Reklama


Paula Gorycka: Sezon kosztował mnie bardzo wiele, ale było warto

02/12/2019 21:35

Rekordowy sezon pod względem startów ma za sobą Paula Gorycka. Pochodząca z Suchej Beskidzkiej kolarka górska MTB aż pięćdziesiąt razy stawała do rywalizacji. Po groźnej kontuzji, która na dłuższy czas unieruchomiła Gorycką w drugiej połowie 2018 roku, ten sezon był swego rodzaju sprawdzianem dla niej, czy w ogóle jest w stanie wrócić na trasy rowerowe. - Podczas pierwszych jazd musiałam się nauczyć od nowa rzeczy tak podstawowych jak wyjęcie bidonu z koszyka bez utraty równowagi - powiedziała Gorycka.

- Treningi do sezonu 2019 zaczęłam dopiero w styczniu, po trzech miesiącach od bardzo poważnej kontuzji. Była to etapówka Snow Bike w Gstaad. Uznałam, że ewentualny upadek na śniegu nie będzie dla mnie zagrożeniem (w kontekście przebytej kontuzji), a ja sama zorientuję się czy psychicznie podołam wymaganiom wyścigowym. Test wypadł pozytywnie- przyznała Paula Gorycka. 

Ostatecznie Gorycka zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej podczas zawodów śnieżnych w Szwajcarii. - Cieszę się, że mój pomysł przetestowania aktualnych możliwości jazdy na rowerze górskim wypadł pozytywnie. No i wygląda na to, że mogę planować powrót na klasyczne trasy XCO… - 

Reklama

Miesiąc luty to aż dziewięć startów Goryckiej w Grecji podczas Salamina Epic. Po tym występie Gorycka dopisała do swojego dorobku 160 punktów zdobytych w rankingu UCI i awansowała o 24 miejsca.

Kolejnym krajem po Szwajcarii i Grecji, w którym na początku 2019 roku zaprezentowała się Gorycka, była Turcja. - Zajęłam tam cztery drugie miejsca na etapach i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Zaliczyłam kolejne wyścigi, które traktowała jako dobry trening przed sezonem i zdobyłam punkty do rankingu UCI (indywidualnego i olimpijskiego). Na początku marca w moich nogach było już 17 dni wyścigowych – w ciągu ostatnich trzech sezonów tyle startów miałam na koncie w lipcu - pisała Gorycka na swojej stronie internetowej.

Reklama

Następnie Gorycka miała niemal miesiąc przerwy przed kolejnym startem, tym razem w Austrii. - Wyścig w Langenlois był dla mnie niejako drugim rozpoczęciem sezonu. Tak to już jest, że pierwsze ściganie zwykle jest ciężkie i chciałam, żeby wypadło ono w dobrze mi znanym Langenlois. W Austrii pojawiło się sporo mocnych zawodniczek. Zdawałam sobie sprawę z tego, że równie dobrze mogę się zakręcić w okolicach podium, co zająć miejsce pod koniec drugiej dziesiątki. Ostatecznie przejechałam solidny wyścig, zameldowałam się na mecie dziewiąta, a strata do zwyciężczyni była niewielka. Było to więc pozytywne rozpoczęcie startów w olimpijskiej formule kolarstwa górskiego - relacjonowała Gorycka.

"Tour de Gorycka" trwał w najlepsze - suszanka zaliczyła występy w Szwajcarii, Austrii, Czechach Niemczech, także w Polsce. W Niemczech i Czechach, Gorycka wystąpiła w zawodach z cyklu Pucharu Świata. - Byłam pozytywnie nastawiona, bo do tej pory wszystkie wyścigi (czyli aż 21 startów) poszły mi dobrze lub bardzo dobrze. Niestety okazało się, że i u mnie zdarzyć się może kiepski dzień. Szkoda, że padło na Puchar Świata… Suma drobnych błędów własnych i po prostu „nie ten dzień” spowodowały, że moim jedynym celem było dojechanie do mety, żeby dorzucić kilka punktów do rankingu olimpijskiego - tak opisała swój start w Albstadt, w którym zajęła miejsce 50.

Reklama

Lepiej poradziła sobie Gorycka w czeskim Nowym Meście, gdzie zajęła miejsce 36. - Nie walczyłam już nie o przetrwanie, a o dobry wynik. Od wyniku chętnie odjęłabym kilkanaście oczek, ale za jazdę mogę sobie przyznać szkolną piątkę - przyznała Gorycka.

Prawdziwym testem dla Goryckiej był maraton startowy od lipca do połowy sierpnia, w trakcie którego zawodniczka wystartowała w ośmiu (xc oraz shorttrack) zawodach z cyklu Pucharu Świata, Mistrzostwach Europy i Polski. Z tej ostatniej imprezy, która odbyła się w Jeleniej Górze, Gorycka przywiozła brązowy medal. - Zdecydowałam się na atak od startu i przez pierwsze dziesięć minut ścigania prowadziłam z kilkunastometrową przewagą. Potem niestety musiałam trochę zapłacić za swoją taktykę i wylądowałam na piątym miejscu. Z rundy na rundę czułam się jednak lepiej i awansowałam na medalową pozycję. Do końca wyścigu walka była bardzo zacięta, bo od srebra dzieliło mnie około trzydzieści sekund, podobnie jak od wypadnięcia z podium. Na mecie zameldowałam się trzecia, dzięki czemu zdobyłam swój siódmy medal mistrzostw Polski w formule XCO, który jest jednocześnie moim dwudziestym drugim medalem mistrzostw Polski na przestrzeni dwunastu lat - mówi Paula Gorycka.

Reklama

- W mistrzostwach Europy w Brnie wystartowałam na koszt mojej drużyny Strüby-BiXS. Oczywiście jechałam w biało-czerwonej koszulce, ale całe finansowanie zapewnił mi team. Reprezentacja Polski liczyła 15 zawodników, ale zabrakło pieniędzy na wysłanie do Czech wszystkich osób punktujących w rankingu olimpijskim (czyli trzech kobiet)… Wyścig w Brnie nie należał do moich wymarzonych. Po dobrym starcie trochę spłynęłam i metę przekroczyłam jako dwudziesta pierwsza w Europie - tak z kolei start w ME opisała suszanka.

Najlepszy start w Pucharze Świata w tym roku zaliczyła Gorycka w szwajcarskim Lenzerheide. To właśnie tam podczas treningu w poprzednim roku, Gorycka doznała poważnej kontuzji. Teraz Gorycka przejechała całą trasę i na mecie zameldowała się na 32 miejscu. - Niedzielne cross country poszło mi bardzo dobrze – wreszcie mogłam przejechać cały wyścig na wymagającej i zdradliwej trasie w Lenzerheide, a dodatkowo zaliczyłam swój najlepszy w tym roku występ w Pucharze Świata. Czułam nie tylko radość, ale i sporą ulgę - przyznała Gorycka.

Reklama

-  Od marca zaczęłam starty w klasycznych wyścigach XCO – najpierw na trasach wymagających tylko pod względem fizycznym, a potem z coraz trudniejszymi sekcjami technicznymi. I tak krok po kroczku, wyścig po wyścigu wróciłam do startów na najwyższym poziomie, czyli w Pucharze Świata, zaliczając po raz pierwszy wszystkie edycje w jednym sezonie.  Patrząc na przebieg całego sezonu, na to co udało mi się osiągnąć i ile elementów poprawić oraz biorąc pod uwagę z jakiego punktu zaczynałam, jestem zadowolona. Kosztowało mnie to dużo pracy i zaangażowania, momentami bywało naprawdę ciężko. Ale było warto - podsumowała sezon 2019 Paula Gorycka, a następnie pokusiła się o przedstawienie go w liczbach:

-2- miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Szwajcarii

Reklama

-2- jestem drugą Polką zbierającą punkty w rankingu olimpijskim

-3- brązowy medal mistrzostw Polski w Mrągowie

-5- w tylu wyścigach typu short track w ramach Pucharu Świata wystartowałam i poprawiałam się w każdym kolejnym wyścigu

-7- czyli wszystkie wyścigi z cyklu Pucharu Szwajcarii (ranga HC lub C1) zakończyłam z jednocyfrowym wynikiem (miejsca od 2. do 9.)

-10- liczba miesięcy, w których startowałam (od stycznia do października)

-11- rekordowa liczba dni startowych w jednym miesiącu (luty)

-11- wyścigi zakończone na podium

Reklama

-11- w tylu krajach startowałam (najwięcej wyścigów w Szwajcarii – 15 i w Grecji – 13)

-32- wyścigi zakończone w pierwszej „10”

-47- najlepsze miejsce w rankingu UCI (z dnia 24 września)

-48- dni startowych na przestrzeni 270 dni (od pierwszego do ostatniego startu w roku 2019), co daje średnią jednego wyścigu co mniej więcej 5 i pół dnia ;-) 

-53- awans o tyle pozycji, ze 104. miejsca w rankingu UCI z dnia 1 stycznia na 51. miejsce (aktualnie)

źródło: paulagorycka.com

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama