Pochodzi stąd, tutaj mieszka i działa. Katarzyna "Katarina" Maciejowska od kilku lat poświęca swoje życie ratowaniu zwierząt. Choć nie stoi za nią żadna duża fundacja, wciąż podejmuje kolejne interwencje, szuka domów dla psów i kotów, a także walczy o zmianę świadomości w traktowaniu zwierząt. Teraz uruchomiła zbiórkę, która ma pomóc w pokryciu kosztów leczenia i opieki nad kolejnymi czworonogami.
– „Zwierzęta jakoś zawsze do mnie lgnęły. Miłość i empatię wyniosłam z domu rodzinnego, wychowywałam się z naszą Dianą - ukochanym psem, z którym spałam i jadłam. Dziś nie potrafię przejść obojętnie obok cierpienia. Kto, jeśli nie ja?” – mówi Katarina.
Jej przygoda z ratowaniem zwierząt zaczęła się przypadkiem. Kilkanaście lat temu, wychodząc z suskiego urzędu, usłyszała w krzakach popiskiwanie. To była mała, samotna nurogęś. - „Nie mogłam jej zostawić. Zorganizowałam pudełko i zawiozłam do Krakowa. To był mój pierwszy raz, kiedy poczułam, że mogę coś zrobić dla zwierzęcia” - wspomina nasza bohaterka.
Od tamtej pory uratowała dziesiątki psów i kotów. Wśród nich była m.in. amstafka Hera odebrana z pseudohodowli, kocurek Albi wyłapany przez straż miejską czy lękowy kundelek Misiek, który spędził u niej aż dziewięć miesięcy, zanim trafił do kochającego domu.
Ratowanie zwierząt to nie tylko radość, ale i ogrom obowiązków. Karmienie, sprzątanie, wizyty u weterynarza, szukanie domów, prowadzenie social mediów, rozmowy z ludźmi i instytucjami. - „To praca, która wykańcza, ale daje też wielką satysfakcję, kiedy bezdomne zwierzę znajduje wreszcie dom” - tłumaczy Katarina.
Wcześniej działała w OTOZ Animals w Suchej Beskidzkiej, gdzie jak mówi, przeszła prawdziwą „szkołę życia”. Dziś działa samodzielnie, we współpracy z Martą Głuc z Wadowic i inicjatywą „Zaopiekuj się mną - Razem dla Zwierząt”.
Największym problemem są pieniądze i brak miejsc dla zwierząt. Nie ma w regionie schroniska ani kociarni, a mieszkania wolontariuszy nie są z gumy. - „Koszty pojawiają się cały czas: szczepienia, kastracje, leczenie, karma, paliwo. Średnio opieka nad jednym psem to 700–1000 zł. Bez pomocy ludzi to po prostu niemożliwe” - podkreśla.
Dlatego uruchomiła zbiórkę na portalu zrzutka.pl (link tutaj), ustawioną na kwotę 2 tys. zł. Środki mają pomóc w spłacie zaległych rachunków za kastracje i leczenie oraz w przygotowaniu kolejnych zwierząt do adopcji.
- „Każda złotówka trafia wyłącznie na zwierzęta. Sama pracuję zawodowo i utrzymuję się z własnej pensji, a wolontariat to coś, co robię sercem” - zapewnia.
Katarina nie ukrywa, że jej największym marzeniem jest zmiana prawa - większe kary za znęcanie, obowiązkowe chipowanie, zakaz trzymania psów na łańcuchach i powszechna edukacja. - „Zwierzę czuje i cierpi tak samo jak my. Chciałabym, żeby każdy to rozumiał” - dodaje.
Na pytanie, co każdy z nas może zrobić dla zwierząt, odpowiada krótko: reagować. - „Nie przechodźcie obojętnie, wspierajcie zbiórki, oferujcie domy tymczasowe, kastrujcie swoje zwierzęta. Każdy, nawet mały gest, to ogromna pomoc”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze