Rozmowa z Kamilem Sarnickim, gitarzystą zespołu Lew na Ziemi.
Sucha24: Kiedy zaczęła się historia zespołu?
Kamil: Historia zespołu "Lew na Ziemi" zaczęła się w roku 2012, kiedy z Michałem (basistą) postanowiliśmy spróbować wspólnie pograć, pojamowac. Rap żywymi instrumentami to bylo to co chcieliśmy grać , nie ograniczając sie do jednego gatunku . Pozniej pojawil sie Piotrek (z gumtree) (smiech...). Potem już poszło. „Znalazł się” Maks, który z nami studiował. Okazało się, że rapuje i chciałby spróbować swoich sił w zespole. Kolejno do zespołu dołączył Mateusz, kolega Maksa z gimnazjum. Tak właśnie powstał zespół "Lew na Ziemi" i widzimy się 3 lata później na juwenaliach w Suchej.
S24: Jak dostaliście się na Kickonalia?
Kamil: Dostaliśmy zaproszenie od organizatorów- za co dziękujemy. Bardzo fajnie było, świetnie się bawiliśmy.
S24: Gdzie najczęściej gracie?
Kamil: Najczęściej gramy w Krakowie z racji tego, że tam mieszkamy, ale teraz dużo więcej jeździmy po Polsce i jakoś staramy się to wynieść na szerszą skalę, docierając do szerszego grona odbiorców.
S24: Co – waszym zdaniem - ma na celu ta impreza?
Kamil: Dla nas rock"n"roll i dla organizatorów cel charytatywny. Fajnie, że możemy zagrać w szczytnym celu.
S24: Jak wspominacie swój występ w "Must be the music"?
Kamil: Bardzo miło, bardzo fajne przeżycie i doświadczenie. Dla młodych zespołów jest to spora szansa na zaistnienie na polskim rynku muzycznym. Fajna jest świadomość, że ogląda Cię kilka milionów Polaków. Byliśmy trochę zestresowani przed wyjsciem na scenę, ale później poszło i muzyka sama się obroniła.
S24: Znam Cię jako osobę ze stadionu MKS Babia Góra. Co cię skłoniło do tego, że teraz grasz i śpiewasz?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze