Amatorska Liga Powiatu Suskiego od dawna cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. W ostatnich latach, pomimo szeregu wręcz rewolucyjnych niekiedy zmian, jej popularność nie słabienie. Czy tracą na tym „profesjonalne” kluby piłkarskie? Śmiemy twierdzić, że wręcz korzystają.
Zapewne wielu obecnych uczestników ALPS, jak i kibicującym im nie pamięta czasów gdy mecze odbywały się wyłącznie w Suchej Beskidzkiej na bocznym boisku Babiej Góry, a po placu gry biegało się nie w sześciu (pięciu plus bramkarz), lecz jedenastu. Wybudowanie w stolicy powiatu Orlika było początkiem rewolucji. Amatorzy przenieśli się właśnie na niego uniezależniając się od kaprysów pogody. Zarazem składy zostały okrojone i szybko zaczęły się tworzyć nowe ekipy, gdyż łatwiej zebrać sześciu i kilku rezerwowych niż jedenastkę (o zmiennikach nie wspominając) prezentującą odpowiedni poziom sportowy. I tak suski Orlik stał się areną pierwszoligowych potyczek. W zespołach występujących na tym szczeblu występowali zawodnicy mający za sobą ligowe ogranie, ale już z racji wieku, czy też mniej lub bardziej poważnych kontuzji mogący pomarzyć o zrobieniu „kariery” na zielonej murawie. Nowicjusze trafiali do czyśćca, czyli drugiej ligi, która swoje mecze rozgrywała w Makowie Podhalańskim, a obecnie w Białce. Życie pokazało, że wiele ekip wygrywających drugoligowe rozgrywki nie potrafiło poradzić sobie na wyższym szczeblu i po jednym sezonie spadało. Chętnych do spotkania się we wspólnym gronie i pokopania gały było jednak tak dużo, że z czasem powstała trzecia liga (w Palczy).
Sukces ALPS okazał się kością w gardle wielu prezesów i trenerów z zespołów występujących w rozgrywkach odbywających się pod auspicjami Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jedni ciszej, a inni głośno krytykowali i robią to do dziś ALPS, iż ta stała się kuszącą alternatywą dla leniuchów, którym nie chce się regularnie trenować. Wystarczy jednak obejrzeć kilka pojedynków, może nie w pierwszej lidze, lecz w drugiej, a tym bardziej trzeciej, by z całym szacunkiem dla występujących na Orlikach powiedzieć, iż z tej mąki chleba nie będzie i to nawet pomimo dodania do niej najlepszych drożdży i krystalicznie czystej wody wydobytej z najgłębszych pokładów.
Nie oznacza to jednak, że w ALPS nie ma talentów na miarę A, B, C, a być może nawet piąto, czy czwartoligowych rozgrywek. Nikogo jednak do niczego zmuszać nie można. A jak pokazuje życie owe talenty widząc, że ALPS to za niska dla nich półka same przechodzą do klubowych drużyn. Wystarczy wspomnieć, że bramkę za bramką dla Babiej Góry strzela Dawid Choczyński, który jeszcze niedawno bronił barw MSS Las. Jednak sezon transferów nastąpił latem. Mistrz drugiej ligi ALPS – Dzikie Wieprze Wieprzec nie przystąpi do rozgrywek pierwszoligowych, gdyż przestał istnieć. Arkadiusz Gwiazdoń i Tomasz Murzyn zasilili Tempo Białka, Wojciech Pająk makowskiego Halniaka, Arkadiusz Bachul, Mariusz Gwiazdoń, Dominik Drobny i Mariusz Adamczyk osielecki Świt. Na tym jednak nie koniec. Spore straty ponieśli pierwszoligowi potentaci makowscy The Dreamers. Król strzelców ligi Jarosław Bielarz trafi prawdopodobnie do A klasowego Żurawia Krzeszów, a Maciej Pęczek do Halniaka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze