Wczoraj (10 grudnia) reprezentacja ochotniczej Straży Pożarnej w Makowie Podhalańskim jako jedyna z powiatu suskiego wzięła udział w bardzo wymagających, a zarazem prestiżowych zawodach w Kopalni Soli w Wieliczce.
12. Barbórkowy Turniej Strażaków i Ratowników w Kopalni Soli w Wieliczce odbył się po kilkuletniej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa i związanymi z nią obostrzeniami. Nic się jednak w nim nie zmieniło. Dla uczestników było to piekielne wyzwanie, żeby nie napisać - pot i łzy. Wielicka impreza to bowiem bieg po schodach, których do pokonania jest aż 650!, co razem daje 110 metrów. Dla porównania jest to mniej więcej tyle jak wdrapanie się na trzy piętnastopiętrowe bloki. A żeby nie było za łatwo, to zadanie wykonuje się w pełnym umundurowaniu bojowym, a do tego oddycha się za pomocą aparatu powietrznego, zasilanego niesioną na plecach butlą!
W gronie ekip, które stanęły w szranki w wielickim szybie Daniłowicza była drużyna OSP Maków Podhalański w składzie: Anna Wilczek, Mateusz Wilczek, Artur Hajdyła. – Pojechaliśmy się sprawdzić. Mamy ten problem, że w powiecie suskim nie ma możliwości trenowania. Nasza wieża ma tylko i aż 20 metrów. Wchodziliśmy na nią po kilka razy, ale to nie to samo, bo trzeba było w międzyczasie schodzić w dół i to jakby jest odpoczynek. Wyjście w góry to też inna specyfika. Po schodach nieustannie idzie się do góry. No jest ciężko, ale zarazem ciekawa przygoda – mówi Mateusz Wilczek. Podkreśla, że w trakcie wielickich zawodów liczył się wyrównany skład. Zegar zaczynał bowiem odmierzać czas po przekroczeniu fotokomórki przez pierwszego z zawodnika, a zatrzymywał się gdy linię mety osiągał ostatni z zespołu. Przy tym w regulaminie zawarto, że między pierwszym, a ostatnim zawodnikiem mogą być maksymalnie trzy półpiętra różnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze