Ponad 400 fotografii. Na jednej mieszkańcy Zawoi odśnieżają drogę przez Zawoję... łopatami. Na innej całują się dwie eleganckie damy. Z innych spoglądają radzieccy żołnierze. Ludzie pracujący na tartaku, wół ciągnący sanie, pozująca do obiektywu młoda dziewczyna, zakochana para, uśmiechnięty żebrak, partyzanci, a nawet samochód marki mercedes. Nie było by w tych zdjęciach nic szczególnego, gdyby nie fakt, że zrobiono je w czasie drugiej wojny światowej w Zawoi. Zdjęcia przez całe dziesięciolecia nie widziały światła dziennego, wywędrowały daleko w świat by w ostatnim czasie znów wrócić w ręce człowieka stąd. O negatywach starych fotografii, zamiłowaniu do lokalnej historii i planach na przyszłość z Michałem Bartyzelem rozmawia Joanna Mazur.
- Dlaczego te zdjęcia są tak wartościowe? Co jest w nich wyjątkowego?
- Dobrze zachowane fotografie z naszego terenu z okresu przedwojennego są rzadkością. Jak już się trafiają, to z reguły robione przez turystów, którzy przyjeżdżali tu na kilka dni czy tygodni wypoczynku. Robili sobie zdjęcia na Babiej Górze, na halach, przed pensjonatem czy willą, w której mieszkali. Robili zdjęcia przede wszystkim sobie. Zdecydowanie mniej jest zdjęć, które pokazują codzienne życie ludzi tutejszych. Dla przybywających tu letników codzienność naszych przodków nie była godna uwiecznienia, a miejscowi raczej nie dysponowali na co dzień aparatem fotograficznym. Z oczywistych względów zdjęcia z okresu okupacji są tym bardziej unikalne. Był to czas wielu zmartwień i trosk, więc fotografowanie nie było częste. Nawet przed wojną niewiele było w Zawoi osób posiadających aparat, a co dopiero w okresie okupacji. Jeśli chodzi o ten zbiór, widać, że autor nie był amatorem. Potrafił robić piękne zdjęcia a ponadto miał środki pozwalające mu na zabawę z fotografią. Dzięki temu mamy niesamowity dokument przedstawiający codzienne życie Zawojan podczas II Wojny Światowej.
- Jak to się stało, że te fotografie znalazły się w Twoich rękach?
- Wielu ludzi wie, że zbieram stare pocztówki związane z historią Zawoi i Babiej Góry. Jednak pocztówki to tylko część mojej pasji, tak naprawdę zbieram wszystko, co wiąże się z historią naszej miejscowości i regionu. Mam sporo zdjęć, dokumentów, mapy, książki, oraz wiele innych niezwykłych eksponatów. Myślę, że mógłbym spokojnie wyposażyć całkiem niezłe muzeum. Od lat obracam się w środowisku kolekcjonerów takich rzeczy, więc jestem już kojarzony w Polsce. Gdy coś ciekawego na rynku antykwarycznym się pojawia, często ktoś daje mi znać. Jeżeli dana rzecz jest w zasięgu moich możliwości finansowych to po to sięgam. Tak też było z tymi negatywami.
- Domyślam się, że to nie są małe kwoty.
- Te zdjęcia – komplet ponad czterystu – to kwota kilku tysięcy złotych. Renowacja, skanowanie, obróbka – kolejne parę tysięcy. Z materialnego punktu widzenia są więc sporo warte, jednak dla kogoś kto zajmuje się historią Zawoi są zupełnie bezcenne. Format tych negatywów to zaledwie 5 cm na 5 cm. Ale ich jakość jest rewelacyjna, możemy spokojnie zrobić powiększenie 2 na 2 metry nie tracąc jakości. Żeby uzyskać taki efekt niezbędna była profesjonalna obróbka. Efekt jest jednak oszałamiający, wart takich pieniędzy. Dodam tylko, że oczywiście nie dostaję na to żadnych środków od nikogo z zewnątrz.
-Dlaczego więc to robisz?
-Lakonicznie to zabrzmi, ale z miłości do Zawoi. To nasza historia – trzeba o nią dbać. Uważam, że trzeba naszą historię odkrywać, nie można dać jej zaginąć. Powinniśmy być z niej dumni. Mieszkamy w wyjątkowym miejscu. Póki to jeszcze możliwe trzeba dokładać wszelkich starań by odkrywać białe plamy. By wiedzę o naszych przodkach usystematyzować, uporządkować i przekazać tym, którzy będą po nas. Jesteśmy to winni naszym przodkom i ziemi, z której wyrastamy.
- Od czegoś musiało się zacząć. Pamiętasz jakiś taki przełomowy moment, kiedy historia miejsca, w którym mieszkasz stała się dla Ciebie tak ważna?
- Początki mojej fascynacji historią Zawoi to w zasadzie pierwsze odnalezione na strychu zdjęcia i pocztówki z okresu międzywojennego. Było to w czasach liceum, a więc trochę czasu już minęło. Od tego czasu zdołałem zebrać sporą kolekcję. Każdą wolną chwilę poświęcam przekopywaniu archiwów, poszukiwaniu takich ciekawych śladów z przeszłości. Zgromadziłem dotychczas około pół tysiąca zdjęć i pocztówek sprzed II Wojny Światowej, mnóstwo książek, map, dokumentów. Najstarsze grafiki prezentujące widoki Babiej Góry i Zawoi liczą już sobie ponad 160 lat. Najcenniejszy mój eksponat to rękopis zawierający min. inwentarz kościoła w Zawoi z 1806 roku, a więc o 82 lata starszy niż obecny kościół w Zawoi Centrum.
– Wróćmy do zdjęć – co możemy na nich zobaczyć?
- Zdjęcia prezentują okupacyjną codzienność. Jedne przedstawiają ciężką pracę ale są i takie na których widać jak fotografowani się bawią, jeżdżą na nartach czy sankach. Najczęściej pojawia się rodzina Jerzego Muszyńskiego, który w tym czasie był zarządcą tartaku i leśnictwa w Zawoi. Jestem niemal pewien, że te zdjęcia wykonał ktoś z jego rodziny. Ale na zdjęciach przewija się mnóstwo ludzi. Przy niektórych nie ma wątpliwości - są to osoby z zewnątrz. Ale przy innych widać od razu, że mają zawojskie „gęby”, takie nasze, to są rysy twarzy ludzi stąd.
- A miejsca? Łatwo jest zlokalizować obiekty, widoki?
- Dużo zmieniło się od tamtych czasów i w architekturze Zawoi, i w pejzażu. Dziś wszystkie hale, łąki i wzniesienia są zalesione. Mimo to w przypadku większości ujęć można powiedzieć gdzie zrobiono fotografię. Często przewija się nieistniejąca już willa Renata, stare schronisko na Markowych Szczawinach, sporo zdjęć przedstawia także wypas owiec. Dobrze udokumentowana jest tez praca tartaku, co jest zrozumiałe ze względu na pochodzenie zdjęć. Zbiór rzuca zupełnie nowe światło na historię Zawoi tamtego okresu. Dotychczas dysponowaliśmy tylko wspomnieniami osób starszych, statystykami, teraz możemy na własne oczy zobaczyć jak wyglądało wówczas życie. To taki swoisty wehikuł czasu.
- Skąd wiadomo z jakiego okresu czasu pochodzą fotografie?
- Początkowo sądziłem, że zdjęcia pochodzą z okresu międzywojennego. Jednak zdecydowana większość pochodzi z czasów drugiej wojny światowej. Wiem to, bo są w zbiorze zdjęcia radzieckich żołnierzy, partyzantów z pepeszami i niemieckojęzyczne tablice. To odkrycie było pasjonujące.
- Planujesz jakąś wystawę? Album?
- Album przedstawiający historię Zawoi cały czas się szykuje. Będzie to solidnie przygotowana opowieść o historii Zawoi od początków osadnictwa w tym rejonie. Opowieść, która w dużej mierze opowiedziana zostanie nie słowem a obrazem. Chciałbym w tym albumie opublikować co najmniej 300 zdjęć, pocztówek, dokumentów.
- Kiedy coś takiego może się ukazać?
-Kolekcję cały czas wzbogacam, więc w sumie im później, tym materiał będzie pełniejszy, bardziej wartościowy. Jednak mam nadzieję, że będzie to kwestia maksymalnie dwóch lat. Dużo zależy od środków finansowych, a przygotowanie i wydanie takiego albumu to kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mimo tego, że z Zawoi zachowało się więcej pocztówek i zdjęć niż z Makowa, Suchej i Jordanowa razem wziętych, sąsiednie miejscowości już takie albumy wydały. Tam jednak gminy partycypowały w takich przedsięwzięciach. Podejrzewam, że w Zawoi w obecnych warunkach będzie to niewykonalne, że bieżąca polityka i personalne rozgrywki wezmą górę nad zdrowym rozsądkiem i dobrem Zawoi. Mimo to ufam, że album już niebawem pojawi się w księgarniach.
Część kolekcji pocztówek Michała Bartyzela obejrzeć można w internecie: www.e-zawoja.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Minęło już nie dwa a siedem lat i o albumie ani widu ani słychu.
Minęło już nie dwa a siedem lat i o albumie ani widu ani słychu.