Dziś symbolicznie kończy się karnawał, a wraz z nim domyka się pewien cykl, który od wieków wyznaczał rytm życia na polskiej wsi. Już jutro Środa Popielcowa wprowadzi czas wyciszenia i postu.W dawnych czasach cały ostatkowy tydzień był czasem wielkiego świętowania, a jego kulminację stanowiły właśnie Zapusty. Choć świat pędzi do przodu, w Toporzysku te dawne zwyczaje wciąż tętnią życiem. Wszystko za sprawą pań z KGW Niezłe Ziółka, które dbają o to, by tradycja zapustowa nie była tylko sennym wspomnieniem, ale radosnym spotkaniem sąsiadów.
Kiedyś pojawienie się przebierańców we wsi oznaczało jedno – idą dziady! Ich cel był prosty: „udziadować”, czyli dostać do koszyka coś tłustego, pożywnego i smacznego. Ale zapusty to nie była zwykła wizyta. To był radosny handel wymienny: gospodarz przygotowywał poczęstunek, a w zamian otrzymywał solidną porcję śmiechu, żartów i magicznych życzeń, by cały nadchodzący rok był obfity, a spiżarnie pełne.
Tradycję trzeba podtrzymywać, więc panie z KGW, przywdziewając kolorowe stroje, ruszyły w Polskę... a konkretnie w Toporzysko! Można powiedzieć, że w te ostatnie dni karnawału odwiedziły zaprzyjaźnione rodziny, zajrzały do tych, którzy piastują gminne stołki, i wszędzie tam, gdzie drzwi dla gości stoją otworem.
Skąd właściwie ta nazwa? Zapusty (zwane też Mięsopustem) to czas, w którym „opuszcza się” mięso przed nadchodzącym postem. To ostatnie chwile swawoli, zwane też „kusymi dniami”.
Dawniej finał był zawsze huczny: po obejściu domów wszyscy spotykali się w jednej chałupie, by wspólnie biesiadować, śpiewać i tańczyć do upadłego. Ten duch wspólnoty w Toporzysku wciąż jest żywy i zaraźliwy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze