Sidzinianka Anna Jelińska urzeka skromnością i dystansem do siebie. Mówi, że ma ubogie słownictwo, jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że językiem polskim posługuje się z siłą huraganu. Tworzy wiersze, które poruszają, zapadają w pamięć, pozwalają zajrzeć w głąb własnej duszy i otworzyć się na innych ludzi. A przede wszystkim docenić Boga.
Anna Jelińska z Sidziny zaczęła pisać wiersze, gdy była siedemnastolatką. W przypływie natchnienia napisała kilka, po czym z drżącym sercem pokazała je ważnej dla siebie osobie, ciekawa jej opinii. Była przygotowana na konstruktywną krytykę, lecz nie na pełne politowania spojrzenie. – Ten wzrok sprawił, że postanowiłam dać sobie spokój z poezją. Ale moja potrzeba pisania nie wygasła, dlatego próbowałam tworzyć prozą. Wyobrażałam sobie, że napiszę książkę, jednak zwykle kończyłam na kilku zdaniach, bo to nie było to, czego naprawdę pragnęłam. Słowa w mojej głowie same układały się w rymowane strofy, które zagłuszałam, ponieważ ciągle tkwiło we mnie przekonanie, że nie umiem pisać wierszy – opowiada Anna Jelińska.
ORZEŁ NA SKALE
Cztery lata temu, przy sprzątaniu, zaczęła śpiewać rodzaj psalmu, którego tekst wymyślała na poczekaniu. W pewnym momencie postanowiła go zapisać i w ten sposób powstał jej pierwszy od wielu lat wiersz. Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, ale potem Anna Jelińska przypomniała sobie, że przecież nie umie tworzyć poezji i poniechała notowania słów kolejnych pieśni... – Kiedy nie pisałam, strasznie się męczyłam. To było wręcz fizyczne cierpienie, ale nie znałam jego przyczyny. Czułam, że muszę coś robić, tylko nie wiedziałam co. Po kilku miesiącach tej udręki położyłam się i powiedziałam: „Panie Boże, Ty widzisz, co się ze mną dzieje. Pomóż mi się wyciszyć i zrozumieć, co mnie męczy”.
W tym momencie przed moimi oczyma pojawiła się wizja orła stojącego na skale. Wyglądał tak, jakby szykował się do lotu. To trwało tylko chwilę, ale mnie uspokoiło. Poczułam, że i ja wkrótce rozwinę skrzydła – opowiada. Niedługo po tym wydarzeniu zaczęła pisać jak nawiedzona. Słowa wylewały się z niej potokami, jakby pękła tama, która trzymała je w ryzach. Czasem zaniedbywała nawet domowe obowiązki, byleby tylko przelać na papier wszystkie wiersze, które bez żadnego wysiłku powstawały w jej głowie. – W tym okresie nawet do dzieci mówiłam rymami. To trwało rok, potem już trochę zwolniłam tempo i ograniczyłam się do jednego wiersza dziennie. Teraz nadal piszę, choć już zdecydowanie mniej – mówi Anna Jelińska.
PSALM DAWIDOWY
Inspiracją dla jej poezji bywają fragmenty Biblii, ale znacznie częściej natchnienie przynoszą jej sytuacje z życia wzięte. Sidzinianka jest uważną obserwatorką tego, co dzieje się wokół niej. A każde wydarzenie, które ją zainteresuje, potrafi przekuć w wiersz ku czci Boga. Bowiem twórczości Anny Jelińskiej przyświeca jedna idea – pokazać ludziom, że Stwórca jest interesujący, a wiara w niego może przynieść człowiekowi prawdziwe szczęście. I coraz częściej udaje się jej to osiągnąć, sądząc po rosnącej ilości podziękowań, które ludzie zamieszczają w komentarzach pod jej wierszami publikowanymi w Internecie. Bo - za namową koleżanki - Anna Jelińska zaczęła udostępniać wiersze na jednym z portali społecznościowych.
Tam zetknęła się z nimi Teresa Turowska, dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury, Promocji, Turystyki i Sportu w Sidzinie, która wkrótce wyszła z inicjatywą wydania niektórych z nich drukiem. Dzięki temu w ubiegłym roku powstał skromny tomik, zatytułowany „Ku przebudzeniu”. Zawiera on bardzo niewielką cząstkę twórczości Anny Jelińskiej, ale oddaje ducha jej poezji. Tych, którzy znają autorkę, a nie czytali dotąd jej wierszy, może jednak zdziwić nazwisko widniejące na okładce – Anna Dawidowy. – Chciałam podpisywać poezję pseudonimem nawiązującym do jakiegoś biblijnego imienia. Otworzyłam Pismo Święte w przypadkowym miejscu i trafiłam na Psalm Dawidowy. Uznałam to za znak, że taki przydomek mam przybrać – wyjaśnia autorka.
SZCZĘŚCIE W OCZACH
Anna Jelińska nie zawsze była tak religijną osobą, jak teraz. W dzieciństwie i wczesnej młodości regularnie modliła się i chodziła do kościoła, gdyż było to ważne dla jej mamy. Kiedy jednak wyprowadziła się z domu rodzinnego, rzadko odczuwała potrzebę, by kontynuować te praktyki. Zmieniło się to pod wpływem chłopaka, z którym zaczęła się spotykać, gdy wyjechała do pracy we Włoszech. Wprawdzie na początku znajomości Mirko miał podobny stosunek do religii, jak ona, lecz potem wybrał się na pielgrzymkę do Medjugorie (miejscowości w Bośni i Hercegowinie, znanej z objawień maryjnych), z której wrócił innym człowiekiem.
– Zaczął się zachowywać w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały. W SMS-ach, zamiast takich rzeczy, jakie zazwyczaj młodzi ludzie piszą swoim dziewczynom, relacjonował, co nam przekazuje Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Uznałam, że mu po prostu odbiło i nawet naśmiewałam się z niego z koleżanką. Nie dało się z nim normalnie porozmawiać, bo cały czas mówił o Bogu. Ale któregoś wieczoru zauważyłam, że kiedy to robi, ma niewiarygodne szczęście w oczach. I poczułam przeogromne pragnienie, by też zaznać takiego szczęścia. To było o wiele silniejsze niż cokolwiek, czego wcześniej doznałam – opowiada Anna Jelińska.
NAWRÓCENIE
Gdy tamtego wieczoru wróciła do pokoju, który wynajmowała, dostrzegła różaniec leżący na łóżku. Wzięła go do ręki i zaczęła się modlić. Nie pamiętała już, jak należy prawidłowo odmawiać różaniec, ale pomyślała, że najważniejsze jest, aby włożyć w to całe serce. – Z początku odczuwałam taki ból, że nie umiałam powstrzymać łez, jednak w pewnym momencie moje emocje gwałtownie się zmieniły. Poczułam dziwną lekkość, a mój płacz przerodził się w śmiech. Gdy doszłam do końca różańca, byłam tak szczęśliwa, jak ten chłopak, który opowiadał mi o Bogu. To było coś pięknego! Kiedy w chwilę później poszłam do łazienki i zobaczyłam się w lustrze, nie poznałam własnej twarzy. Promieniałam, miałam bardzo błyszczące oczy. Nigdy wcześniej nie wyglądałam tak pięknie – wspomina sidzinianka. Po tym przeżyciu rozważała nawet wstąpienie do zakonu, ale z czasem znów oddaliła się od Boga. Wciąż odczuwa jednak tęsknotę za szczęściem, którego wtedy zaznała, a które trwało około dwóch miesięcy. Jej wiersze to po części wyraz pragnienia, by wrócić do tego cudownego stanu ducha sprzed wielu lat.
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze