Reklama


Podhale ma swoich weteranów. Autorzy niepochlebnych opinii to dla mnie mali ludzie

12/11/2014 21:50

Li­sto­pad szcze­gól­nie za­pi­sał się w hi­sto­rii Pol­ski. Przy oka­zji Na­ro­do­we­go Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści wspo­mi­na­my tych, któ­rzy wal­czy­li za naszą wol­ność. Warto pa­mię­tać też o tych, któ­rzy słu­ży­li Oj­czyź­nie w naj­now­szej hi­sto­rii na­sze­go kraju.

Mało kto zdaje sobie spra­wę z tego, że na Pod­ha­lu miesz­ka sporo, nie tylko re­zer­wi­stów, ale i we­te­ra­nów. Słu­ży­li nie tylko na te­re­nie kraju, ale przede wszyst­kim na mi­sjach za­gra­nicz­nych.

We­dług in­for­ma­cji Woj­sko­wej Ko­men­dy Uzu­peł­nień w Nowym Targu, na te­re­nie po­wia­tów no­wo­tar­skie­go, ta­trzań­skie­go oraz su­skie­go miesz­ka 102 re­zer­wi­stów, któ­rzy stali na stra­ży wol­no­ści Pol­ski, słu­żąc w mi­sjach za­gra­nicz­nych. Naj­wię­cej z nich, bo wię­cej niż po­ło­wa, sta­cjo­no­wa­ło w Bośni i Her­ce­go­wi­nie. Je­de­na­stu wy­je­cha­ło do Afga­ni­sta­nu  a dwu­na­stu do Iraku. Po­zo­sta­li re­pre­zen­to­wa­li pol­ski oręż m.in. w Syrii, Ko­so­wie, Cza­dzie, Egip­cie, Ju­go­sła­wii, Li­ba­nie oraz na Bli­skim Wscho­dzie.

Reklama

Co nie mniej ważne, dwu­dzie­stu dwóch by­łych żoł­nie­rzy z Pod­ha­la po­sia­da sta­tus we­te­ra­na.

Roz­mo­wa z Edwar­dem Wla­zło, "we­te­ra­nem z Pod­ha­la".

- Roz­ma­wiam z osobą, która po­sia­da sta­tus we­te­ra­na?

 

Tak. Mi­ni­ster Obro­ny Na­ro­do­wej RP w dniu 1 paź­dzier­ni­ka 2012 roku nadał mi w for­mie de­cy­zji ad­mi­ni­stra­cyj­nej sta­tus "We­te­ra­na dzia­łań poza gra­ni­ca­mi kraju".

 

- Za­cznij­my od po­cząt­ku. Dla­cze­go po­sta­no­wił Pan zo­stać żoł­nie­rzem?

 

Mój dzia­dek wal­czył w okre­sie I wojny świa­to­wej jako żoł­nierz pie­cho­ty i ka­wa­le­rzy­sta. Ja zo­sta­łem żoł­nie­rzem, bo to mnie in­te­re­so­wa­ło. Moim ma­rze­niem było być żoł­nie­rzem Woj­ska Pol­skie­go i tak się stało. Trze­ba to ko­chać i czuć, a po­nad­to służ­bę trak­to­wa­łem jako pasję ży­cio­wą.

Reklama

 

- Gdzie i w ja­kich for­ma­cjach słu­żył Pan w Woj­sku Pol­skim?

 

Swoją przy­go­dę z mun­du­rem roz­po­czą­łem w 1982 r. jako osiem­na­sto­la­tek w 6 Po­mor­skiej Dy­wi­zji Po­wietrz­no - De­san­to­wej w Kra­ko­wie, gdzie byłem skocz­kiem spa­do­chro­no­wym. To była bar­dzo cięż­ka służ­ba, bo w czer­wo­nych be­re­tach w tam­tym okre­sie nie było mięk­kiej gry. Nikt się nie przej­mo­wał zwy­kłym żoł­nie­rzem w trak­cie służ­by. Do go­dzi­ny 15.00 rzą­dzi­ła kadra za­wo­do­wa, a po 15.00 nie­ste­ty już stare woj­sko, czyli re­zer­wi­ści, wi­ce­re­zer­wi­ści i ka­pra­le, któ­rzy byli na tzw. fali. Dziś mało, kto wie, co to była fala w de­san­cie, ale mó­wiąc pro­stym woj­sko­wym ję­zy­kiem -  nikt się z nami nie cac­kał, czy to na war­cie, po­li­go­nie czy też na sko­kach spa­do­chro­no­wych.

Reklama

 

Po okre­sie sze­ściu mie­się­cy służ­by zgło­si­łem się jako ochot­nik na Szko­łę Pod­ofi­cer­ską w Nie­po­ło­mi­cach. W sta­rej jed­no­st­ce w Kra­ko­wie po pół­rocz­nym okre­sie służ­by nie było już tak źle, ale ja chcia­łem być pod­ofi­ce­rem. Do końca nie zda­wa­łem sobie spra­wy, co mnie czeka w Szko­le Pod­ofi­cer­skiej. Była dla mnie oso­bi­ście naj­więk­sza szko­ła życia, którą udało mi się ukoń­czyć z wy­róż­nie­niem. Potem, już jako pod­ofi­cer, wró­ci­łem do Kra­ko­wa, a na­stęp­nie słu­ży­łem min. w Biel­sku Bia­łej oraz w Miń­sku Ma­zo­wiec­kim, gdzie byłem na Szko­le Pod­ofi­cer­skiej. Do Miń­ska Ma­zo­wiec­kie­go po­now­nie wró­ci­łem na po­cząt­ku lat 90 na Szko­łę Cho­rą­żych Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej. W la­tach 1993 – 1994 byłem w Wyż­szej Szko­le Ofi­cer­skiej w Po­zna­niu, gdzie mię­dzy in­ny­mi uzy­ska­łem I sto­pień zna­jo­mo­ści ję­zy­ka an­giel­skie­go w sys­te­mie wojsk NATO. W ko­lej­nych la­tach służ­by ukoń­czy­łem mię­dzy­na­ro­do­we kursy woj­sko­we zna­jo­mo­ści ję­zy­ka ro­syj­skie­go i serbo - chor­wac­kie­go. Mia­łem też swój epi­zod w Od­dzia­łach Spe­cjal­nych Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej, gdzie byłem wy­kła­dow­cą prawa i kry­mi­na­li­sty­ka oraz tech­ni­kiem kry­mi­na­li­sty­ki.

Reklama

 

- Wy­glą­da na to, że po­wo­li zbli­ża­my się do ko­lej­ne­go roz­dzia­łu w Pana woj­sko­wej ka­rie­ry – służ­by na mi­sjach za­gra­nicz­nych. Gdzie Pan peł­nił służ­bę woj­sko­wą poza gra­ni­ca­mi kraju?

 

Podam tylko te naj­waż­niej­sze. Woj­sko­wą przy­go­dę z mi­sja­mi poza gra­ni­ca­mi kraju roz­po­czą­łem w 94 roku, gdzie nowo utwo­rzo­ny kon­tyn­gent Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej w Cen­trum Szko­le­nia na Po­trze­by Sił Po­ko­jo­wych ONZ w Kiel­cach szko­lił nas do wy­jaz­du na Haiti w tzw. Mię­dzy­na­ro­do­wych Si­łach Po­rząd­ko­wych, ale de­cy­zja MON była inna i za­miast na­sze­go kon­tyn­gen­tu ŻW po­je­cha­li żoł­nie­rze GROMU. Nas skie­ro­wa­no na misję po­ko­jo­wą ONZ "UNI­FIL" do Po­łu­dnio­we­go Li­ba­nu i Izra­ela, gdzie służ­bę peł­ni­łem jako po­li­cjant woj­sko­wy w wy­dzia­le pre­wen­cji. Na­stęp­nie pod ko­niec lat 90 zo­sta­łem skie­ro­wa­ny na misję sta­bi­li­za­cyj­ną "NATO" SFOR do Bośni – Her­ce­go­wi­ny, gdzie byłem po­li­cjan­tem woj­sko­wym w sek­cji ruchu dro­go­we­go. Ko­lej­ne misje to "KFOR" w Ko­so­wie i Ma­ce­do­nii w po­li­cji woj­sko­wej, sek­cje do­cho­dze­nio­wo – śled­cze i kry­mi­nal­ne. Ko­lej­na misja to misja ONZ "UNDOF" w Syrii i Izra­elu, gdzie byłem pa­tro­lo­wym, a na­stęp­nie Ko­men­dan­tem przej­ścia gra­nicz­ne­go Mi­li­ta­ry Po­li­ce dla per­so­ne­lu UN i osób cy­wil­nych. Pod ko­niec swo­jej służ­by woj­sko­wej zo­sta­łem skie­ro­wa­ny na misje an­ty­ter­ro­ry­stycz­ną w Is­lam­skim Pań­stwie Afga­ni­sta­nu w cha­rak­te­rze po­li­cjan­ta woj­sko­we­go Cri­mi­nal In­ve­sti­ga­tion De­part­ment, na sta­no­wi­sku żan­dar­ma - spe­cjal­ne­go do­cho­dze­niow­ca kry­mi­nal­ne­go Woj­ska Pol­skie­go i US Army.

Reklama

 

- Nie miał Pan obaw przed, jak by nie było, wy­jaz­dem na wojnę?

 

Obawy przed wy­jaz­dem na misje za­wsze były. Jed­nak wie­dzia­łem, że muszę speł­nić swój żoł­nier­ski obo­wią­zek wobec Oj­czy­zny i zło­żo­nej przy­się­gi woj­sko­wej.  Bałem się zo­stać po­waż­nie ranny. Obawy były też przed wzię­ciem do nie­wo­li przez prze­ciw­ni­ka.

 

- Czyli nawet obec­ny we­te­ran też się boi...?

 

Oczy­wi­ście. Przede wszyst­kim Boga i żony!

 

- Po po­wro­cie do kraju, tak jak Pan wspo­mniał, nada­no Panu sta­tus we­te­ra­na. Jest Pan z tego dumny?

Reklama

 

Je­stem bar­dzo dumny z tego, że je­stem we­te­ra­nem w peł­nym tego słowa zna­cze­niu.

 

- Słowo "we­te­ran" jest róż­nie utoż­sa­mia­ne w na­szym kraju...

 

Szko­da, że nasze spo­łe­czeń­stwo w bar­dzo różny spo­sób re­agu­je na słowo we­te­ran i bar­dzo wielu by­łych i obec­nych żoł­nie­rzy wal­czy o dobre imię mi­sjo­na­rza – we­te­ra­na.

 

- Jak to?

 

Szcze­gól­nie na fo­rach in­ter­ne­to­wych na­zy­wa się nas bar­dzo nie­przy­zwo­icie, w sło­wach, któ­rych nie ośmie­lę się tu za­cy­to­wać.

Reklama

 

- Co ci lu­dzie mają we­te­ra­nom do za­rzu­ce­nia?

 

Mię­dzy in­ny­mi to, że je­ste­śmy na­jem­ni­ka­mi i ro­bi­my to dla kasy. Po­nad­to, że lu­bi­my strze­lać do nie­win­nych ludzi…

 

- Jak Pan re­agu­je, kiedy spo­ty­ka się z ta­ki­mi opi­nia­mi?

 

Au­to­rzy nie­po­chleb­nych opi­nii dla mnie są to mali lu­dzie, któ­rzy cho­wa­ją się za kla­wia­tu­rą kom­pu­te­ra, znie­wa­ża­ją, po­ni­ża­ją nas w różny spo­sób i myślą, że są wiel­cy. Tym­cza­sem w  Afga­ni­sta­nie nie prze­ży­li­by 24 go­dzin bez zna­jo­mo­ści wo­jen­ne­go rze­mio­sła. Pa­mię­tam o po­le­głych ko­le­gach i nigdy nie za­po­mi­nam, że od­da­li to, co naj­cen­niej­sze, swoje życie. Wspie­ram po­szko­do­wa­nych we­te­ra­nów i oka­zu­je im sza­cu­nek. Na każ­de­go z nas ktoś cze­kał w domu: matka, żona, sio­stra, dzie­ci, wnuki oraz inne osoby. U nas w kraju musi jesz­cze upły­nąć wiele wody w Wiśle, zanim spo­łe­czeń­stwo zro­zu­mie, że my, we­te­ra­ni, nie je­ste­śmy złem, a wręcz prze­ciw­nie, na­le­ży nam się sza­cu­nek za od­wa­gę i po­świę­ce­nie.

Reklama

 

- W in­nych kra­jach jest ina­czej?

 

Podam Panu przy­kład od­no­śnie we­te­ra­nów w in­nych kra­jach. Będąc służ­bo­wo w USA w pew­nym mo­men­cie pod­je­chał do mnie ra­dio­wo­zem sze­ryf jed­ne­go ze sta­nów. Chciał mnie skon­tro­lo­wać. Bar­dzo grzecz­nie, ale sta­now­czo po­pro­sił o moje do­ku­men­ty. Wi­dząc, że moje prawo jazdy jest z poza USA na­wią­zał ze mną roz­mo­wę i spy­tał, kim je­stem, co tu robię i tak dalej. Na tyl­nym sie­dze­niu mo­je­go sa­mo­cho­du wi­siał mój pol­ski mun­dur woj­sko­wy wraz z po­sia­da­ny­mi ba­ret­ka­mi – od­zna­cze­nia­mi. Sze­ryf za­uwa­żył mój mun­dur, gdzie mię­dzy in­ny­mi wid­nia­ły ba­ret­ki z US Army. Za­py­tał mnie, czy je­stem żoł­nie­rzem? Od­po­wie­dzia­łem mu, że tak, je­stem we­te­ra­nem misji woj­sko­wych. Po­pro­sił o do­ku­ment woj­sko­wy, więc oka­za­łem mu mi­li­ta­ry ID, woj­sko­wy dowód oso­bi­sty. Po chwi­li sze­ryf od­po­wie­dział mi, że słu­żył w lot­nic­twie w Kan­da­ha­rze na te­re­nie Afga­ni­sta­nu, po czym sty­lem ame­ry­kań­skim bar­dzo ener­gicz­nie za­sa­lu­to­wał mi i oddał honor. Mu­sia­łem ubrać się w górę mun­du­ru i na­ło­żyć beret, by sze­ryf mógł zro­bić sobie ze mną kilka zdjęć. Dzię­ko­wał mi za służ­bę na mi­sjach i za umac­nia­nie po­ko­ju na świe­cie. Ści­skał dość długo moją rękę przez cały czas oka­zu­jąc sza­cu­nek i uży­wał wobec mnie słowa "Sir". Było to bar­dzo miłe za­sko­cze­nie. Po­dob­ne zda­rze­nie mia­łem w Ir­lan­dii.

Reklama

 

Chcę przez to po­wie­dzieć, że mimo, iż byłem z in­ne­go kraju, na obcej ziemi, oka­zy­wa­no mi sza­cu­nek a nawet od­da­wa­no ho­no­ry, a w za­sa­dzie temu, że słu­ży­łem na mi­sjach woj­sko­wych. W An­glii, Ka­na­dzie czy też w USA we­te­ra­ni po­sia­da­ją spe­cjal­ne ta­bli­ce re­je­stra­cyj­ne w swo­ich sa­mo­cho­dach, i każdy, kto słu­żył w armii wie, o co cho­dzi. Prze­cho­dząc obok nich sa­lu­tu­je, to jest pięk­nym oka­za­niem sza­cun­ku. Gdyby nasi we­te­ra­ni mieli takie re­je­stra­cje, nie wia­do­mo jaki los spo­tkał­by sa­mo­cho­dy. W USA we­te­ra­ni przed swo­imi do­ma­mi mają za­cią­gnię­tą flagę na maszt, a pod flagą USA flagę swo­je­go re­gi­men­tu z in­for­ma­cją, że są we­te­ra­na­mi. U nas są­sie­dzi stwier­dzi­li­by, że da­ne­mu we­te­ra­no­wi od­bi­ło i cheł­pi się tym, że był na mi­sjach. W wielu kra­jach na całym świe­cie ist­nie­ją tzw. spe­cjal­ne pro­gra­my na­ucza­nia od­no­śnie tego, kto to jest we­te­ran i że na­le­ży ich trak­to­wać z wy­jąt­ko­wym sza­cun­kiem, uzna­niem i ho­no­ra­mi. Mają oni swoje przy­wi­le­je w pracy i na uczel­niach. Na każ­dym kroku widać, że są wspie­ra­ni przez swój rząd.

Reklama

 

- A Pan co ma z tego, że jest Pan we­te­ra­nem?

 

Sa­tys­fak­cję oso­bi­stą, sza­cu­nek przy­ja­ciół i ko­le­gów oraz naj­bliż­szych. Je­stem zdro­wy, mam dobrą eme­ry­tu­rę woj­sko­wą, pra­cu­je za­wo­do­wo, je­stem dok­to­ran­tem na UJ w Kra­ko­wie. Mam wspa­nia­łą ro­dzi­nę, która za­wsze mnie wspie­ra. Co tu wię­cej chcieć?

 

- Bra­ku­je Panu woj­ska?

 

W woj­sku pa­no­wa­ła hie­rar­chia, każdy z nas znał swoje miej­sce w szyku. W cy­wi­lu nie­ste­ty nie jest tak, a szko­da. Za dużo luzu i swo­bo­dy też może być szko­dli­we, bo lu­dziom przy­cho­dzą bzdu­ry do głowy. W woj­sku był sza­cu­nek jeden do dru­gie­go, a w cy­wi­lu, kto ma lep­sze pchnię­cie, ten jest na po­kła­dzie. Mia­łem pro­po­zy­cję po­wro­tu do woj­ska przed pod­ję­ciem stu­diów dok­to­ranc­kich, ale uwa­żam, że mój czas już minął. Trze­ba wie­dzieć, kiedy nad­cho­dzi ko­niec. Bar­dzo czę­sto wspo­mi­nam tych, któ­rzy po­le­gli na mi­sjach, a jest ich sporo. Wspo­mnę tylko tych ostat­nich. W samym Ka­bu­lu pod­czas jed­ne­go za­ma­chu zgi­nę­ło trzech moich bar­dzo do­brych przy­ja­ciół, ka­ra­bi­nie­rów z Włoch. Zna­łem ich jesz­cze ze wspól­nej misji w Li­ba­nie i Bośni. Nie­ste­ty oni nie mieli tzw. woj­sko­we­go szczę­ścia. O in­nych nie będę wspo­mi­nał, bo łzy się cisną na oczy. Nikt nie jest z ka­mie­nia.

 

- Nie jest Pan je­dy­nym "we­te­ra­nem z Pod­ha­la".

 

Oczy­wi­ście. Ja znam oso­bi­ście sze­ściu we­te­ra­nów z te­re­nu Pod­ha­la, któ­rzy uczest­ni­czy­li w mi­sjach za­gra­nicz­nym. Szcze­gól­nie z jed­ne­go we­te­ra­na je­stem dumny, który słu­żył ze mną w Afga­ni­sta­nie. Był moim pod­wład­nym z cza­sów służ­by w Od­dzia­le Spe­cjal­nym Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej. W 2010 roku od­szedł z woj­ska i obec­nie jest funk­cjo­na­riu­szem Wy­dzia­łu Kry­mi­nal­ne­go Po­li­cji w jed­nym z po­wia­tów. Resz­ta we­te­ra­nów z na­sze­go re­gio­nu też sobie nie radzi naj­go­rzej - są zdro­wi, po odej­ściu z woj­ska mają prace.

 

- Czy po odej­ściu z woj­ska kon­takt z tą for­ma­cją się urywa? Czy ktoś pa­mię­ta o we­te­ra­nie z Ko­ście­li­ska?

 

Na szczę­ście nie za­po­mnia­no o mnie, z czego się bar­dzo cie­szę. Każ­de­go roku do­sta­ję za­pro­sze­nie od Pana gen. bryg. dr Mi­ro­sła­wa Roz­mu­sa i płk. dr Ro­ber­ta Ję­dry­chow­skie­go z Ko­men­dy Głów­nej Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej w War­sza­wie na Świę­to Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej. Co roku za­pra­sza mnie też płk. Se­ba­stian Ka­lisz Ko­men­dant Od­dzia­łu ŻW w Kra­ko­wie na uro­czy­sto­ści woj­sko­we. Nigdy nie za­po­mi­na o mnie i Świę­cie We­te­ra­na Pan ppłk. An­drzej Bań­do­ła Ko­men­dant WKU w Nowym Targu, i Pan ppłk. Da­riusz Ja­ra­szek Ko­men­dant "WOSzK" Gro­nik. Nie mogę nie wspo­mnieć Pana mjr rez. Tota Pre­ze­sa Związ­ku By­łych Żoł­nie­rzy Za­wo­do­wych WP w Za­ko­pa­nem, który za­wsze pa­mię­ta o mnie w dniu mo­je­go świę­ta.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama