Takiej imprezy między murami zamku w Suchej Beskidzkiej nie organizował nawet Kasper Suski ani nikt z długiej linii arystokratycznych właścicieli. Za miesiąc zabytkowy dziedziniec zadrży pod dawką basów – podczas 11. godzin maratonu muzycznego zagra aż 11 DJ'ów nie tylko z Polski. Każdy występ podkręcony zostanie dużą dawką światła zsynchronizowanego z setami. W rytmie elektroniki będą tańczyć nie tylko fani – swoją obecność zapowiedziały dziewczyny z grupy tanecznej Maraquja. Park zmieni się z kolei w strefę gastro i chilloutu, gdzie festiwal będzie żył obecnością swoich uczestników.
O głównym headlinerze, Mauro Picotto, pisaliśmy w osobnym tekście. To jedno z największych nazwisk w historii miasta, opierając się na perspektywie danego gatunku muzycznego, które udało się namówić na przyjazd. Na krótką rozmowę z kolei zatrzymaliśmy Jakuba „Oizo” Ścieszkę, pomysłodawcę i współtwórcę całego zamieszania.
Dla czytelników Sucha24 przygotowaliśmy KONKURS: 3 podwójne wejściówki na Beatland Festiwal zaplanowamy na 26 lipca 2025. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: na czyj set czekasz najbardziej i dlaczego? Cały line-up dla przypomnienia tutaj.
Najciekawsze odpowiedzi wysłane do 27 czerwca na redakcyjnego maila (kontakt@sucha24.pl) z dopiskiem „Beatland – konkurs” nagrodzimy 3 podwójnymi zaproszeniami na całonocny festiwal.
Nie udało się wygrać? Nic straconego, bilety dostępne są w II puli TUTAJ.
Tomasz Mielczarek: Drzwi do kultowej Piwnicy zamknęły się 12 lat temu. W przyszłym roku upłynie dekada od ostatniej edycji lachowickiego KNS Festiwal. Minione lata były praktycznie stracone dla fanów muzyki elektronicznej w naszym regionie. Czy Sucha Beskidzka i okolice są gotowe na powrót basów?
Jakub Ścieszka: Myślę, że przez bardzo długi czas nie było zbyt wielu okazji posłuchać dobrej elektroniki na naszym terenie. Sporadyczne imprezy w Coffeinie pokazały, że jest spore grono osób chętnych na tego typu wydarzenie. Przez te lata wiele razy słyszałem od znajomych „Kuba zrobiłbyś coś”, łącznie z pomysłami wskrzeszenia właśnie Piwnicy.
W stolicy powiatu suskiego nie jesteś oczywiście anonimowy, ale swoim festiwalem celujesz także w publikę spoza regionu. Jaka jest Twoja historia? Czy to Twoja pierwsza próba organizacji festiwalu muzyki elektronicznej?
Nie, już w 2007 roku mocno zaangażowałem się w organizację bardziej koncertu niż festiwalu, w duecie z Bartkiem Zawiła, którego serdecznie pozdrawiam. Okoliczności nie sprzyjały - zbyt mały budżet i ewentualne wchodzenie w kolizję z innymi wydarzeniami na mieście skutecznie nas zniechęciły do tego dość trudnego wyzwania. Lata mijały, a chęć stworzenia czegoś wielkiego i zarazem związanego z muzyką tkwiła u mnie gdzieś z tyłu głowy. Z pomysłem odświeżania tematu przyszedł Robert Drobny, z którym działam zawodowo. Mamy za sobą pozytywną współpracę, choćby przy jego projekcie Broncos Sucha Beskidzka - drużynie futbolu amerykańskiego. Zapytał o szczegóły fiaska sprzed lat. Jak to się rzecze: „no i namówił”.
Na festiwalowej mapie Polski trudno jest znaleźć tak niezwykłą lokalizację jak dziedziniec Zamku Suskiego. Jedynego podobieństwa można się doszukiwać w nieodżałowanym Electrocity w cysterskim zespole klasztornym w Lubiążu. Czy magnacka rezydencja w Suchej Beskidzkiej od początku była brana pod uwagę jako miejsce Beatlandu? Czy trudno było przekonać miasto do Waszego pomysłu?
Jest jeszcze festiwal na Zamku Piastowskim w Raciborzu. Na południu nie ma jednak eventu w podobnej lokalizacji. Długo szukaliśmy obiektu sporych rozmiarów, ale też łatwego np. w ogrodzeniu. Przekonać Urząd Miejski nie było trudno, sporo zmartwień i nerwów kosztowało nas czekanie na decyzję oraz konkrety. Czas mijał nieubłaganie, obecnie jesteśmy w miejscu, w którym inne wydarzenia mają pół roku przed otworzeniem swoich bram dla uczestników. Niemniej dziękujemy za możliwość wynajęcia terenu pod festiwal.
Jakie wyzwania organizacyjne wiążą się z imprezą na Zamku Suskim?
Przede wszystkim mówimy tutaj o zabytku. Wyzwaniem jest przeprowadzenie imprezy z należytym szacunkiem do tego pięknego miejsca. Wydzielenie stref, dostosowanie nagłośnienia do lokalizacji. Pozostawienie miejsca nienaruszonym.
Mauro Picotto i Carla Roca to headlinerzy Beatlandu. Czy łatwo było zaprosić takich weteranów światowych i polskich scen do Suchej Beskidzkiej? W ogłaszanym przez Was line-upie możemy znaleźć zarówno mocniejsze brzmienia, z którymi kojarzą się Picotto i Carla Roca, ale też lżejsze, jak duet Cocolino. Czy takie szersze spojrzenie na muzykę elektroniczną od początku było Twoim zamiarem?
Pierwszy kontakt z agentem Włocha to było odbicie się od ściany. W przeciągu wymiany kilku maili byliśmy jednak w stanie zmienić jego opinię na temat naszego festiwalu i zgodził się na booking. Naszym zamiarem było stworzenie marki Beatland. Jeśli wszystko wokół będzie nam sprzyjać, to chcemy ewoluować do dużego wydarzenia z kilkoma scenami, aby zapewnić jeszcze szerszy wachlarz gatunków dla uczestników imprezy. Tegoroczna edycja jest zarazem rozpoczęciem przedsięwzięcia i przeglądem różnych odmian elektroniki. Nie chcieliśmy zamykać się w jednej tematyce. To mogłoby być nudne, a również zawęzić liczbę odbiorców.
Jesteś jednym z nazwisk na plakacie. Czy set w takim miejscu i przed taką publiką będzie czymś szczególnym?
Na pewno będzie to ciekawe przeżycie, zamek jest klimatyczną lokalizacją. Firma oświetleniowa też mocno działa z projektem, aby wyciągnąć maksimum z tego miejsca. Już teraz możemy zapewnić, że nie było takiego wydarzenia w tym miejscu jak i w całym regionie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze