina.
Świt Osielec – Watra Zawoja 1:1
Odkuli się
Tydzień temu musieli uznać Skawinina Skawy w derbowym pojedynku. W niedzielę nie pozostawili złudzeń beniaminkowi B-klasy ze Skomielnej Białej, kto jest lepszy. Unia Naprawa po trzech spotkaniach bez zwycięstwa wreszcie sięgnęła po komplet trzech punktów.
- Wszystkie bramki dla nas (dwa autorstwa Pawła Cieżaka, jeden Krystiana Panka)zostały zdobyte po ładnych akcjach. Trzeba oddać też rywalowi, że stworzył w całym spotkaniu dwie okazje, po których mógł zdobyć gole - powiedział trener Unii, Franciszek Gacek.
- To były derby z prawdziwego zdarzenia. Ładna pogoda, dużo kibiców, a do tego na murawie nie brakowało spięć między zawodnikami, bramki, walka. Wielu piłkarzy z obu drużyn pracuje w jednym zakładzie, więc ci z Unii mogli się udać w poniedziałek do pracy z podniesioną głową. Kiedyś musieliśmy się w końcu przełamać - dodał Gacek.
Luboń Skomielna Biała – Unia Naprawa 0:3 (0:1)
Gole dla Unii: Cieżak (dwa), Panek.
Skład Unii: Rypel - Ciścoń, Mirek, Święchowicz, Nowak, Sutor, K. Gacek, Wantulok, Proszek, Cieżak, Panek. Rezerwowy: F. Gacek
Jubilat Izdebnik – Żuraw Krzeszów 4:2 (2:1)
Gole dla Żurawia: Klimowski, Łuczak.
Skład Żurawia: Piątek - Zawora, Nowak, Skrzypek, M. Kawończyk (46" Wójcik), Klimowski, Łuczak, G. Kawończyk, Targosz (70" Pilarczyk), Wajdzik (85" Korczak), Ćwiertnia.
Olimpia Zebrzydowice – Strzelec Budzów 0:2
C-KLASA
Chełm Stryszów – Tarnawianka Tarnawa Dolna 3:1 (2:1)
Gol dla Tarnawianki: T. Żmudka.
Skład Tarnawianki: Mazur - Sałapat, P. Żmudka, Sitarz, Adamik, Ficek, Ł. Miś, M. Miś, Rybak, Stopka, T. Żmudka (60" Paczka).
MaciejKrzyskowOle
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze