Choć dziś kombajny w kilka dni potrafią zebrać zboże z całych pól, przedwojenne żniwa w Małopolsce – w tym w powiecie suskim – wyglądały zupełnie inaczej. Był to okres intensywnej pracy, ale też wydarzenie o głębokim znaczeniu społecznym i kulturowym.
Na przełomie lipca i sierpnia, gdy zboże dojrzewało, na wiejskich polach rozbrzmiewał rytmiczny stuk kos i śpiew żniwiarzy. Do pracy ruszali wszyscy – mężczyźni kosili, kobiety wiązały snopy i układały je w kopy, a młodzież pomagała przy zwożeniu plonów. W powiecie suskim, gdzie pola były często niewielkie i rozrzucone po stromych zboczach, praca wymagała szczególnej zręczności i siły.
Żniwa były nie tylko czasem trudu, lecz także wspólnoty. Rolnicy pomagali sobie nawzajem, przechodząc z gospodarstwa do gospodarstwa, aż wszystkie pola zostały zebrane. Po zakończeniu prac organizowano żniwne poczęstunki, a w niektórych wsiach – niewielkie zabawy. Najważniejszym momentem był jednak obrzęd dożynkowy, w którym z ostatnich kłosów pleciono wieniec i zanoszono go do kościoła jako symbol wdzięczności za plony.
Przed wojną w Małopolsce, także w powiecie suskim, żniwa miały wymiar niemal sakralny. Zanim kosiarz wykonał pierwszy ruch kosą, często żegnał się znakiem krzyża i szeptał krótką modlitwę. Wierzono, że dobra pogoda i obfite plony to dar Boży, który trzeba uszanować.
Dziś pozostały po tym okresie głównie wspomnienia starszych mieszkańców i czarno-białe fotografie, na których widać uśmiechnięte twarze ludzi w słomianych kapeluszach, z sierpami w dłoniach. Choć czasy się zmieniły, duch dawnych żniw wciąż żyje w lokalnych opowieściach i tradycjach dożynkowych, które w wielu miejscach Małopolski kultywowane są do dziś.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze