Nie wiemy, czy powstanie z tego stały cykl podsumowujący wydarzenia kulturalne w naszym powiecie. Może tak, może nie. Wiemy za to, że w sumie w krótkim odstępie czasu udało się nam wziąć w udział w dwóch unikatowych wydarzeniach. Pierwsze to "Piękna Lucynda" wystawiona przez uczniów z jordanowskiego Kołłątaja, a drugie to "Dziewczynka z zapałkami" w wersji made by Street Art.
Pierwsze słowo, które nie tyle cisnęło się na usta po zakończeniu "Dziewczynki z zapałkami", ile po prostu zostało wypowiedziane, cenzuralne nie było. Ktoś mógł powiedzieć wow, ktoś o rany, ktoś mógł nic nie mówić, bo odebrało mu mowę. U mnie zadziałał inny mechanizm, ale słowo to oddawało bardzo podobnie sens słów przytoczonych zdanie wcześniej. Muszę o tym wspomnieć, bo z kilkoma osobami dzieliłem się wrażeniami na temat "Dziewczynki z zapałkami". I jakby teraz przeczytali, że o tym słowie nie wspominam, mogliby się cynicznie uśmiechnąć. Nie zrobią tego.
Do śmiechu nie jest także tematyka "Dziewczynki z zapałkami". Samotność, głód, wykorzystywanie innych, poniżanie, ignorancja, wreszcie śmierć. Tych wszystkich przeciwności doświadcza dziecko, co budzi jeszcze większy sprzeciw. Do śmiechu nie jest również nikomu, gdy spojrzymy na czasy, w których przyszło nam żyć. Była pandemia, jest wojna za wschodnią granicą, rosnące koszty życia. Każdy też ma swoje mniejsze lub większe sytuacje, tragedie. Ja mam, ty masz, każdy ma. To również spowodowało, że Street Art stanęło przed nie lada wyzwaniem. Jak do tej tematyki podejść, co poruszyć, jak przedstawić i gdzie oraz jak tego "światełka w tunelu" szukać? Z każdą minutą spektaklu, niewiadome były odkrywane. Całość zaś złożyła się na to, że wszyscy autorzy, aktorzy, osoby, które przyczyniły się do powstania "Dziewczynki z zapałkami" otrzymali owacje na stojąco. Lepszą nagrodę trudno sobie wyobrazić. I kopa, do działania oczywiście, na przyszłość.
To był drugi po "Alicji w Krainie Czarów" projekt Street Art. Patrząc na tematykę, trudniejszy, ale oba projekty trudno porównywać. "Street Art ma zresztą łączyć, wychowywać, zachęcać do współpracy, odkrywania siebie, pasji, predyspozycji, a nie porównywać i dzielić. Dziewczynka z zapałkami" miała wzruszać i poruszać. "Alicja w Krainie Czarów" jednak bardziej była nastawiona na rozrywkę i dobrą zabawę. Dzieci, które wystąpiły w obu spektaklach, bo cały czas powinno się to podkreślać, że na scenie były dzieci, w ciągu kilku miesięcy musiały zatem zmierzyć się z całkowicie odmiennymi rolami i emocjami. O to w tych projektach chodziło, to jest również jedno z głównych założeń Street Artu. Jeżeli za kilka lat okaże się, że ktoś powiedział, że jego przygoda z teatrem, baletem czy muzyką zaczęła się od Street Artu, a teraz, jest gdzie jest, to dla twórców tego projektu będzie to najlepszym dowodem na to, że to wszystko miało sens.
Casting, przesłuchania, czytanie tekstów, systematyczne próby - z tym musieli się zmierzyć młodzi aktorzy wybrani do tego projektu. Widać było na scenie, że każdy czuł się odpowiedzialny i wiedział, że bierze udział w czymś szczególnym. Nie było istotne to, czy wypowie jedno zdanie, czy dwa. Tu też wielki ukłon dla pomysłodawców i twórców tego przedstawienia, którzy cały czas podsycali takie przeświadczenie u dzieci, bez różnicy czy młodszych, czy nieco starszych.
Przy okazji oglądania "Dziewczynki z zapałkami" pojawiały się również "na żywo" pytania dotyczące scenografii, makijażu, strojów, fryzur. Co się okazuje? Wszystko to było robione pro bono praktycznie tylko przez rodziców młodych aktorów. To także cenna lekcja płynąca z każdego projektu społecznego. Ważna lekcja dla rodziców, którzy są zaangażowani i dzięki temu jeszcze bardziej utożsamiają się z projektem. Ważna też dla dzieci, które widzą, że współpraca wielu osób: małych czy dużych, może przynieść wspaniały efekt. W przypadku "Dziewczynki z zapałkami" przyniosła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze