Pięknego jubileuszu doczekała Maria Pochopień ze Stryszawy. Posiadająca znakomitą pamięć i będąca w bardzo dobrej kondycji fizycznej seniorka skończyła dziś 100 lat!
Powiedzenie mówi, że człowiek ma nie tyle lat ile zapisano w dowodzie osobistym, lecz na ile się czuje. Rozmawiając z Marią Pochopień aż trudno uwierzyć, że przyszła na świat 27 października 1922 roku, czyli równo 100 lat temu. Gdyby nie wiedzieć o tym fakcie, to z powodzeniem można powiedzieć, że stryszawska seniorka ma co najmniej o 20-30 lat mniej. A słuchając jej łatwo dojść do wniosku, że długowieczność zawdzięcza… ciężkiej pracy, która jak mówi powiedzenie – uszlachetnia.
Maria Pochopień dzieciństwo spędziła na osiedlu Carzaki, które graniczy z Bujarami, na którym mieszka obecnie. Była najstarszą pociechą swoich rodziców, którzy poza nią doczekali się syna i dwóch córek. – Od małego pracowałam. Miałam cztery lata gdy wypasałam krowy. Rodzice w tym czasie pracowali w polu. Tak to dawniej było na wsi. Gdy podrosłam opiekowałam się również młodszym rodzeństwem. Najmłodsza siostra miała 15 lat mniej ode mnie – opowiada o życiu w pierwszej połowie minionego wieku Maria Pochopień. Wspomina, że kiedyś krowy jej… uciekły. Dostała wówczas burę od ojca, a potem jeszcze z pomocą sąsiadów musiała ich szukać.
Podczas II wojny światowej los długo także nie był dla stryszawianki łaskawy. Choć okupanci na terenie samej Stryszawy nie dokonywali tak licznych wysiedleni jak chociażby w Lachowicach, czy na Żywiecczyźnie, to wskazaniem hitlerowców padło właśnie na jej rodzinę. – To nie było jak na filmie, że człowiek się starannie pakuje. Dali 30 minut na spakowanie się. Człowiek nie wiedział czy brać ubrania, czy kosztowności. Co się z nim stanie. Mama kończyła robić masło. Nawet nie pozwoli jej go zabrać – wraca do tamtych dni stryszawianka. Wraz z rodzicami i rodzeństwem zostali zawiezieni do szkoły w Suchej (obecnie Suchej Beskidzkiej), a następnie odprowadzeni w dużej grupie na stację kolejową. – Pociąg był bardzo długi, ale jak pamiętam miał wagony z siedzeniami. Jednak nie wiedzieliśmy gdzie nas wiozą. Nagle pociąg stanął w środku lasu i kazano nam wysiadać. Ludzie krzyczeli, nie chcieli wychodzić. W każdym wagonie był jeden Niemiec, który siłą wypychał ludzi na zewnątrz. Potem pociąg odjechał i zostaliśmy w nieznanym nam lesie sami – opowiada o okrucieństwie okupanta Maria Pochopień.
Jak się okazało wraz z resztą wysiedlonych znalazła się za Warszawą. Odnalazła ich miejscowa ludność i przyjęła do swoich domów. Potem mężczyźni pracowali przy wycinaniu wikliny, a kobiety w polu oraz w poblisku folwarku. – Rodzice uciekli i na nogach wrócili do domu, ale ten był już zajęty przez bauera. Pozwolono im zabrać kilka rzeczy, ale musieli szukać schronienia, które znaleźli w Zawoi – opowiada 100-latka, która z ciocią i rodzeństwem dłużej została pod Warszawą. Z czasem i oni wrócili, choć także do Zawoi. – Co jakiś czas mama wysyła mnie do Stryszawy żebym zobaczyła czy aby Niemcy nie poszli z naszego domu. Musiałam przekraczać granicę. Okazało się, że strzegli jej tzw. dobrze Niemcy. Nie tylko nie robili nam przeszkód, ale nawet jeden z nich zaproponował mi pracę u swojej siostry w Kędzierzynie Koźlu. Długo się wahałam, ale się zgodziłam. Praca była lekka, a rodzina życzliwa – opisuje dwa oblicza niemieckich żołnierzy Maria Pochopień.
Po zakończeniu wojennej zawieruchy stryszawianka długo nie szukała męża. Zresztą nie musiała, bo znała się z nim od dziecka. Ze Stanisławem Pochopień dzisiejsza 100-latka stanęła na ślubnym kobiercu gdy miała 25 lat.
Po ślubie życie stryszawianki znacząco się nie zmieniło. Zajmowała się pracą na roli oraz wychowywaniem dzieci (mąż pracował jako cieśla), ale tym razem już nie rodzeństwa, a potomstwa. Doczekali się piątki synów i dwóch córek. – Budowaliśmy dom, więc łatwo nie było. To były inne czasy. Nie było maszyn. Wszystko robiło się ręcznie. Z drugiej strony było biedniej niż teraz, ale weselej. Sąsiedzi się spotykali, byli życzliwi dla siebie, wzajemnie sobie pomagali, śmiali się – zauważa nie bez racji seniorka, która już od 44 lat idzie przez życie samodzielnie, gdyż tyle już czasu upłynęło odkąd została wdową.
- Zawsze była dobrą mamą. W domu było czysto i schludnie. Dbała o nas, a potem o wnuki jak trzeba – mówi Kazimiera Biłka, młodsza z córek. Jej słowa potwierdza jej córka, a zarazem wnuczka seniorki Aneta Biłka. – Gdy byliśmy z bratem mali, to babcia wyprawiała nas do szkoły, bo rodzice pracowali. Szła rano do kościoła, a wracając kupowała świeże bułeczki i odprowadzała nas do szkoły – wspomina wnuczka seniorki, która przyjechała odwiedzić babcię.
Świętująca 100 urodziny Maria Pochopień poza wspomnianą 7 dzieci doczekała się ósemki wnuków i takiej samej ilości prawnuków. A, że seniorka jest nadal osobą żywą i pogodną, to te często odwiedzają ją i dzwonią do niej. Stryszawianka poza rozmowami z bliskimi lubi również oglądać telewizję oraz słuchać radia.
W przededniu 100 urodzin Marię Pochopień odwiedził wójt gminy Stryszawa Rafał Lasek wraz z kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego Urszulą Gąsiorek. Złożyli dostojnej jubilatce życzenia zdrowia, a także przekazali upominki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wszystkiego najlepszego,kolejnych lat w zdrowiu ❤️❤️❤️
Ciekawa historia stuletniej kobiety. Zdrowia, jasności umysłu i dużo uśmiechu!
Brawo Gmina Stryszawa za pomysłowy prezent !!!!! :)
Wszystkiego najlepszego,kolejnych lat w zdrowiu ❤️❤️❤️
Ciekawa historia stuletniej kobiety. Zdrowia, jasności umysłu i dużo uśmiechu!
Brawo Gmina Stryszawa za pomysłowy prezent !!!!! :)