Powiedzenie mówi, że wiek, to tylko cyfra w dowodzie osobistym. Drobna, niepozorna, „schowana” całe życie za tamborkiem z naciągniętym płótnem, Maria Strączek z Jachówki przez całe życie była pełna energii i chęci życia. I choć wypadek, jaki przydarzył się jej kilka lat temu mocno ją teraz ogranicza, to 77-letnia hafciarka, poetka i pisarka, mająca zaledwie 130 cm wzrostu wciąż pozostaje wulkanem energii.
Położony nieopodal głównej drogi biegnącej przez Jachówkę dom niczym nie różni się od sąsiednich. Gdy jednak w jego drzwiach pojawia się ubrana w strój regionalny i uśmiechnięta od ucha do ucha Maria Strączek od razu chce się do niego wejść, by poznać gospodynię. Nie ma z tym najmniejszego problemu, gdyż jachowianka każdego gościa wita z otwartymi rękoma w myśl powiedzenia – gość w dom, Bóg w dom. – Urodziłam się w Jachówce i w niej do dziś mieszkam. Haftowałam od dziecka. Gdy tylko wracałam ze szkoły brałam tamborek, siadałam pod drzewem i haftowałam – zaczyna snuć opowieść o sobie Maria Strączek. Wspomina, że pierwszy tamborek (urządzenie do naciągania płótna) zrobił jej tata, który także nauczył jachowiankę… haftować. – Mama zajmowała się domem i dbała o nasze wychowanie, ale haftować nie umiała. Tata nauczył się tego od swoich sióstr. Piekł też ciasta i to tak wyborne, że nawet sąsiedzi prosili o upieczenie im cista na chrzciny – opowiada Maria Strączek.
WIEDZA SAMA WCHODZIŁA JEJ DO GŁOWY
Artystka wspomina, że zawsze miała szerokie zainteresowania i do dziś śledzi na bieżąco wydarzenia z kraju i ze świata. Wiadomości lokalne czerpie z portalu Sucha24.pl. Nie jest zatem niczym dziwnym, że nie miała trudności z nauką, a na szkolnych świadectwach z góry na dół same piątki. Niemniej edukację zakończyła na szkole podstawowej. – Człowiek był młody i głupi. Zapytano mnie czy chcę się uczyć, a trzeba było za mnie zdecydować. Z nieustalonych przez lekarzy powodów nie urosłam i bałam się, że ludzie będą się ze mnie śmiali i nie poszłam do szkoły średniej – przyznaje szczerze do bólu Maria Strączek, która mając 18 lat zgłosiła się do Spółdzielni Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Makowianka” w Makowie Podhalańskim. Dostała w niej płótno z odbitym wzorem i miała go w ramach testu wyhaftować. Lata doświadczenia zrobiły swoje. Maria Strączek w mig uwinęła się z zadaniem, a przy tym wykonała je perfekcyjnie, wzbudzając zachwyt oceniających. Tym sposobem na kolejne 18 lat związała się z „Makowianką”.
HAFTOWAŁA BO LUBIŁA
Po przejściu na rentę, a następnie na emeryturę Maria Strączek nie przestała haftować. Wszak nie robiła tego wyłącznie zawodowo, lecz z przyjemności. Ponadto zaczęła z powodzeniem brać udział w konkursach. Jej prace prezentowano na wystawach w Kłajpedzie i Lublinie, a nieustannie można je podziwiać w Muzeum Etnograficznym w Toruniu, jak i w kościele w Jachówce. Od 1984 roku jest członkiem Stowarzyszenie Twórców Ludowych w Lublinie. – Nikt mnie do niczego nie zmuszał. Chciałam żeby ołtarz w kościele wyglądał ładnie, a ludzie zobaczyli, że taki mały człowiek jak ja potrafi zrobić coś pięknego – stwierdza artystka.
Hafciarstwo to nie jedyna dziedzina sztuki, w której realizuje się Maria Strączek. Od lat pisze wiersze i prozę, otrzymując za nie nagrody i wyróżnienia na lokalnych konkursach i przeglądach. – Nie jestem poetką, ani pisarką. Opisuję to co widzę i czuję, czyli moją małą ojczyznę oraz miłość do Boga – mówi skromnie. Jednak za swój wkład na rzecz regionu otrzymała w 2007 roku nagrodę Starosty Suskiego, a dwa lata później Stowarzyszenie Gmin Babiogórskich przyznało jej prestiżowy Laur Babiogórski za wybitne zasługi dla Ziemi Babiogórskiej (w 2006 roku Maria Strączek otrzymała od SGB laur stopnia podstawowego). Jachowianka bardzo ceni sobie także przyznanie jej w 2008 roku przez gimnazjalistów z Budzowa tytułu „Przyjaciel Gimnazjum”.
FERALNY UPADEK
Życie Marii Strączek dosłownie wywróciło się do góry nogami w 2019 roku. – Danusia Kawa wpadła na pomysł stworzenia Szlaku Pamięci Znanych Ludzi Gminy Budzów. Poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu opisów. Siedziałam sobie pod drzewem, które rośnie na skraju mojej działki i pracowałam nad tekstem. Gdy skończyłam i wstałam, chciałam schylić się po koc. Zawróciło mi się w głowie i upadłam. „Poleciałam” w złą stronę i upadłam na drogę – wspomina feralny dzień.
Wskutek upadku Maria Strączek doznała złamania kręgosłupa. Trafiła do szpitala w Suchej Beskidzkiej, a z niego do Zakopanego, gdzie przeszła skomplikowaną operację. - Kiedy już leżałam na stole operacyjnym w klinice w Zakopanem to lekarze prosili mnie bym powiedziała im jakiś wierszyk. Wyrecytowałam im wiersz o św. Janie Pawle Ii i poleciłam się jemu a także naszej czcigodnej służebnicy bożej Rózi Celakównej i operacja się udała. Lekarze mówili, że ryzyko było ogromne. Gdyby się nie udała, to mogłam nawet zostać sparaliżowana do tego stopnia, że tylko leżałabym i mrugała oczami. Świętej pamięci ks. Maślanka odprawiał nowennę do Rózi Celakówny – wraca do tamtych dni Maria Strączek. Dodaje, że po operacji
dbał o nią lachowicki anioł bez skrzydeł, czyli Grzegorz Krawczyk, prezes koła PCK. -Postarał się o łóżko rehabilitacyjne na pilota, które ułatwiało mi życie. Odwiedzał mnie także z Iwoną Staśkiewicz i innymi członkami PCK Lachowice. Jestem mu za to wdzięczna – mówi.
Podczas operacji lekarze wszczepili artystce cztery druty, które wspierają jej kręgosłup. Ponadto nosi teraz kołnierze ortopedyczny i w ogóle nie może się schylać. Z tego względu musiała zaniechać haftowania, które kochała. – Zapału mi nie brakuje, ale zdrowie nie pozwala – ubolewa.
Na szczęście osobowość Jachówki, którą niewątpliwie jest pani Maria wciąż może pisać na komputerze, którego ekran trzyma na wysokości oczu. Kończy już drugą kronikę Koła Gospodyń ,,Czerwone Korale ''z Jachówki, dla którego napisała również pieśń. – Nie biorę już udziału w dożynkach i wielu innych wydarzeniach, bo to dla mnie zbyt duże obciążenie. Ale staram się być nadal potrzebna. Zresztą niekiedy koleżanki i inni mieszkańcy przychodzą i mnie zabierają na spotkania – śmieje się. – Kamilka (Nitecka – przyp.), nowa przewodnicząca Rady Gminy jest taka aktywna. Przychodzi do mnie i namawia do udziału w tym, czy innym wydarzeniu. A to ktoś poprosi, aby życzenia napisać na jakąś okoliczność, czy przyśpiewkę – śmieje się.
– Czasem są łzy, czasem radość. Uśmiech na twarzy trzyma mnie przy życiu. Nauczyłam się cieszyć małymi rzeczami. Dziękuję tym, którzy dali mi szansę i docenili mnie. Dzięki nim czuję się potrzebna, bo dobrze wiem kim jestem. Miarą kultury jest stosunek do osób niepełnosprawnych – mówi Maria Strączek z wyczuwalnym w głosie wzruszeniem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze