Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

wtorek, 11 wrzesień 2018 19:42

Roman Ficek: Po kilku dniach nogi same mnie niosły

127 godzin, około 15 godzin dziennie biegu i około 6 godzin snu - Roman Ficek podczas pokonywania tatrzańskich dwutysięczników musiał radzić sobie nie tylko z wymagającą trasą, ale i zmęczeniem. Koniec końców cel zakładany cel został osiągnięty. Nieźle jak na osobę, która od czterech lat zaczęła uprawiać sport, a w szkole podstawowej unikała zajęć z wychowania fizycznego.

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Mam przed sobą wyjątkowo uśmiechniętą osobę

Roman Ficek: - Jestem po wyprawie. Wszystko dobrze się skończyło, więc jestem szczęśliwy. Pierwszego dnia po powrocie do domu byłem bardzo zmęczony, teraz jest już w porządku.

Jak organizm reaguje na taki wysiłek?

- Najtrudniejsze są pierwsze trzy dni wyprawy, potem organizm przyzwyczaja się do wysiłku na tyle, że wstajesz rano i z nowymi siłami biegniesz. Najgorzej było wieczorami, po kilkunastu godzinach biegu, gdy czuło się zmęczenie, głód, ciało domagało się snu. Po powrocie do domu, następnego dnia, gdy wypocząłem to przyszło mi do głowy, że mógłbym dalej biec (śmiech). Teraz jednak wiem, że nie ma co szarżować. Mój najbliższy start to będzie Łemkowynka i dystans 150 km w połowie października.

Najtrudniejszy moment przeprawy? Orla Perć?

- Bardziej ten kultowy dla wielu odcinek przypominał mi park linowy z łańcuchami, drabinkami. Owszem, jest tam niebezpiecznie, ale jak ktoś chodzi po górach i potrafi się mocno trzymać skał, to jest ok.

Skoro nie Orla Perć, to co?

- Końcówka, gdy na Jagnięcy Szczyt biegłem bez gps, z zepsutym telefonem, bez kontaktu z nikim, do tego byłem przemoczony i było mi bardzo zimno. Czułem się niepewnie, bolała mnie noga i w każdej chwili mogło się stać coś złego. Nie mogłem jednak odpuścić, chciałem do końca doprowadzić ten projekt.

Właśnie lokalizacja

- Korzystałem z jednej z popularnych aplikacji, ale nie będę ukrywał, że trochę mnie oszukała. Jeżeli chodzi o przewyższenia, to było ok, ale sama trasa zajęła mi ponad 100 km więcej niż zakładałem. Już po dwóch dniach czułem, że coś jest nie tak.

Mówisz, że się kontaktowałeś z otoczeniem. Cały czas jednak praktycznie byłeś sam. Samotność doskwierała?

- Nie. To były wakacje, sporo ludzi chodziło po górach. Na niektórych odcinak spotkałem jedną, góra dwie osoby, a czasami zazwyczaj między schroniskiem a którąś z miejscowości, turystów było dużo. Wszyscy byli elegancko przygotowani i ubrani, tylko ja taki zmarnowany, brudny, mokry (śmiech). Co do samotności, to może wieczorami, gdy mam jeszcze do zdobycia szczyt np na 2400 metrów, a widziałem pojedyncze osoby, które z góry schodzą, odczuwało się ją bardziej? Nie myślałem o niej za wiele, bo w tym czasie biegłem.

Zawsze i wszędzie to nierealne

- Tam gdzie się dało oczywiście, bo czasami jak były strome podejścia i nawet najlepsi nie byliby w stanie biec. Tu trzeba też dodać, że nie było mowy o żadnej świeżości z mojej strony, do tego miałem ze sobą 7 kilogramowy plecak, który był bardziej skiturowy niż turystyczny.

Skąd startowałeś?

- Siostra zawiozła mnie do Zuberek na Słowacji. Potem radziłem sobie już sam. 

Nocowałeś w górach, nie tylko w schroniskach. Nie obawiałeś się dzikiej zwierzyny?

- (śmiech) Nie, chociaż zwierząt spotkałem na drodze naprawdę sporo. Najwięcej po stronie słowackiej. Pod Czerwonymi Wierchami widziałem cztery niedźwiadki. Raz blisko szlaku, pół metra, siedział lis. Nie dowierzałem, musiałem się zapytać turystów, czy to aby nie pies (śmiech). Nie uciekał, po prostu siedział i obserwował. Oprócz tego mnóstwo kozic, świstaków. Więcej zwierzyny niż u nas w lasach. 

Po tej wyprawie możesz powiedzieć, że się sprawdziłeś?

- To był mój pierwszy samotny rajd. Kiedy zdobywałem koronę gór polskich, to zawsze ktoś mnie podwoził, ktoś na mnie czekał. Teraz byłem całkiem sam. Trzeba było sobie radzić, zdobyć jakoś jedzenie, gdzieś się przespać, jakoś się umyć (śmiech). Nikt nie pomagał.

Czego się najbardziej obawiałeś?

- Kontuzji. W parę dni można się tak zahartować, że potem już niemal z automatu się wstaje i można lecieć. Łuk Karpat, który początkowo chciałem zdobyć, wydaje mi się do przebiegnięcia. Trzeba tylko mocniej potrenować.

Był czas na rozmowę z ludźmi, a może wzbudzałeś ich zainteresowanie?

- Kiedy zbiegałem z góry na dół byli pod wrażeniem, jak szybko itp. Mówiłem, że postawiłem za cel zdobycie tatrzańskich dwutysięczników. Pojawiały się wtedy komentarze w stylu: wow, ile do końca, ile godzin trwa projekt, gdzie już byłem, co przede mną? Ogólnie mówili, że dobre tempo itp. Było to na pewno miłe. 

Z gór zatem zeszliśmy i możemy skupić się na twoim know how. Masz jakiegoś mentora, na kimś się wzorujesz, ktoś ci pomaga?

- W zasadzie to sam wszystko robię - sam trenuję, przygotowuję jedzenie i wymyślam potrawy. Trening również sam układam, sam się regeneruję. Czytam fachowe książki, coś od siebie dodaję i kombinuję (śmiech). Na zawodach poznałem wiele osób, biegaczy, fizjoterapeutów. Gdybym się zwrócił o pomoc, to ktoś by się zgłosił z ofertą. Fajnie by było, jakby ktoś pomógł, doradził, pewnie wyniki mogłyby się polepszyć. Na razie sam do wszystkiego dochodzę.

Gdyby nagle zawody odwołano, nie mógłbyś trenować to pojawiłaby się w twoim życiu pustka jak po stracie bliskiej osoby?

- (śmiech) Z jednej strony tak, ale też może przyszłaby refleksja, że sobie trochę odpocznę. Nikt mnie nie zmusza do udziału w zawodach, sam tego chcę i tym żyję. 

Zawsze miałeś taką motorykę czy niekoniecznie?

- W sumie to od czterech lat uprawiam sport. Pojawiła się wtedy w moim życiu pasja chodzenia po górach. Następnie zacząłem szukać jakiś kursów wspinaczkowych, byłem na kursie alpejskim wspinaczki w skałkach. Wiedziałem wtedy, że muszę zwiększyć swoją kondycję. Zacząłem biegać, jeździć na rowerze mtb, ćwiczyć w domu. Z bieganiem było tak, że ubrałem trampki, wyszedłem z domu i pobiegłem. W życiu sportu nie uprawiałem, na w-f nie chciało mi się ćwiczyć. Nie nosiłem nawet spodenek na lekcje w-f (śmiech). Koledzy ćwiczyli, jeździli na zawody, a ja nic. Przyszedł jednak taki moment w moim życiu, aż pojawił się w nim sport. Teraz to jest pasja, to co w życiu chciałbym robić.

I co ta pasja ci daje?

- Nakręca mnie do życia, daje mi radość. Mam teraz cel w życiu, wiem, do czego chcę dążyć. Chciałbym robić kolejne wyprawy, realizować się w przygodach rajdowych. Kiedy wstaję rano myślę o tym, kiedy idę spać również. Odnalazłem to i teraz to we mnie siedzi.

 

 

wyniki - i liga

16-09-2018 12:00
Relax 11 : 5 Playboys
16-09-2018 11:00
Kanonierzy 1 : 3 Zawojski.pl
16-09-2018 10:00
Monter 4 : 1 RKS Huwdu
16-09-2018 09:00
Los Asfaltos 1 : 2 ZrobioneZdrewna.pl
16-09-2018 08:00
Gamba Furiosa 4 : 3 AKS

Tabela - I Liga

Team
Played Points
1 Relax 1 3
2 Monter 1 3
3 Zawojski.pl 1 3
4 Gamba Furiosa 1 3
5 ZrobioneZdrewna.pl 1 3
6 AKS 1 0
7 Los Asfaltos 1 0
8 Kanonierzy 1 0
9 RKS Huwdu 1 0
10 Playboys 1 0

zapowiedŹ - i liga

23-09-2018 08:00
Playboys - Gamba Furiosa
23-09-2018 09:00
Relax - RKS Huwdu
23-09-2018 10:00
Zawojski.pl - Los Asfaltos
23-09-2018 11:00
Kanonierzy - AKS
23-09-2018 12:00
ZrobioneZdrewna.pl - Monter

wyniki -ii liga

16-09-2018 14:00
Mucharz Team 2 : 3 Gang Albanii reaktywacja
16-09-2018 13:00
Beton 2 6 : 4 Lachy
16-09-2018 12:00
Golden Street 10 : 8 Bad Boys
16-09-2018 11:00
Black Shadows 2 : 4 The Blues
16-09-2018 10:00
The Reds 5 : 9 Granda

Tabela - Ii Liga

Team
Played Points
1 Golden Street 3 9
2 The Blues 3 7
3 Beton 2 3 6
4 Black Shadows 3 6
5 Bad Boys 3 6
6 Gang Albanii reaktywacja 3 3
7 Granda 3 3
8 Mucharz Team 3 1
9 Lachy 3 1
10 The Reds 3 1

zapowiedŹ - ii liga

23-09-2018 10:00
Granda - Mucharz Team
23-09-2018 11:00
Gang Albanii reaktywacja - The Blues
23-09-2018 12:00
The Reds - Bad Boys
23-09-2018 13:00
Black Shadows - Lachy
23-09-2018 14:00
Beton 2 - Golden Street

Gazetki Promocyjne

 

HomeSportPozostałeRoman Ficek: Po kilku dniach nogi same mnie niosły