Reklama


Dziwny, szczególny i ostatecznie bardzo zmienny sezon Pauli Goryckiej

06/11/2020 08:07

Paula Gorycka zamknęła sezon 2020 w MTB. W ekspresowym tempie pochodząca z Suchej Beskidzkiej zawodniczka zdążyła wystartować w zawodach z cyklu Pucharu Świata, mistrzostwach Polski i mistrzostwach Europy. Wniosek? - Początek tego roku był dobry i napawał optymizmem. W środku przesadziłam i musiałam za to zapłacić. Ten rok był bardzo zmienny i dostarczył mi wielu wrażeń - mówi Gorycka.

Pojawienie się pandemii koronawirusa na całym świecie storpedowało także kolarski sezon 2020, a w zasadzie wywróciło go do góry nogami. - Organizatorzy zaczęli odwoływać pojedyncze wyścigi. W tamtym czasie wciąż wydawało nam się, że koronawirus jest gdzieś daleko, szukaliśmy możliwości startu. UCI zdecydowała o odwołaniu wyścigów do końca marca. Okej, potrenujemy i widzimy się w kwietniu. Potem pojawiła się decyzja o wycięciu z kalendarza wyścigów kwietniowych. Nie ma dramatu, zaczniemy ściganie na nowo w maju, praktycznie od razu od Pucharów Świata. Następnie po raz kolejny przesunięto drugi start sezonu na czerwiec, a ostatecznie wyścigi zaczęły się odbywać w lipcu - przyznaje Paula Gorycka.

- W moim przypadku konieczność trenowania przy braku wyścigów nie była żadnym problemem. Trudność wynikała z niepewności i ciągłych zmian decyzji. Ja po prostu lubię wyścigi i startowanie w nich sprawia mi przyjemność. Każdorazowe nastawianie się na nową datę startów (kwiecień, maj, czerwiec, lipiec…), a potem „hamowanie” i powrót do trybu treningowego były kosztowne emocjonalnie. Napędzanie radością związaną z wyścigami, następnie gaszenie jej przez odwołanie kolejnych zawodów i tak kilka razy. Wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. W przypadku różnych kontuzji zawsze wiedziałam kiedy wrócę do rywalizacji, a nawet gdyby ta data miała ulec zmianie, to zależało to tylko ode mnie. W tym roku zmiany zależały od wirusa…   Dołożyłam wtedy do pieca, oj tak. Niestety przesadziłam i to dosyć mocno. I jak to zwykle bywa w przypadku przetrenowania, w sytuacji zorientowałam się późno i obudziłam z ręką w nocniku - dodaje.

Reklama

Paula zajęła piąte miejsce podczas MP w Mrągowie, które odbyły się w sierpniu.-  O ile ubiegłoroczna trasa w Mrągowie była fajna, to tegoroczna (taka jak w 2018), mi po prostu nie leży. Jest też daleka od obecnych standardów w cross country - mówi Gorycka i przyznaje: -  Minęło więc półtora miesiąca startów, a ja ciągle nie byłam pewna o co chodzi z wynikami i czemu jestem tak daleko od wcześniej prezentowanej formy. Kolejne dwa tygodnie miałam startować w Szwajcarii. I po tych dwóch wyścigach wreszcie załapałam, że nie jestem niedotrenowana, tylko że konkretnie przesadziłam.

 

Reklama

Pod koniec sierpnia, Paula udała się na "przymusowy urlop". -   Najpierw kilka dni totalnego luzu, a potem lekkie przejażdżki. Tak było aż do Wałbrzycha (Gorycka wystartowała 13. września w zawodach Górale na Start - przyp. red.) . Nie nastawiałam się na nic, chciałam sprawdzić czy odpoczynek dał jakiś efekt. Okazało się, że tak – skończyłam dziesiąta i wyglądało to już lepiej, mimo że byłam w pełni świadoma, że nie jest to to, co na co pracowałam. Wiedziałam też, że do końca sezonu żaden cud nie nastąpi - mówi Gorycka

Dwa tygodnie później odbywały się cztery wyścigi z cyklu Pucharu Świata. Wszystkie zawody odbyły się w czeskim Novym Meście. - Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że dobrze zniosłam cztery wyścigi na najwyższym poziomie w ciągu sześciu dni. I choć wiosenne przesadzenie z treningami nie pozwoliło mi na walkę o wynik, to jednocześnie uważam, że te same treningi pozwoliły mi na względnie bezbolesne poradzenie sobie z taką kumulacją startów. I liczę na to, że zaprocentują w przyszłości… - relacjonuje Paula Gorycka. 

Reklama

Paula wystartowała jeszcze w mistrzostwach Europy 17. października, w których zajęła 27 miejsce. -   To był jeden z moich najlepszych wyścigów pod względem technicznym. Zabrakło fizycznie, zrobiłam co mogłam i dojechałam dwudziesta siódma - dodaje.

- Jak podsumuję ten sezon? Był dziwny. Był szczególny. Mam nadzieję, że kolejny będzie normalny, choć obawiam się, że przez koronawirusa do normalności jeszcze daleka droga. Początek tego roku był dobry i napawał optymizmem. W środku przesadziłam i musiałam za to zapłacić. Przejechanie końcówki było ważne dla mojej psychiki. Czy mogę powiedzieć, że kolarsko to był dobry rok? Nie. Czy powiem, że sezon był do bani? Nie. Ten rok był bardzo zmienny i dostarczył mi wielu wrażeń. Ostatecznie teraz cieszę się, że w 2020 cztery razy stawałam na najwyższym stopniu podium i zaliczyłam już trzy „życiówki” w rankingu UCI, a obecnie plasuję się w nim na 29. miejscu - podsumowuje sezon 2020 Paula Gorycka.

Reklama

źródło: paulagorycka.com

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama